wtorek, 25 sierpnia 2026

Globalne ocieplenie przesunęło granicę topnienia lodu bardzo daleko

 Globalne ocieplenie znacznie przesunęło granice możliwości topnienia arktycznego lodu morskiego w niesprzyjających roztopom warunkach atmosferycznych. Rosnąca ilość energii cieplnej w oceanach wpływa na zmiany w arktycznej kriosferze.

Sezonowa (3-miesięczna) zawartość cieplna w górnych 0,8 km oceanu w porównaniu ze średnią z lat 1955–2006. Zawartość ciepła w globalnym oceanie utrzymuje się niezmiennie powyżej średniej (czerwone słupki) od połowy lat 90. Ponad 90 proc. nadmiarowego ciepła uwięzionego w systemie klimatycznym Ziemi w wyniku globalnego ocieplenia spowodowanego działalnością człowieka zostało pochłonięte przez oceany. NOAA

 Szary prostokąt na wykresie obejmuje okres od 2013 do 2025 roku. Ilość energii cieplnej uległa w tym czasie bardzo wyraźnemu zwiększeniu. To ciepło w różny sposób wpływa również na Arktykę. Jest transportowane zarówno przez masy powietrza, jak i przez oceaniczne prądy. Szczególnie istotny jest napływ cieplejszych wód z niższych szerokości geograficznych.

 Nie oznacza to jednak, że całe dodatkowe ciepło zgromadzone w globalnym oceanie trafia bezpośrednio pod arktyczny lód. Mechanizm jest bardziej złożony. Ciepło może być przenoszone do Arktyki przez atmosferę i ocean, a następnie wpływać na bilans energetyczny lodu. Woda znajdująca się pod lodem, jeśli jest cieplejsza od temperatury zamarzania, może powodować jego topnienie od spodu. Jednocześnie lód może tracić masę od góry wskutek promieniowania słonecznego i ciepłego powietrza.

 To właśnie bilans tych procesów decyduje o tym, czy pokrywa lodowa rośnie, czy się kurczy. W ocieplającym się klimacie nie potrzeba więc takiego samego zestawu ekstremalnych warunków atmosferycznych jak dawniej, aby osiągnąć podobny ubytek lodu. Znaczenie ma również to, w jakim stanie lód rozpoczyna sezon roztopów.
 
Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2026 roku na tle wybranych lat i średnich dekadowych. JAXA

 Dlaczego chodzi o okres zaczynający się w 2013 roku? To właśnie wtedy miało miejsce bardzo słabe topnienie lodu po wcześniejszych bardzo silnych roztopach. W 2013 roku latem dominowało niskie ciśnienie, a więc duże zachmurzenie. Nie było stabilnych wyżów barycznych ani takiego układu atmosferycznego, który sprzyjałby silnemu pochłanianiu energii słonecznej i szybkiemu wycofywaniu się lodu.

 Dane NSIDC pokazują, że lato 2013 roku rzeczywiście było stosunkowo chłodne i charakteryzowało się rozległym występowaniem niskiego ciśnienia nad Oceanem Arktycznym. Zachmurzenie ograniczało nagrzewanie powierzchni, a układ wiatrów sprzyjał również rozpraszaniu lodu na większym obszarze. W efekcie pokrywa lodowa była znacznie większa niż rok wcześniej, gdy odnotowano rekordowo niski poziom.

 W tym roku mamy powtórkę części tego mechanizmu. Warunki atmosferyczne były tego lata nawet bardziej sprzyjające utrzymaniu arktycznej pokrywy lodowej niż w 2013 czy 2014 roku. A mimo to stopiło się więcej lodu. Jak pokazuje wykres, różnica między 2013 a 2026 rokiem wynosi około 0,42 mln km².
 
Powierzchnia arktycznego lodu morskiego w 2026 roku w zestawieniu z poprzednimi latami. JAXA

 Jeszcze większa różnica jest w przypadku powierzchni lodu. Zasięg jest często modyfikowany przez wiatr, więc nie zmienia się dokładnie tak samo jak faktyczna powierzchnia pokrywy lodowej. Zasięg oznacza obszar oceanu, na którym koncentracja lodu przekracza określony próg stosowany przez daną metodę satelitarną. Dlatego przesuwanie i rozpraszanie kry może powodować zmiany zasięgu nawet bez proporcjonalnej zmiany ilości samego lodu.

