niedziela, 1 listopada 2026

Raport za II połowę października 2026 - kiepski sezon zamarzania w Arktyce

 To było do przewidzenia. Skoro sezon roztopów był taki sobie, to prędzej czy później ocieplający się klimat przypomni, jak powinna wyglądać sytuacja w Arktyce. A więc zasięg lodu zbliżający się do czołówki najniższych wartości, wysokie temperatury i cienki, słabo przyrastający lód. Oczywiście do końca sezonu zamarzania jest jeszcze sporo czasu, ale już teraz widać, że sytuacja nie wygląda dobrze.

Początkowe warunki atmosferyczne sprzyjały zamarzaniu. W Arktyce rozbudowywał się system niżów, tworzących coraz rozleglejszy układ niskich wysokości geopotencjalnych, związany z troposferycznym wirem polarnym. Jednocześnie szybko formował się wir polarny w stratosferze, który teraz zdaje się słabnąć. Są to dwa odrębne układy, funkcjonujące na różnych wysokościach atmosfery.
 
 Układ troposferyczny jest obecnie wyraźnie zaburzony, co pokazuje powyższa animacja. Nad Oceanem Arktycznym występują rozległe obszary niskich wysokości geopotencjalnych, zaznaczone odcieniami niebieskiego. Układ ten jest rozciągany i przesuwany przez inne struktury baryczne. Sprzyja to napływowi ciepłych mas powietrza z południa. W Arktyce występują więc wysokie temperatury, co powoduje regionalne spowolnienia przyrostu zasięgu lodu, a przede wszystkim ogranicza tempo zwiększania się jego grubości. Wiatr dodatkowo przemieszcza stosunkowo cienki lód, rozsuwa jego pokrywę i tworzy obszary otwartej wody, które powinny już być zamarznięte. 

Zobacz mapę koncentracji arktycznego lodu morskiego w tak zwanych fałszywych barwach.       

Zasięg i koncentracja arktycznego lodu morskiego. Uniwersytet w Bremie

 Transfer ciepłego powietrza z południa, w połączeniu z często silnym wiatrem, doprowadził do powstania wielu opóźnień w postępie zamarzania arktycznych wód. Szczególnie widoczne jest to w sektorze atlantyckim, gdzie granica lodu cofnęła się na północ. Lód sięga tam miejscami zaledwie okolic 83°N. Warto zwrócić uwagę na Morze Karskie. Jeszcze 100 lat temu tak rozległe obszary niezamarzniętej wody w tym regionie byłyby trudne do wyobrażenia. Dawni żeglarze mieli ogromne problemy z dotarciem na te tereny i przemieszczaniem się po nich. Przykładem jest wyprawa Willema Barentsa, której statek został uwięziony w lodzie u wybrzeży Nowej Ziemi już pod koniec sierpnia 1596 roku.

Zmiany zasięgu i koncentracji arktycznego lodu morskiego w drugiej połowie października 2026 roku.

 Jedynymi akwenami, gdzie lód ostatnio szybko przyrastał, były Morza Łaptiewów i Wschodniosyberyjskie. Te akweny z reguły zamarzają stosunkowo łatwo, ponieważ są to płytkie morza szelfowe, graniczące z szybko wychładzającą się Syberią. Jednak nawet tam jeszcze 20–30 lat temu o tej porze roku zazwyczaj występował już rozległy, zwarty pak lodowy, bez większych niezamarzniętych obszarów. Dziś powietrze i woda są cieplejsze, więc zamarzanie, nawet przy sprzyjających warunkach atmosferycznych, jest opóźnione o kilka dni.

Tempo zwiększania/zmniejszania się zasięgu lodu morskiego w 2026 roku na tle średniej z ostatnich 10 lat.

