W drugiej połowie października tempo zamarzania Oceanu Arktycznego wyraźnie osłabło. Mimo to zasięg lodu morskiego pozostaje stosunkowo duży na tle wielu ostatnich lat. Nie oznacza to jednak, że arktyczna pokrywa lodowa jest w dobrej kondycji. Sam zasięg nie pokazuje bowiem, jak gruby jest lód, jaką ma objętość ani jak bardzo jest podatny na działanie wiatru i ciepła oceanicznego.
![]() |
| Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2026 roku na tle wybranych lat i średnich dekadowych. JAXA |
Zasięg lodu 22 października wynosił 6,88 mln km². Według zestawienia dla tego dnia była to 10. najmniejsza wartość w historii pomiarów, a jeszcze w połowie miesiąca zasięg zajmował 14. miejsce wśród najniższych wyników. Od 1 do 22 października zasięg lodu zwiększył się o 1,43 mln km². Oznacza to, że tempo jego przyrostu było o około 30 proc. wolniejsze niż średnio w latach 2011–2020. W analogicznym okresie tych lat zasięg zwiększał się średnio o 2,04 mln km².
Skoro październikowy przyrost nie był szczególnie szybki, to skąd stosunkowo duży zasięg lodu? Kluczowe znaczenie miała sytuacja wyjściowa, czyli stan pokrywy lodowej pod koniec lata. We wrześniu nie doszło do tak dużego cofnięcia się lodu, jak w latach z rekordowo niskimi wartościami. Minimum zasięgu w połowie września wyniosło 4,56 mln km² i było 14. najmniejszym w historii pomiarów. Krzywa na wykresie nie wypłaszczyła się jednak tak wyraźnie, jak zdarzało się to w niektórych poprzednich latach. W wielu częściach regionu warunki sprzyjały zamarzaniu, dzięki czemu przyrost zasięgu rozpoczął się szybko już we wrześniu, a w drugiej dekadzie października ponownie nabrał tempa.
![]() |
| Mozaika zdjęć radarowych Oceanu Arktycznego z 20–22 października 2026 r. wykonanych przez satelitę Sentinel-1. Sentinel 1/Sea Ice Denmark |
Duży zasięg lodu pod koniec lata, a następnie przyspieszenie zamarzania w październiku sprawiły, że jego granica stosunkowo szybko, jak na ostatnie lata, dotarła do wybrzeży kontynentów. Na mozaice zdjęć satelitarnych widać, że lód sięga już wybrzeży wschodniej Syberii. W środkowej części obrazu znajduje się Wyspa Wrangla, której okolice w niektórych ostatnich latach pozostawały wolne od lodu nawet na przełomie października i listopada. Szczególnie dobrze widać to na przykładzie 2020 r., kiedy lód dotarł w pobliże wyspy dopiero około 10 listopada.
Nie należy jednak wyciągać zbyt daleko idących wniosków na podstawie samego jesiennego zamarzania. Wystarczy spojrzeć na 2012 r. Po rekordowo niskim minimum zasięg lodu zaczął wówczas szybko rosnąć, ponieważ rozległe obszary oceanu, odsłonięte po letnim topnieniu, mogły intensywnie oddawać ciepło do coraz chłodniejszej atmosfery. Jednocześnie postępująca noc polarna ograniczała dopływ energii słonecznej. Woda zaczęła zamarzać, ale szybki wzrost powierzchni pokrytej lodem nie oznaczał natychmiastowej odbudowy jego grubości. Podobny mechanizm może występować również w innych latach: zasięg szybko się zwiększa, podczas gdy grubość pokrywy odbudowuje się znacznie wolniej.
![]() |
| Grubość lodu morskiego w roku 2013, 2020 i 2026 dla 2020 października. Polar Portal/HYCOM |
Kluczowa jest właśnie grubość lodu. Niskie temperatury powietrza powinny sprzyjać nie tylko zamarzaniu powierzchni oceanu, lecz także zwiększaniu grubości już istniejącej pokrywy. Problem polega jednak na tym, że lód traci ciepło do atmosfery również od spodu, a tempo tego procesu zależy od temperatury i ruchu wody pod nim. Ciepłe masy wody napływające z Atlantyku przemieszczają się pod chłodniejszą warstwą powierzchniową. Gdy dochodzi do mieszania w oceanie, część zgromadzonego w głębszych warstwach ciepła może docierać w pobliże lodu, spowalniając zamarzanie lub osłabiając pokrywę od spodu. Wpływ ten może być odczuwalny daleko od obszarów, przez które wody atlantyckie napływają do Arktyki.
Znaczenie ma także wieloletni wzrost ilości ciepła zgromadzonego w oceanach. Podczas lata obszary pozbawione lodu pochłaniają więcej promieniowania słonecznego niż jasna powierzchnia pokrywy lodowej. Jesienią część zgromadzonej energii wraca do atmosfery, opóźniając zamarzanie. W efekcie nawet gdy temperatury powietrza spadają, ocean może nadal dostarczać ciepło utrudniające szybki przyrost grubości lodu. Zmiany klimatu wpływają więc nie tylko na to, jak daleko cofa się granica lodu latem, ale również na to, w jakim stanie pokrywa rozpoczyna kolejny sezon zamarzania.
Jeszcze w 2013 r., kiedy globalny klimat był chłodniejszy niż dziś, a arktyczna pokrywa lodowa miała większy udział grubego lodu wieloletniego, sytuacja wyglądała inaczej niż obecnie. Na mapach z 20 października widać, jak zmienił się rozkład grubości lodu. W 2026 r. znaczne obszary zajmuje cienka pokrywa, która nie zapewnia takiej odporności na letnie topnienie jak gruby lód wieloletni. To jeden z przejawów długofalowego osłabiania arktycznej czapy polarnej w ocieplającym się klimacie. Coraz większy udział młodego, cienkiego lodu oznacza, że pokrywa jest bardziej podatna na działanie wiatru, ciepła oceanicznego i intensywnego promieniowania słonecznego.
Nie oznacza to, że cienki lód nie może przetrwać kolejnej zimy. Przy sprzyjających warunkach atmosferycznych zasięg może szybko rosnąć, ale odbudowa grubości i objętości trwa znacznie dłużej. Jeśli jednak latem pojawią się niekorzystne układy baryczne, takie jak silny wyż nad Morzem Beauforta połączony z dodatnim dipolem arktycznym, skutki mogą być katastrofalne dla pokrywy lodowej. Rok 2007 pokazał, jak taki układ może napędzać transport lodu, zwiększać napływ ciepła i przyspieszać topnienie. Z kolei rok 2012 udowodnił, że również inne konfiguracje pogodowe, oddziałujące na osłabiony lód, mogą doprowadzić do kolejnego rekordowego minimum. Wraz z dalszym wzrostem temperatury i postępującym zanikiem grubego lodu wieloletniego Arktyka pozostaje szczególnie podatna na takie epizody.


















.png)