 Powierzchnia, czyli faktyczny udział lodu w obszarze objętym pokrywą, jest bardziej wrażliwa na zmiany koncentracji. Oczywiście nie można powiedzieć, że jej spadek jest wyłącznie dowodem topnienia. Na powierzchnię lodu wpływają również wiatr, prądy morskie, pękanie i przemieszczanie się kry. Dlatego zarówno zasięg, jak i powierzchnię należy interpretować razem z informacjami o koncentracji oraz grubości lodu.
 
Rozdrobiona kra lodowa w pobliżu bieguna północnego 24 sierpnia 2025 roku. NASA Worldview

 Taki obszar, jak na tym zdjęciu, może być w danych dotyczących zasięgu nadal odczytywany jako obecność lodu, mimo że jego koncentracja jest znacznie niższa. Zasięg może więc pozostać w dużej mierze niezmieniony lub spaść nieznacznie, podczas gdy rzeczywista ilość lodu w danym obszarze wyraźnie się zmniejsza. Na zdjęciu satelitarnym widać wolne od lodu przestrzenie pomiędzy rozdrobnionymi krami.
 
 Biorąc pod uwagę powyższe różnice między 2013 a 2026 rokiem, można stwierdzić, że przy podobnych warunkach atmosferycznych współczesna Arktyka jest w stanie zakończyć sezon z mniejszym zasięgiem lodu niż kilkanaście lat temu. Można więc założyć, że za 10 lat taki sam sezon topnienia doda kolejne 0,4 a może o 0,6 mln km² w przypadku zasięgu lodu. 
 
Tak dla 24 sierpnia zasięg lodu to już nie 5,41 mln km², a 4,99 mln km². Za 10 lat może to być około 4,5 mln km². Czyli takie warunki atmosferyczne za 10 lat będą dawało wrześniowe minimum takie, jak w 2007 roku, czyli w roku, kiedy dodatni dipol arktyczny i wyżowa pogoda dosłownie w pocie czoła pracowały nad spektakularnym wtedy topnieniem arktycznego lodu. Tak więc teraz możemy się zastanowić, co będzie, kiedy dojdzie do powtórki warunków atmosferycznych z 2007 roku? Być może nie dojdzie, bo Arktyka stała się pochmurna właśnie z powodu globalnego ocieplenia. Jeśli nawet w kolejnych latach pogoda i tak będzie pochmurna, to i tak lód w końcu się roztopi, bo będzie do Arktyki docierało oceaniczne ciepło w większych ilościach niż obecnie.  
 

 

wtorek, 18 sierpnia 2026

Zdjęcia satelitarne pokazują koniec paku lodowego na biegunie północnym

 Ogólnie rzecz biorąc, tegoroczny sezon topnienia lodu w Arktyce wydaje się słaby na tle ostatnich 10 lat. Prawdopodobieństwo, że w tym roku wrześniowe minimum znajdzie się na podium najniższych wartości w historii pomiarów satelitarnych, jest niewielkie. Jednak patrząc na zmiany regionalne, trudno ten sezon roztopów określić mianem słabego, a nawet przeciętnego. Zdjęcia satelitarne pokazują bowiem bardzo niepokojący obraz arktycznej czapy lodowej.

Zasięg i koncentracja arktycznego lodu morskiego. Uniwersytet w Bremie

 Zasięg występowania lodu na Oceanie Arktycznym nadal pozostaje w okolicy dziesiątego miejsca w zestawieniach na obecną chwilę. To odległa pozycja od rekordowo niskich wartości, ale rozmiary pokrywy lodowej są zbliżone do poziomów obserwowanych w części ostatniej dekady, kiedy mogliśmy obserwować bardzo gwałtowne zmiany w Arktyce.

 Mapa pokazuje, że Przejście Północno-Wschodnie jest w dużej części otwarte. Chińczycy i Rosjanie mogą tam pływać i prowadzić handel. Niezależnie od tego, jakie są stosunki Iranu (jemeńscy Huti) z Chinami, to cieśnina Bab al-Mandab nie jest już tak bardzo potrzebna, skoro do Londynu i Rotterdamu można popłynąć przez Cieśninę Beringa.  Nie oznacza to jednak, że jest to trasa całkowicie wolna od ograniczeń, a więc i tańsza. Warunki żeglugowe z pewnością ulegną zmianie za kilka tygodni, co będzie oznaczało konieczną asystę lodołamaczy.
 