 W październiku zamarzanie Oceanu Arktycznego było wolniejsze niż zwykle. W drugiej połowie miesiąca, według danych JAXA, zasięg lodu wzrósł o 1,25 mln km², podczas gdy średnia z ubiegłej dekady wynosiła 1,91 mln km². Przyrost był więc mniejszy o blisko 35%. Wykres pokazuje, że tempo zmian było bardziej typowe dla początkowej fazy sezonu zamarzania, czyli drugiej połowy września, niż dla drugiej połowy października, kiedy przyrost zasięgu zazwyczaj osiąga swoje maksimum. To wyraźna oznaka problemów z odbudową arktycznej pokrywy lodowej.

Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2026 roku na tle wybranych lat i średnich dekadowych. Mapa przedstawia zasięg w zestawieniu ze średnią z początku tego wieku. JAXA

 Efektem spowolnienia zamarzania jest pozycja w rankingu. To już nie jest 10. czy 12. miejsce, a 7. 31 października arktyczny lód zajmował obszar 7,66 mln km². To wartość porównywalna z zasięgiem notowanym podczas wrześniowego minimum w niektórych latach pierwszych dekad obserwacji satelitarnych. Załączona mapa pokazuje aktualny zasięg lodu w zestawieniu ze średnią z początku tego wieku. Różnica jest ogromna. W ciągu niecałego ćwierćwiecza granica lodu w sektorze atlantyckim przesunęła się miejscami o 500–600 km na północ.

 Objawem tego stanu rzeczy jest również pogoda. W tym roku nie było już tradycyjnych październikowych przymrozków – pojawią się one dopiero w listopadzie. Powietrze napływające z Arktyki o tej porze roku nie jest już tak zimne jak 20 lat temu. Zamiast temperatur dziennych w zakresie 2–8°C coraz częściej mamy 6–11°C. Oczywiście nie oznacza to, że nie może pojawić się silny napływ zimnego powietrza. Zmieniły się jednak warunki wyjściowe: Arktyka jest cieplejsza, a masy powietrza, które z niej napływają, mają coraz wyższą temperaturę.

Odchylenia temperatur od średniej 1991-2020 na półkuli północnej w latach 2001-2010, 2011-2020 i 221-2025 dla października. NASA/GISS
Zmiany średnich temperatur wokół bieguna północnego (80-90°N) w 2026 roku względem średniej z lat 1958-2002. DMI, Zachary Labe

 Październik przyniósł wyraźną zmianę sytuacji termicznej Arktyki. Przebudowa układu cyrkulacji troposferycznej otworzyła drogę dla ciepłych mas powietrza. Zamiast temperatur zbliżonych do normy pojawiły się wartości kilka stopni powyżej niej. Wykres DMI pokazuje, że pod koniec października średnia temperatura powietrza nad obszarem na północ od 80°N była zdecydowanie wyższa od wieloletniej normy. Temperatury utrzymywały się na poziomie kilkunastu stopni poniżej zera, podczas gdy przeciętnie o tej porze roku spadają już w okolice 20°C poniżej zera. To ogromna różnica, szczególnie w okresie, kiedy Ocean Arktyczny powinien intensywnie oddawać ciepło i zamarzać.

Zmiany średniej temperatury arktycznych wód dla września w latach 1940-2026 oraz odchylenia temperatur od średniej 1991-2020 dla 14 października 2026. Climate Reanalyzer

 Arktyczne wody są dziś cieplejsze niż kiedyś. Pozornie niewielka różnica na poziomie 0,7–1°C przekłada się na dziesiątki kilometrów obszaru bezlodowego. Temperatura zamarzania wody morskiej o typowym zasoleniu wynosi około -1,8°C. Dopóki woda nie osiągnie tej wartości, lód nie będzie się tworzył. Co więcej, ocean musi oddać nie tylko ciepło zgromadzone przy samej powierzchni, ale również to znajdujące się w głębszych warstwach mieszanej wody. Dopiero wtedy może rozpocząć się intensywniejsze zamarzanie.

