Wygląda na to, że stosunkowo słaby w tym roku sezon topnienia pokrywy lodowej Oceanu Arktycznego przechodzi w równie słaby sezon zamarzania. Tempo przyrostu lodu w drugiej połowie października wyraźnie wyhamowało. To skutek w dużej mierze tych samych wzorców pogodowych, które latem hamowały spadek zasięgu lodu. Teraz te same układy, działające na tle znacznie cieplejszego klimatu niż kilkanaście lat temu, obróciły się przeciwko Arktyce.
![]() |
| Tempo zwiększania/zmniejszania się zasięgu lodu morskiego w 2026 roku na tle średniej z ostatnich 10 lat. |
Wykres pokazuje, jak bardzo zwolniło tempo przyrostu lodu w Arktyce. Październik to zwykle miesiąc, w którym zamarzanie osiąga najwyższe tempo. W szczytowych okresach przyrost zasięgu lodu sięga 120–140 tys. km² na dobę. To efekt wychładzania się mórz, takich jak Łaptiewów czy Wschodniosyberyjskie. Latem ich powierzchnia silnie się nagrzewa, ale od września, wraz ze skracaniem się dnia i zanikiem dopływu energii słonecznej, ocean zaczyna oddawać zgromadzone ciepło.
Kiedy Słońce znika za horyzontem na dłużej, powierzchnia oceanu intensywniej się wychładza. Gdy woda osiąga temperaturę zamarzania, zaczynają tworzyć się pierwsze kryształki lodu. Na płytkich morzach szelfowych wschodniej Syberii wychładzanie może przebiegać stosunkowo szybko, ponieważ do osiągnięcia temperatury zamarzania jest mniejsza objętość wody niż w głębokich partiach oceanu. W tym roku proces ten również postępuje, ale są obszary, w których przyrost lodu w ostatnim czasie mocno zwolnił, a jego granica nawet cofnęła się na północ. W rezultacie dobowe tempo zamarzania było miejscami ponad dwukrotnie niższe od średniej z minionej dekady (pomarańczowa krzywa na wykresie).
![]() |
| Zmiany zasięgu i koncentracji arktycznego lodu morskiego w dniach 16-28 października 2026 roku. Uniwersytet w Bremie |
Skutki spowolnienia zamarzania pokazuje powyższa animacja. W sektorze atlantyckim granica lodu w analizowanym okresie praktycznie nie przesunęła się na południe. Woda miejscami zamarzała, ale wpływ warunków atmosferycznych i temperatury oceanu sprawiał, że w innych miejscach granica pokrywy lodowej cofała się na północ. To kolejna odsłona problemów z zamarzaniem arktycznych wód. 28 października, według danych JAXA, zasięg lodu ponownie znalazł się wśród dziesięciu najmniejszych odnotowanych dla tej daty, zajmując siódme miejsce od końca.
![]() |
| Odchylenia temperatur od średniej 1991-2020 w atlantyckiej części Oceanu Arktycznego 25 października 2026 roku. Copernicus Marine MyOcean |
Silny wiatr oddziaływał na lód również mechanicznie: przesuwał go, rozsuwał kry i otwierał szczeliny w pokrywie. Jednocześnie mieszał górne warstwy oceanu, pomagając przenosić cieplejszą wodę ku powierzchni. To ważne, ponieważ samo wychłodzenie powietrza nie wystarczy do szybkiego utworzenia lodu, jeśli ocean nadal oddaje ciepło. Woda musi najpierw osiągnąć temperaturę zamarzania, a później odprowadzać kolejne porcje energii, aby pokrywa mogła narastać.
Mapa obok pokazuje sytuację pogodową z 24 października. Rozległe niże i silne wiatry sprzyjały napływowi cieplejszych mas powietrza do Arktyki. W takich warunkach, zwłaszcza nad obszarami pozbawionymi lodu, wymiana ciepła między oceanem a atmosferą nabiera szczególnego znaczenia. To właśnie połączenie cyrkulacji atmosferycznej, ciepłej wody i przemieszczania się lodu przyczyniło się do wyhamowania zamarzania.
Ciepłe masy powietrza znad Atlantyku, sprowadzane przez niże, będą ograniczały tempo wychładzania wód. Wiatr może równocześnie mieszać warstwy oceanu, przenosząc ciepło z głębszych poziomów ku powierzchni. Na tle globalnego ocieplenia sytuacja jest szczególnie niekorzystna: ocean rozpoczyna jesień z dużym zasobem energii, a więc potrzebuje więcej czasu, by osiągnąć temperaturę zamarzania. Jeśli prognozowany układ pogodowy się utrzyma, granica lodu może pozostać przesunięta na północ przez kolejne tygodnie.
![]() |
| Prognozowane na 29-31 października praz 1-3 listopada 2026 roku odchylenia temperatur od średniej 1991-2020 w Arktyce i obszarach leżących wokół niej. Climate Reanalyzer |
Prognozy wskazują, że warunki atmosferyczne nie będą sprzyjały zamarzaniu atlantyckiej części Oceanu Arktycznego. Niże baryczne będą sprowadzały ciepłe, atlantyckie powietrze na północ. To wpisuje się w proces atlantyfikacji Arktyki, czyli coraz silniejszego oddziaływania północnego Atlantyku na jej środowisko. Zmiany dotyczą nie tylko napływu ciepłych mas powietrza, ale również transportu ciepłej wody oceanicznej, która dostarcza energię do obszarów tradycyjnie pokrywających się lodem.
Brak lodu zmienia także relacje między oceanem a atmosferą. Jasna powierzchnia lodu odbija znaczną część promieniowania słonecznego, podczas gdy ciemna, otwarta woda pochłania znacznie więcej energii. Latem ocean gromadzi więc dodatkowe ciepło, które jesienią i zimą oddaje do atmosfery. Ogrzewa w ten sposób powietrze przy powierzchni i opóźnia ponowne zamarzanie. Powstaje dodatnie sprzężenie zwrotne: im mniej lodu pozostaje po lecie, tym więcej energii może zgromadzić woda, a im cieplejszy ocean, tym trudniej odbudować pokrywę lodową.
Dodatkowym problemem są silne wiatry i sztormy. Na otwartej wodzie mogą wzburzać ocean, rozbijać cienki, nowo powstały lód i przemieszczać kry. Nawet jeśli temperatura powietrza spada, takie warunki utrudniają szybkie utworzenie zwartej, stabilnej pokrywy. Dopiero gdy ocean odda odpowiednią ilość ciepła, a warunki atmosferyczne staną się bardziej sprzyjające, zamarzanie może wyraźnie przyspieszyć.
Zmiany zachodzące w Arktyce nie kończą się na Dalekiej Północy. Zmieniająca się wymiana ciepła i wilgoci między oceanem a atmosferą wpływa na lokalne warunki pogodowe i może oddziaływać również na cyrkulację atmosferyczną w szerszej skali, w tym nad Europą. Postępująca transformacja Arktyki to zatem nie tylko problem coraz mniejszej i cieńszej pokrywy lodowej, ale również zmiana jednego z ważnych elementów globalnego systemu klimatycznego.
Wiele wskazuje na to, że rozpoczynający się sezon zamarzania przyniesie kolejne tygodnie z rozległymi obszarami wód wolnych od lodu w atlantyckim sektorze Arktyki. To poważny sygnał, ponieważ nawet po zakończeniu sezonu topnienia odbudowa pokrywy lodowej nie przebiega automatycznie. O jej tempie decydują zarówno warunki pogodowe, jak i ilość ciepła zgromadzonego w oceanie, a globalne ocieplenie dodatkowo wzmacnia ten problem.























.png)