 To, co najbardziej uderza, to granica lodu morskiego od strony Europy. Widać, że ten pozornie słaby sezon roztopów okazał się bardzo niekorzystny dla arktycznej kriosfery.
 
Odchylenie temperatur od średniej 1991-2020 w atlantyckiej części Arktyki 16 sierpnia 2026 roku. Copernicus Marine MyOcean

 Przyczyną są między innymi bardzo wysokie temperatury wód oraz nasilająca się atlantyfikacja. Wzrost temperatury oceanów i zmiany cyrkulacji wpływają na ilość ciepła transportowanego z Atlantyku do Arktyki, a cieplejsze wody mogą ograniczać zarówno letnie utrzymywanie się lodu, jak i jego późniejsze odtwarzanie jesienią i zimą. Ważny jest tutaj transport ciepłych i słonych wód Atlantyku przez rejon Morza Barentsa i Cieśniny Fram. Woda ta może docierać daleko na północ, a w miejscach, gdzie słabnie pionowe rozwarstwienie oceanu, ciepło znajdujące się głębiej może być łatwiej transportowane ku powierzchni. Właśnie dlatego atlantyfikacja nie oznacza jedynie wzrostu temperatury samej powierzchni morza. Obejmuje również zmiany struktury oceanu, mieszania pionowego i wymiany energii między oceanem, lodem i atmosferą.
 
 Bez globalnego ocieplenia woda powyżej 80°N nie mogłaby się uwolnić od lodu i ogrzać do temperatury 0,8-0,9°C. Woda, a ściślej mówiąc - powierzchnia - jest miejscami cieplejsza o ponad 3°C. Woda zamarza w tamtej części świata w temperaturze około -1,7°C. Normalnie więc znajdowałby się tam lód o temperaturze -2,3°C. Te 0,8°C może mieć dalszy, negatywny wpływ na lód. 
 
 Częste wiatry wywołane przez uporczywy silny układ niżowy, w połączeniu z cieplejszą niż w przeszłości wodą, mogły więc doprowadzić do znacznej degradacji paku lodowego. Badania pokazują, że silne i następujące po sobie układy cyklonalne mogą powodować szybkie zmiany koncentracji lodu, ponieważ łączą oddziaływanie wiatru, falowania, transportu lodu i cieplejszych warunków atmosferycznych.

Zdjęcia poniżej pokazują obraz zniszczenia paku lodowego. 
  
 
Zdjęcia satelitarne lodu morskiego między biegunem północnym, a Morzem Barentsa 17 sierpnia 2026 roku. Zdjęcia pokazują to samo miejsce, wykonane przez wie różne satelity. NASA Worldview

 Pak lodowy tam nie istnieje. Na obszarze około 0,4 mln km² między biegunem północnym a linią Svalbard – Ziemia Franciszka Józefa w ciągu ostatniego miesiąca doszło do bardzo dużych zmian koncentracji lodu. Występuje tam obecnie rozległa połać kry z dużymi przestrzeniami wolnymi od lodu.
 
Teoretycznie dałoby się dopłynąć ze Svalbardu kajakiem w pobliże bieguna północnego, choć byłoby to ryzykowne. Tak wygląda obraz Arktyki u progu BOE. 
 
 Samo BOE (blue ocean event) kiedy już będzie miało miejsce, to wydarzy się na skutek działania coraz cieplejszej wody morskiej. Ta w końcu z racji coraz cieplejszego klimatu roztopi jeszcze większą połać paku lodowego. W takiej sytuacji udział dodatniego dipola i wyżów barycznych w sektorze pacyficznym będzie jedynie czynnikiem pomocniczym i przyspieszającym to, co nieuniknione. W przeszłości, np. w 2007 roku to wyże baryczne, dipol i wiatr niszczyły lód - ciepła woda tylko wspomagała topnienie, bo świat był chłodniejszy niż dziś.   

 Sezon topnienia jeszcze się nie skończył, więc nie wiemy, co stanie się w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Wrześniowe minimum może jeszcze zostać znacząco zmienione przez wiatr, temperaturę powietrza i stan oceanu. Sam zasięg lodu może również przestać gwałtownie spadać, zanim osiągnięte zostanie wrześniowe minimum.