 Kiedy lód już powstanie, jego górna powierzchnia może szybko wychładzać się do kilkunastu, a później nawet kilkudziesięciu stopni poniżej zera. Dolna część lodu pozostaje natomiast blisko temperatury zamarzania wody. Powstaje więc duża różnica temperatur między atmosferą a oceanem, która umożliwia dalszy wzrost grubości pokrywy lodowej. Im grubszy lód, tym trudniej ucieka przez niego ciepło z oceanu i tym wolniej przyrasta.

 Na mapie widać, jak ciepły jest sektor atlantycki. Chłodne jest co prawda Morze Czukockie, ale patrząc na to, co dzieje się w sektorze pacyficznym, nie ma to większego znaczenia dla całego procesu zamarzania. Ciepłe masy powietrza już ostatnio zawędrowały znad Pacyfiku nad Morze Beauforta i częściowo także nad Morze Czukockie, powstrzymując zamarzanie. Istotny jest również dopływ ciepła oceanicznego z Pacyfiku przez Cieśninę Beringa. W ten sposób na proces zamarzania oddziałują jednocześnie atmosfera i ocean. Ciepła woda, silny wiatr i napływ powietrza z południa mogą skutecznie opóźniać powstawanie lodu. Tak więc nawet słabsze letnie topnienie i względnie chłodna powierzchnia wód nie zawsze muszą przekładać się na szybkie zamarzanie. Pod powierzchnią może bowiem nadal znajdować się zapas ciepła zgromadzonego podczas wcześniejszych miesięcy.

Modelowe oszacowanie grubości lodu morskiego w latach 2013-2026 dla 31 października. Polar Portal/HYCOM 

 Jeden stopień różnicy w temperaturze wody może zmienić bardzo wiele. Jeżeli zamarzanie rozpoczyna się tydzień później, lód ma mniej czasu na przyrastanie w kolejnych miesiącach i w efekcie jest cieńszy. Potem łatwiej pęka pod wpływem działania wiatru i dalszego oddziaływania ciepłej wody. W kolejnych latach topi się łatwiej. Nawet jeśli latem jego powierzchnia nie zmniejsza się gwałtownie, ciepła woda od spodu nadal powoduje ubytek grubości.

 W ten sposób z roku na rok pokrywa lodowa traci swoją stabilność. Cieńszy lód jest bardziej mobilny, łatwiej poddaje się działaniu wiatru i prądów morskich. Jesienią przychodzą kolejne silne wiatry, które mogą go bez problemu przemieszczać, rozsuwać i spychać w kierunku cieplejszych wód. Powstają rozległe obszary otwartej wody oraz szczeliny, które w normalnych warunkach szybko wypełniłyby się nowym lodem. Teraz proces ten jest utrudniony przez ciepło zgromadzone w oceanie.

 Te mapy pokazują szereg czasowy zmian grubości lodu. Co istotne, nawet w latach, w których we wrześniu nie padał rekord rocznego minimum zasięgu, pokrywa lodowa stawała się coraz cieńsza. To efekt długotrwałego oddziaływania coraz cieplejszej wody morskiej, ale również zmian w cyrkulacji atmosferycznej i coraz większego udziału lodu sezonowego kosztem wieloletniego. Cieńszy lód łatwiej ulega przemieszczeniom i szybciej reaguje na zmiany pogody. Dochodzi do tego sprzężenie zwrotne: latem odsłonięta woda pochłania znacznie więcej energii słonecznej niż jasna powierzchnia lodu, a zgromadzone ciepło jest następnie oddawane atmosferze jesienią, dodatkowo opóźniając zamarzanie.

 Powierzchnia lodu jest więc całkiem spora jak na ostatnie lata, ale z jego grubością jest już znacznie gorzej. To ważne rozróżnienie, ponieważ sam zasięg nie mówi nam wszystkiego o kondycji arktycznej pokrywy lodowej.

Mozaika zobrazowań radarowych atlantyckiego sektora Oceanu Arktycznego, w tym Morza Barentsa z 29-31 października 2026 r. wykonanych przez satelitę Sentinel-1. Sentinel 1/Sea Ice Denmark

 Ta mozaika zdjęć radarowych Arktyki pokazuje ogromne obszary otwartej wody w sektorze atlantyckim. W XX wieku granica lodu przebiegałaby znacznie dalej na południe, od okolic Nowej Ziemi w kierunku Svalbardu. Znaczna część Morza Karskiego byłaby już zamarznięta. Utracony został więc spory bufor lodu. Pozostała pokrywa jest cieńsza, łatwiejsza do stopienia i bardziej podatna na działanie ciepłej wody, która w normalnych warunkach nie oddziaływałaby na nią na tak dużą skalę.

 Konsekwencje zmian już odczuwamy. Jak wspomniano wyżej, chodzi między  innymi o brak przymrozków i dłuższą wegetację, co wcale nie jest dobrą wiadomością. Ocieplenie Arktyki, zmniejszająca się grubość lodu i coraz cieplejszy ocean nie są od siebie odizolowanymi zjawiskami. Wzajemnie na siebie oddziałują, zmieniając bilans energetyczny regionu i warunki atmosferyczne. Mniejsza powierzchnia lodu oznacza większe pochłanianie energii słonecznej latem, a następnie większe oddawanie ciepła i wilgoci do atmosfery jesienią i zimą. Zmienia się również kontrast termiczny między Arktyką a niższymi szerokościami geograficznymi, co wpływa na warunki, w jakich rozwija się cyrkulacja atmosferyczna.

 Jeśli zima się pojawi, jednym z możliwych mechanizmów będzie silne osłabienie lub rozpad wiru polarnego w stratosferze. Takie zjawisko może doprowadzić do zmian w przebiegu prądu strumieniowego i zwiększyć szanse na napływ zimnego powietrza do Europy. Nie jest to jednak automatyczna gwarancja zimy w Polsce. Istotne będzie to, w jaki sposób zaburzenie stratosferyczne wpłynie na cyrkulację w troposferze oraz gdzie uformują się układy wyżowe i niżowe.

 Zima powstająca na zasadzie stopniowego napływu arktycznych mas powietrza, w miarę obniżania się Słońca i wychładzania oceanu, nie działa już tak jak dawniej. Cieplejsza Arktyka, mniejsza ilość wieloletniego lodu i rozległe obszary otwartej wody zmieniają warunki, w jakich powstają i utrzymują się zimowe masy powietrza. Nawet jeśli dojdzie do silnych spływów chłodu, będą one następowały na tle znacznie cieplejszego klimatu niż kilkadziesiąt lat temu. To również będzie miało swoje konsekwencje.

Zobacz także:

czwartek, 29 października 2026

Sezon zamarzania szwankuje na dobre, a będzie jeszcze gorzej

 Wygląda na to, że stosunkowo słaby w tym roku sezon topnienia pokrywy lodowej Oceanu Arktycznego przechodzi w równie słaby sezon zamarzania. Tempo przyrostu lodu w drugiej połowie października wyraźnie wyhamowało. To skutek w dużej mierze tych samych wzorców pogodowych, które latem hamowały spadek zasięgu lodu. Teraz te same układy, działające na tle znacznie cieplejszego klimatu niż kilkanaście lat temu, obróciły się przeciwko Arktyce.

Tempo zwiększania/zmniejszania się zasięgu lodu morskiego w 2026 roku na tle średniej z ostatnich 10 lat.

 Wykres pokazuje, jak bardzo zwolniło tempo przyrostu lodu w Arktyce. Październik to zwykle miesiąc, w którym zamarzanie osiąga najwyższe tempo. W szczytowych okresach przyrost zasięgu lodu sięga 120–140 tys. km² na dobę. To efekt wychładzania się mórz, takich jak Łaptiewów czy Wschodniosyberyjskie. Latem ich powierzchnia silnie się nagrzewa, ale od września, wraz ze skracaniem się dnia i zanikiem dopływu energii słonecznej, ocean zaczyna oddawać zgromadzone ciepło.