 Biorąc pod uwagę zmiany, które zaszły w ciągu ostatniego miesiąca, trudno uznać tegoroczny sezon za spokojny. Z punktu widzenia regionalnej struktury lodu sytuacja w atlantyckiej części Arktyki jest znacznie bardziej niepokojąca, niż sugerowałaby sama pozycja ogólnego zasięgu lodu w rankingu.
 
 

niedziela, 16 sierpnia 2026

Raport za I połowę sierpnia 2026 - roztopy okazały się jednak dość mocne

 Wystarczyło tylko kilka dni odpowiedniego rozkładu wiatrów, by znacznie zmniejszyć powierzchnię lodu morskiego w Arktyce. Zmiany przedstawione poniżej pokazują, jak wrażliwa jest pokrywa lodowa Oceanu Arktycznego i jak niewiele potrzeba, by w krótkim czasie rozbić i przemieścić ogromne połacie lodu.
 
 Zjawiskiem, które się do tego przyczyniło, jest tzw. dodatni dipol arktyczny. Animacja obok pokazuje ten układ baryczny. Z jednej strony mamy obszar wysokiego ciśnienia w sektorze amerykańskim, z drugiej — rozległy obszar niżowego ciśnienia w sektorze euroazjatyckim. Powstaje układ wiatrów sprzyjający przemieszczaniu lodu morskiego i jego eksportowi z centralnej Arktyki, między innymi przez Cieśninę Frama. Wiatr może również rozsuwać pak lodowy, zwiększać liczbę szczelin i prowadzić do powstawania rozległych obszarów otwartej wody. Dodatkowo taki układ może sprowadzać cieplejsze powietrze z południa. 
 

Zobacz mapę koncentracji arktycznego lodu morskiego w tak zwanych fałszywych barwach.  

Zasięg i koncentracja arktycznego lodu morskiego. Uniwersytet w Bremie

 To właśnie dodatni dipol arktyczny w okresie letnim, w połączeniu z innymi sprzyjającymi warunkami atmosferycznymi, przyczynił się do potężnych roztopów, m.in. w 2007 roku, kiedy doszło do spektakularnego spadku zasięgu lodu. W tamtym sezonie rozległy układ wysokiego ciśnienia sprzyjał napływowi cieplejszego powietrza oraz większemu nasłonecznieniu części Arktyki, a jednocześnie ułatwiał transport lodu z centralnej części oceanu.

 W tym roku do podobnego rekordu raczej nie dojdzie, ponieważ korzystny dla szybkiego zaniku lodu układ pojawił się stosunkowo późno, choć napotkał już dość cienką pokrywę lodową. Obraz pokrywy lodowej wygląda miejscami niemal tak, jak w latach 2007 czy 2012. W miarę zbliżania się września, czyli końca sezonu topnienia, obszar lodu przyjmuje coraz bardziej zwarty, niemal trójkątny kształt i stopniowo się zmniejsza.

Zmiany zasięgu i koncentracji arktycznego lodu morskiego w pierwsze połowie sierpnia 2026 roku.   

 To, co zasługuje na uwagę, to granica lodu morskiego na wysokości Morza Barentsa i Karskiego. Przesunęła się aż w okolice 85°N, a od Svalbardu po biegun północny pozostały jedynie rozproszone obszary paku lodowego. To ogromna zmiana, która może mieć wpływ na warunki atmosferyczne w kolejnych miesiącach. Niewykluczone, że tego, co teraz dzieje się na biegunie północnym, wpłynie na warunki pogodowe jesienią i zimą w Polsce. 

 Samo tempo zaniku lodu i jego wycofywania się, co widać na animacji, pokazuje, jak podatna na działanie pogody jest współczesna pokrywa lodowa Oceanu Arktycznego. Tak długo utrzymujący się układ niżowy i związana z nim pogoda ograniczały wcześniej tempo zaniku lodu, ale kiedy warunki zmieniły się na bardziej sprzyjające jego transportowi i rozpadowi, reakcja była bardzo szybka..
 
Tempo zwiększania/zmniejszania się zasięgu lodu morskiego w 2026 roku na tle średniej z ostatnich 10 lat.

 Ten wykres pokazuje, jak bardzo zmiana pogody jest w stanie zmienić tempo spadku zasięgu lodu, a tym samym tempo jego zaniku. Przez większość okresu od maja do lipca zmiany nie były szczególnie szybkie ze względu na dominację niżu barycznego i związanych z nim chłodniejszych warunków. W Arktyce było zimno, a mimo to zdarzały się gwałtowne spadki zasięgu.