 Kiedy Słońce znika za horyzontem na dłużej, powierzchnia oceanu intensywniej się wychładza. Gdy woda osiąga temperaturę zamarzania, zaczynają tworzyć się pierwsze kryształki lodu. Na płytkich morzach szelfowych wschodniej Syberii wychładzanie może przebiegać stosunkowo szybko, ponieważ do osiągnięcia temperatury zamarzania jest mniejsza objętość wody niż w głębokich partiach oceanu. W tym roku proces ten również postępuje, ale są obszary, w których przyrost lodu w ostatnim czasie mocno zwolnił, a jego granica nawet cofnęła się na północ. W rezultacie dobowe tempo zamarzania było miejscami ponad dwukrotnie niższe od średniej z minionej dekady (pomarańczowa krzywa na wykresie).

Zmiany zasięgu i koncentracji arktycznego lodu morskiego w dniach 16-28 października 2026 roku. Uniwersytet w Bremie

Skutki spowolnienia zamarzania pokazuje powyższa animacja. W sektorze atlantyckim granica lodu w analizowanym okresie praktycznie nie przesunęła się na południe. Woda miejscami zamarzała, ale wpływ warunków atmosferycznych i temperatury oceanu sprawiał, że w innych miejscach granica pokrywy lodowej cofała się na północ. To kolejna odsłona problemów z zamarzaniem arktycznych wód. 28 października, według danych JAXA, zasięg lodu ponownie znalazł się wśród dziesięciu najmniejszych odnotowanych dla tej daty, zajmując siódme miejsce od końca.

Odchylenia temperatur od średniej 1991-2020 w atlantyckiej części Oceanu Arktycznego 25 października 2026 roku. Copernicus Marine MyOcean

 Co dokładnie spowodowało spowolnienie zamarzania? Znaczenie miały silne wiatry i niże baryczne, które sprowadzały daleko na północ ciepłe, wilgotne powietrze znad północnego Atlantyku. Odchylenia temperatury powietrza od średniej z lat 1991–2020 przekraczały ostatnio kilka stopni, miejscami sięgając 7–10°C.

Silny wiatr oddziaływał na lód również mechanicznie: przesuwał go, rozsuwał kry i otwierał szczeliny w pokrywie. Jednocześnie mieszał górne warstwy oceanu, pomagając przenosić cieplejszą wodę ku powierzchni. To ważne, ponieważ samo wychłodzenie powietrza nie wystarczy do szybkiego utworzenia lodu, jeśli ocean nadal oddaje ciepło. Woda musi najpierw osiągnąć temperaturę zamarzania, a później odprowadzać kolejne porcje energii, aby pokrywa mogła narastać.

 Mapa obok pokazuje sytuację pogodową z 24 października. Rozległe niże i silne wiatry sprzyjały napływowi cieplejszych mas powietrza do Arktyki. W takich warunkach, zwłaszcza nad obszarami pozbawionymi lodu, wymiana ciepła między oceanem a atmosferą nabiera szczególnego znaczenia. To właśnie połączenie cyrkulacji atmosferycznej, ciepłej wody i przemieszczania się lodu przyczyniło się do wyhamowania zamarzania.
 
 Zaznaczony na mapie obszar o powierzchni ponad 0,5 mln km² na północy Morza Barentsa i Karskiego wyróżnia się temperaturą wody około 1,8°C wyższą od średniej. Według odczytu temperatury powierzchniowej wody wynosi tam około +0,72°C. Dla porównania, typowa słona woda morska zamarza w temperaturze około −1,8°C. Oznacza to, że ocean musi oddać jeszcze dużo ciepła, zanim rozpocznie się intensywne tworzenie lodu. W takich warunkach zamarzanie będzie przebiegało wolniej, a granica pokrywy lodowej może pozostawać przesunięta na północ.