 Potem przyszedł 10 sierpnia i pojawił się dodatni dipol arktyczny. Doszło do dużego przyspieszenia zmian — tempo zaniku lodu stało się większe niż wcześniej w lipcu. Jest to dobry przykład tego, że krótkoterminowa pogoda może w Arktyce bardzo mocno wpływać na tempo zmian pokrywy lodowej.
 
Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2026 roku na tle wybranych lat i średnich dekadowych. Mapa przedstawia zasięg w zestawieniu ze średnią z lat 90. XX wieku. JAXA

  Diametralnej zmiany sytuacji w Arktyce nie będzie już ze względu na kalendarz. Rekord raczej nie padnie, ale wrześniowe minimum wcale nie musi być tak odległe od rekordowych wartości, jak mogłoby się wydawać. 15 sierpnia zasięg lodu wyniósł 5,32 mln km² — według przedstawionych danych JAXA był to dziewiąty najmniejszy wynik w historii pomiarów. Podium nie będzie, ale wykres pokazuje, jak dodatni dipol zmienił kierunek czerwonej krzywej.

 Uporczywe utrzymywanie się tego zjawiska do końca sierpnia mogłoby sprawić, że wrześniowe minimum znalazłoby się znacznie bliżej rekordowych wartości. Obecne prognozy wskazują jednak, że taki scenariusz jest mało prawdopodobny. Warto też zwrócić uwagę na rok 2007 — różnica względem obecnego zasięgu wynosi zaledwie około 170 tys. km², jeśli porównujemy wartości przedstawione na wykresie
 
Powierzchnia arktycznego lodu morskiego na morzach: Beauforta, Czukockim, Wschodniosyberyjskim i Łaptiewów w 2026 roku w zestawieniu z poprzednimi latami. JAXA

 Możemy sobie tylko wyobrazić, co stałoby się w Arktyce, gdyby doszło do powtórzenia wzorców pogodowych z 2007, 2010 czy 2012 roku. Wykres dla poszczególnych akwenów pokazuje, jaka była reakcja pokrywy lodowej na zmiany cyrkulacji atmosferycznej. Najwolniejsze zmiany występowały na Morzu Łaptiewów. Tak szybki spadek zasięgu lodu jest możliwy m.in. dlatego, że współczesna pokrywa jest znacznie cieńsza i bardziej podatna na rozpad.

Rok 2012 jest tutaj szczególnie ciekawy. Tamtego lata główną rolę odegrały nie tylko temperatury i wcześniejsze osłabienie pokrywy, lecz także wyjątkowo silny sztorm z początku sierpnia. Cienki, osłabiony lód został szybko rozbity, a część kry znalazła się w cieplejszej wodzie. NSIDC wskazywało, że po wcześniejszym przerzedzeniu pokrywa stała się znacznie bardziej podatna na takie zdarzenia.
 
Odchylenia temperatur od średniej 1991-2020 na półkuli północnej w latach 2001-2010, 2011-2020 i 2021-2025 dla sierpnia. NASA/GISS

Animacja pokazująca zmiany anomalii temperaturowych w Arktyce w dniach 1-14 sierpnia 2026 roku. Copernicus Climate Change Service/ERA5

 Dodatni dipol arktyczny nieco podniósł temperatury nad Oceanem Arktycznym, ponieważ sprowadził cieplejsze powietrze z południa. Obszar Oceanu Arktycznego pozostał jednak nadal relatywnie chłodny, choć warto zwrócić uwagę na pewną rzecz. Chodzi o zmiany średnich temperatur wokół bieguna północnego.

 Wydawałoby się, że w sierpniu temperatury zaczną powoli się obniżać. Dipol sprawił, że tak się nie stało, a wartości niższe od średniej zaczęły zbliżać się do normy. Kto wie, czy za kilka dni nie staną się ponownie wyższe od średniej.

 Po 10 sierpnia w wielu miejscach Oceanu Arktycznego temperatury nad wciąż istniejącym lodem zaczęły przekraczać 0°C, choć w wyższych warstwach atmosfery zaczyna się powoli tworzyć komórka chłodnego powietrza, ponieważ Słońce świeci już coraz słabiej. W obrębie tej komórki temperatura spadła już do -10°C.
 
Zmiany średniej temperatury arktycznych wód dla lipca w latach 1940-2026 oraz odchylenia temperatur od średniej 1979-2000 dla 14 sierpnia 2026. Climate Reanalyzer 

 Powolne roztopy w sektorze pacyficznym spowodowały, że woda jest tam stosunkowo chłodna w wielu miejscach. Nie przeszkodziło to jednak w utracie lodu wywołanej przez dipol, ponieważ lód jest cienki i łatwo się przemieszcza.

 Bardzo ciepłe są wody Morza Barentsa — średnio około 2°C cieplejsze niż zwykle — a w części Morza Karskiego anomalie sięgają nawet 5°C. Morze Barentsa może stać się swoistym „pożeraczem lodu”, jeśli będzie on spychany z północy przez wiatr. W listopadzie, a potem w kolejnych miesiącach, proces odbudowy lodu w tej części Arktyki może być mocno utrudniony przez wysoką temperaturę wody. To ważne, ponieważ jesienią lód nie zaczyna tworzyć się w chwili, gdy powietrze schodzi poniżej 0°C. Najpierw ocean musi oddać ciepło zgromadzone w powierzchniowej warstwie wody. Dopiero po jego wychłodzeniu możliwe jest intensywne zamarzanie. Dlatego ciepła woda może opóźniać jesienne zamarzanie nawet wtedy, gdy temperatury powietrza stają się już ujemne.

 Cały północny Atlantyk jest średnio o około 1°C cieplejszy. To wystarczy, by tak ogromny obszar spowalniał powrót lodu w półroczu zimowym. Znaczenie ma także transport ciepła przez Atlantyk, który dostarcza do Arktyki energię przez prądy oceaniczne.

 W listopadzie również może mocno dać o sobie znać El Niño, być może już nawet w październiku. Teraz woda na Morzu Czukockim jest chłodna, ale w kolejnych miesiącach może przestać być tak chłodna, jak zwykle o tej porze roku. Nie można więc wykluczyć, że z tego powodu, mimo obecnie chłodnych wód, Morze Czukockie będzie zamarzać wolniej.
 
Grubość lodu morskiego w latach 2012-2026 dla 15 sierpnia. Polar Portal/HYCOM  

 Słaby sezon topnienia doprowadził do tego, że grubość lodu nie wygląda teraz tak drastycznie jak w 2021 roku, kiedy wcześniej omal nie doszło do pobicia rekordu z 2012 roku, czy też jak w 2024 roku. Sezon niewątpliwie okazał się słabszy, bo inaczej mapa z 2026 roku byłaby bardziej fioletowa, a seledynowego koloru byłoby na niej mniej.

 Jest jednak inaczej. Tyle tylko, że te ciepłe wody atlantyckie i El Niño jesienią oraz zimą mogą spowodować, że wygląd czapy polarnej Oceanu Arktycznego na tej mapie zmieni się mniej, niż można byłoby oczekiwać. Kolejny sezon topnienia może natomiast wyglądać zupełnie inaczej.

 Trzeba przy tym pamiętać o jeszcze jednej rzeczy: zasięg lodu, jego koncentracja i jego objętość to trzy różne parametry. Zasięg mówi o powierzchni obszaru, na którym koncentracja lodu przekracza przyjęty próg, zwykle 15 proc. Koncentracja informuje, jak dużą część danego obszaru zajmuje lód, natomiast objętość uwzględnia także jego grubość. Można więc mieć stosunkowo duży zasięg przy bardzo cienkiej pokrywie, która jest niezwykle podatna na szybkie zmiany.
 
Zniszczony pak lodowy między biegunem północnym, a Morzem Barentsa 15 sierpnia 2026 roku. NASA Worldview

Zniszczony pak lodowy przy biegunie północnym.

 Ten słaby sezon topnienia wcale nie jest więc taki słaby. Widać to po tym, co pokazują zdjęcia satelitarne. Wszystko to wydarzyło się w warunkach atmosferycznych, które wcześniej w wielu momentach sprzyjały spowalnianiu topnienia. Z drugiej strony ciągłe sztormy i zmiany układu wiatrów finalnie okazały się niemal tak samo niszczące dla cienkiej pokrywy, jak długotrwały, stabilny wyż może być sprzyjający jej rozpadowi.