 Ciepłe masy powietrza znad Atlantyku, sprowadzane przez niże, będą ograniczały tempo wychładzania wód. Wiatr może równocześnie mieszać warstwy oceanu, przenosząc ciepło z głębszych poziomów ku powierzchni. Na tle globalnego ocieplenia sytuacja jest szczególnie niekorzystna: ocean rozpoczyna jesień z dużym zasobem energii, a więc potrzebuje więcej czasu, by osiągnąć temperaturę zamarzania. Jeśli prognozowany układ pogodowy się utrzyma, granica lodu może pozostać przesunięta na północ przez kolejne tygodnie. 
 
Prognozowane na 29-31 października praz 1-3 listopada 2026 roku odchylenia temperatur od średniej 1991-2020 w Arktyce i obszarach leżących wokół niej. Climate Reanalyzer

 Prognozy wskazują, że warunki atmosferyczne nie będą sprzyjały zamarzaniu atlantyckiej części Oceanu Arktycznego. Niże baryczne będą sprowadzały ciepłe, atlantyckie powietrze na północ. To wpisuje się w proces atlantyfikacji Arktyki, czyli coraz silniejszego oddziaływania północnego Atlantyku na jej środowisko. Zmiany dotyczą nie tylko napływu ciepłych mas powietrza, ale również transportu ciepłej wody oceanicznej, która dostarcza energię do obszarów tradycyjnie pokrywających się lodem.

 Brak lodu zmienia także relacje między oceanem a atmosferą. Jasna powierzchnia lodu odbija znaczną część promieniowania słonecznego, podczas gdy ciemna, otwarta woda pochłania znacznie więcej energii. Latem ocean gromadzi więc dodatkowe ciepło, które jesienią i zimą oddaje do atmosfery. Ogrzewa w ten sposób powietrze przy powierzchni i opóźnia ponowne zamarzanie. Powstaje dodatnie sprzężenie zwrotne: im mniej lodu pozostaje po lecie, tym więcej energii może zgromadzić woda, a im cieplejszy ocean, tym trudniej odbudować pokrywę lodową.

 Dodatkowym problemem są silne wiatry i sztormy. Na otwartej wodzie mogą wzburzać ocean, rozbijać cienki, nowo powstały lód i przemieszczać kry. Nawet jeśli temperatura powietrza spada, takie warunki utrudniają szybkie utworzenie zwartej, stabilnej pokrywy. Dopiero gdy ocean odda odpowiednią ilość ciepła, a warunki atmosferyczne staną się bardziej sprzyjające, zamarzanie może wyraźnie przyspieszyć.

 Zmiany zachodzące w Arktyce nie kończą się na Dalekiej Północy. Zmieniająca się wymiana ciepła i wilgoci między oceanem a atmosferą wpływa na lokalne warunki pogodowe i może oddziaływać również na cyrkulację atmosferyczną w szerszej skali, w tym nad Europą. Postępująca transformacja Arktyki to zatem nie tylko problem coraz mniejszej i cieńszej pokrywy lodowej, ale również zmiana jednego z ważnych elementów globalnego systemu klimatycznego.

 Wiele wskazuje na to, że rozpoczynający się sezon zamarzania przyniesie kolejne tygodnie z rozległymi obszarami wód wolnych od lodu w atlantyckim sektorze Arktyki. To poważny sygnał, ponieważ nawet po zakończeniu sezonu topnienia odbudowa pokrywy lodowej nie przebiega automatycznie. O jej tempie decydują zarówno warunki pogodowe, jak i ilość ciepła zgromadzonego w oceanie, a globalne ocieplenie dodatkowo wzmacnia ten problem.


piątek, 23 października 2026

Ocean Arktyczny pokrywa się cienką warstwą lodu

 W drugiej połowie października tempo zamarzania Oceanu Arktycznego wyraźnie osłabło. Mimo to zasięg lodu morskiego pozostaje stosunkowo duży na tle wielu ostatnich lat. Nie oznacza to jednak, że arktyczna pokrywa lodowa jest w dobrej kondycji. Sam zasięg nie pokazuje bowiem, jak gruby jest lód, jaką ma objętość ani jak bardzo jest podatny na działanie wiatru i ciepła oceanicznego.

Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2026 roku na tle wybranych lat i średnich dekadowych. JAXA

 Zasięg lodu 22 października wynosił 6,88 mln km². Według zestawienia dla tego dnia była to 10. najmniejsza wartość w historii pomiarów, a jeszcze w połowie miesiąca zasięg zajmował 14. miejsce wśród najniższych wyników. Od 1 do 22 października zasięg lodu zwiększył się o 1,43 mln km². Oznacza to, że tempo jego przyrostu było o około 30 proc. wolniejsze niż średnio w latach 2011–2020. W analogicznym okresie tych lat zasięg zwiększał się średnio o 2,04 mln km².

 Skoro październikowy przyrost nie był szczególnie szybki, to skąd stosunkowo duży zasięg lodu? Kluczowe znaczenie miała sytuacja wyjściowa, czyli stan pokrywy lodowej pod koniec lata. We wrześniu nie doszło do tak dużego cofnięcia się lodu, jak w latach z rekordowo niskimi wartościami. Minimum zasięgu w połowie września wyniosło 4,56 mln km² i było 14. najmniejszym w historii pomiarów. Krzywa na wykresie nie wypłaszczyła się jednak tak wyraźnie, jak zdarzało się to w niektórych poprzednich latach. W wielu częściach regionu warunki sprzyjały zamarzaniu, dzięki czemu przyrost zasięgu rozpoczął się szybko już we wrześniu, a w drugiej dekadzie października ponownie nabrał tempa.

Mozaika zdjęć radarowych Oceanu Arktycznego z 20–22 października 2026 r. wykonanych przez satelitę Sentinel-1. Sentinel 1/Sea Ice Denmark

 Duży zasięg lodu pod koniec lata, a następnie przyspieszenie zamarzania w październiku sprawiły, że jego granica stosunkowo szybko, jak na ostatnie lata, dotarła do wybrzeży kontynentów. Na mozaice zdjęć satelitarnych widać, że lód sięga już wybrzeży wschodniej Syberii. W środkowej części obrazu znajduje się Wyspa Wrangla, której okolice w niektórych ostatnich latach pozostawały wolne od lodu nawet na przełomie października i listopada. Szczególnie dobrze widać to na przykładzie 2020 r., kiedy lód dotarł w pobliże wyspy dopiero około 10 listopada.

 Nie należy jednak wyciągać zbyt daleko idących wniosków na podstawie samego jesiennego zamarzania. Wystarczy spojrzeć na 2012 r. Po rekordowo niskim minimum zasięg lodu zaczął wówczas szybko rosnąć, ponieważ rozległe obszary oceanu, odsłonięte po letnim topnieniu, mogły intensywnie oddawać ciepło do coraz chłodniejszej atmosfery. Jednocześnie postępująca noc polarna ograniczała dopływ energii słonecznej. Woda zaczęła zamarzać, ale szybki wzrost powierzchni pokrytej lodem nie oznaczał natychmiastowej odbudowy jego grubości. Podobny mechanizm może występować również w innych latach: zasięg szybko się zwiększa, podczas gdy grubość pokrywy odbudowuje się znacznie wolniej.

Grubość lodu morskiego w roku 2013, 2020 i 2026 dla 2020 października. Polar Portal/HYCOM  

 Kluczowa jest właśnie grubość lodu. Niskie temperatury powietrza powinny sprzyjać nie tylko zamarzaniu powierzchni oceanu, lecz także zwiększaniu grubości już istniejącej pokrywy. Problem polega jednak na tym, że lód traci ciepło do atmosfery również od spodu, a tempo tego procesu zależy od temperatury i ruchu wody pod nim. Ciepłe masy wody napływające z Atlantyku przemieszczają się pod chłodniejszą warstwą powierzchniową. Gdy dochodzi do mieszania w oceanie, część zgromadzonego w głębszych warstwach ciepła może docierać w pobliże lodu, spowalniając zamarzanie lub osłabiając pokrywę od spodu. Wpływ ten może być odczuwalny daleko od obszarów, przez które wody atlantyckie napływają do Arktyki.