 W Arktyce nie zawsze trzeba bardzo wysokich temperatur, aby lód gwałtownie znikał z map. Czasami wystarczy zmiana cyrkulacji atmosferycznej. Wiatr może rozbić pak, rozsunąć kry, przemieścić je w kierunku cieplejszych wód i zwiększyć powierzchnię otwartego oceanu. Potem do działania włącza się ocean, a ciemna woda pochłania więcej energii niż jasny lód. W efekcie kilka dni odpowiedniej pogody może uruchomić proces, który będzie kontynuowany jeszcze przez pewien czas.

 Nie wiemy więc jeszcze, jak dużo lodu zniknie przed początkiem września. Ostateczny wynik sezonu zależeć będzie zarówno od temperatury powietrza i wody, jak i od tego, czy obecny układ wiatrów utrzyma się wystarczająco długo, aby dalej rozbijać i przemieszczać kruchą, cienką pokrywę lodową.
  
 
 Zobacz także:


piątek, 7 sierpnia 2026

Otwierają się arktyczne szlaki morskie

 Sezon roztopów w tym roku jest dość słaby. Oczywiście mamy tu na myśli ostatnie kilka lat, a nie średnią z pierwszych dwudziestu lat XXI wieku czy nawet ubiegłej dekady. To, na co warto zwrócić uwagę, to fakt, że na początku sierpnia otworzyło się Przejście Północno-Wschodnie. Możliwe jest także otwarcie Przejścia Północno-Zachodniego, a stan lodu wokół bieguna północnego jest bardzo zły.

Zmiany zasięgu i koncentracji arktycznego lodu morskiego w dniach 1-6 sierpnia 2026 roku.  Uniwersytet w Bremie

 Przejście Północno-Wschodnie (inaczej Północna Droga Morska), biegnące wzdłuż północnych wybrzeży Rosji, w XX wieku otwierało się okresowo, jednak niemal zawsze wymagało wsparcia lodołamaczy. W tamtych czasach sytuacja była zgoła inna niż w XXI wieku. Przez niemal cały XX wiek trasa pozostawała przez większość lat zablokowana przez gruby, wieloletni lód. Nawet latem żegluga była bardzo trudna.

 W XXI wieku, na skutek rosnących temperatur, Przejście Północno-Wschodnie zaczęło otwierać się regularnie. Pierwszy raz stało się to w 2005 roku. Szczególnie przełomowy był 2007 rok, kiedy po rekordowym minimum zasięgu lodu po raz pierwszy w historii obserwacji satelitarnych zarówno Przejście Północno-Wschodnie, jak i Przejście Północno-Zachodnie były jednocześnie praktycznie żeglowne. Po 2007 roku Północna Droga Morska zaczęła otwierać się praktycznie każdego lata, choć warunki żeglugowe nadal różniły się między sezonami.

Warunki atmosferyczne w Arktyce w dniach 4-7 sierpnia 2026 roku. Tropical Tidbits

 Przejście Północno-Zachodnie otwierało się rzadziej ze względu na wiele czynników związanych z geografią i regionalnym klimatem. Kanał Parry'ego jest wąski, a znajduje się tam wiele wysp, przez co pak lodowy łatwo się klinuje i gromadzi, co utrudnia jego topnienie. W tym roku, mimo słabego sezonu topnienia, pojawiły się warunki atmosferyczne, które szybko otworzyły Przejście Północno-Wschodnie. Coraz większą rolę odgrywa przy tym Atlantyk, który wpuszcza coraz cieplejszą wodę do Oceanu Arktycznego.

 Powyższe mapy pokazują warunki atmosferyczne, które przyspieszyły otwarcie Północnej Drogi Morskiej. To tzw. dodatni dipol arktyczny: niż baryczny w sektorze rosyjskim i wyż w amerykańskim. Ten układ baryczny wygenerował wiatry, które odepchnęły lód od wybrzeży. Sztorm, który pojawił się na początku sierpnia, umożliwił otwarcie lodowego przesmyku na północ od wysp Ziemi Północnej. Z kolei wiatry generowane przez dipol i ciepłe masy powietrza zredukowały lód na Morzu Wschodniosyberyjskim. Obecność wyżu nad Morzem Beauforta może spowodować otwarcie Przejścia Północno-Zachodniego.

Przejście Północno-Zachodnie 6 sierpnia 2026 roku. NASA Worldview

 Na tym zdjęciu satelitarnym widać, że Kanał Parry'ego jest zablokowany, ale widać również, że to kwestia kilkunastu dni, zanim lód, który się tam znajduje, się roztopi. Prognozowane warunki atmosferyczne w perspektywie 5–10 dni wskazują, że lód we wschodniej części Morza Beauforta i Kanale Parry'ego może się roztopić. Stuprocentowej pewności nie ma, ale z pewnością w ciągu najbliższych kilku dni dojdzie tam do zmian. Zmiana warunków atmosferycznych, do jakiej doszło na początku sierpnia, spowodowała, że lód na Morzu Beauforta zaczął się szybko topić. Dalsze zmiany nie będą raczej spektakularne ze względu na zapóźnienie w roztopach (woda w Morzu Beauforta nie jest jeszcze ogrzana), ale i tak do dalszej redukcji lodu dojdzie. Istnieje więc szansa na otwarcie także tego drugiego szlaku morskiego. 

Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2026 roku na tle wybranych lat i średnich dekadowych. JAXA

 Jak pokazuje wykres JAXA, tegoroczny sezon roztopów jest słaby jak na ostatnie lata, ale zmiany są zbliżone do tych z ubiegłej dekady. Aktualnie zasięg lodu jest taki sam jak w drugiej dekadzie tego wieku. Do czołówki jednak daleko. Na wykresie żółtawa i zielona pogrubiona krzywa oznaczają odpowiednio lata 2020 i 2012. 6 sierpnia zasięg lodu wyniósł 6,04 mln km², co stanowi dwunastą najmniejszą wartość w historii pomiarów..  

Kry lodowe  - brak paku lodowego na biegunie północnym 5 sierpnia 2026 roku. NASA Wordview

 O ile zmiany ogólnego zasięgu lodu mogą wyglądać słabo, jak na warunki postępującej zmiany klimatu, to nie do końca tak jest. Sama jakość lodu morskiego wygląda bardzo źle, o czym świadczy powyższe zdjęcie satelitarne. Lód na biegunie północnym i wokół niego jest pokruszony. Nie ma mowy o paku lodowym. To po prostu swobodnie dryfująca kra lodowa na Oceanie Arktycznym.

Odchylenie temperatur od średniej 1991-2020 w atlantyckiej części Arktyki 5 sierpnia 2026 roku. Copernicus Marine MyOcean

 Za taki stan lodu odpowiada nie tyle sama pogoda, ile temperatury. Atlantyfikacja regionu arktycznego sprawia, że temperatury wód na pograniczu Morza Barentsa i Basenu Arktycznego są bardzo wysokie. Na początku sierpnia temperatura wody była o 3,6°C wyższa od średniej z lat 1991–2020. Zamiast 3°C woda powinna mieć około -0,5°C, a lód powinien tam występować i roztapiać się dość powoli. Tak ciepłe wody są wykorzystywane przez sztormy do roztapiania lodu dziesiątki kilometrów dalej na północ.

 Najpierw działa samo powietrze, gdyż woda nie pędzi z prędkością 50 km/h, tylko 1–2 m/s. Cyklon działa jak przenośnik ciepła. Wokół ośrodka niskiego ciśnienia powietrze krąży w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Po wschodniej i południowo-wschodniej stronie sztormu generuje to silne wiatry z południa, które zasysają mocno nagrzane powietrze znad otwartego oceanu między Svalbardem a Ziemią Franciszka Józefa i wtłaczają je głęboko w rejon Bieguna Północnego. Dodatkowo woda o temperaturze wyższej od normy o ponad 3,5°C intensywnie paruje. Sztorm przenosi tę wilgoć na północ, tworząc gęstą powłokę chmur nad pakiem lodowym. Chmury te działają jak izolacja, zatrzymując promieniowanie podczerwone przy powierzchni i prowadząc do gwałtownego topnienia lodu od góry.

 Dopiero na końcu dociera woda z okolic Morza Barentsa. Wiatry sztormowe wywierają ogromne naprężenie na powierzchnię oceanu, spychając masę ciepłej wody powierzchniowej na północ, bezpośrednio pod krawędź paku lodowego. Następnie dochodzi do mieszania. Silne falowanie i turbulencje podpowierzchniowe wywołane przez sztorm naruszają naturalną warstwę pyknokliny (rozwarstwienia gęstościowego). Powoduje to mieszanie się głębszych, cieplejszych wód pochodzenia atlantyckiego z chłodniejszą warstwą powierzchniową, przyspieszając topnienie lodu od spodu. Efekt ten dodatkowo wzmacnia globalne ocieplenie.