 Znaczenie ma także wieloletni wzrost ilości ciepła zgromadzonego w oceanach. Podczas lata obszary pozbawione lodu pochłaniają więcej promieniowania słonecznego niż jasna powierzchnia pokrywy lodowej. Jesienią część zgromadzonej energii wraca do atmosfery, opóźniając zamarzanie. W efekcie nawet gdy temperatury powietrza spadają, ocean może nadal dostarczać ciepło utrudniające szybki przyrost grubości lodu. Zmiany klimatu wpływają więc nie tylko na to, jak daleko cofa się granica lodu latem, ale również na to, w jakim stanie pokrywa rozpoczyna kolejny sezon zamarzania.

 Jeszcze w 2013 r., kiedy globalny klimat był chłodniejszy niż dziś, a arktyczna pokrywa lodowa miała większy udział grubego lodu wieloletniego, sytuacja wyglądała inaczej niż obecnie. Na mapach z 20 października widać, jak zmienił się rozkład grubości lodu. W 2026 r. znaczne obszary zajmuje cienka pokrywa, która nie zapewnia takiej odporności na letnie topnienie jak gruby lód wieloletni. To jeden z przejawów długofalowego osłabiania arktycznej czapy polarnej w ocieplającym się klimacie. Coraz większy udział młodego, cienkiego lodu oznacza, że pokrywa jest bardziej podatna na działanie wiatru, ciepła oceanicznego i intensywnego promieniowania słonecznego.

 Nie oznacza to, że cienki lód nie może przetrwać kolejnej zimy. Przy sprzyjających warunkach atmosferycznych zasięg może szybko rosnąć, ale odbudowa grubości i objętości trwa znacznie dłużej. Jeśli jednak latem pojawią się niekorzystne układy baryczne, takie jak silny wyż nad Morzem Beauforta połączony z dodatnim dipolem arktycznym, skutki mogą być katastrofalne dla pokrywy lodowej. Rok 2007 pokazał, jak taki układ może napędzać transport lodu, zwiększać napływ ciepła i przyspieszać topnienie. Z kolei rok 2012 udowodnił, że również inne konfiguracje pogodowe, oddziałujące na osłabiony lód, mogą doprowadzić do kolejnego rekordowego minimum. Wraz z dalszym wzrostem temperatury i postępującym zanikiem grubego lodu wieloletniego Arktyka pozostaje szczególnie podatna na takie epizody.
 

piątek, 16 października 2026

Raport za I połowę października 2026 - błyskawiczne zamarzanie Oceanu Arktycznego

 Ocean Arktyczny szybko zwiększył zasięg lodu morskiego po wrześniowym minimum, choć w pierwszej połowie października tempo zamarzania było niższe od średniej z ostatniej dekady. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać sprzeczne z postępującym ociepleniem klimatu. Tegoroczny przebieg zamarzania jest jednak związany przede wszystkim z warunkami atmosferycznymi. Aktywne układy niskiego ciśnienia i cyrkulacja w troposferze sprzyjały utrzymywaniu się chłodnego powietrza nad znaczną częścią Arktyki.

 Powyższa animacja pokazuje zmiany kształtu troposferycznego wiru polarnego i związane z nimi meandrowanie przepływu powietrza, w tym fale Rossby’ego. W dniach 9–14 października nie widać rozległych, długotrwałych napływów ciepłego powietrza nad biegun północny ani silnych spływów zimnego powietrza daleko na południe. Taki układ może się jednak zmienić w kolejnych dniach, a wraz z nim warunki sprzyjające zamarzaniu.

Zobacz mapę koncentracji arktycznego lodu morskiego w tak zwanych fałszywych barwach.      

Zasięg i koncentracja arktycznego lodu morskiego. Uniwersytet w Bremie

 Spadek temperatur i wiatry związane z układami niskiego ciśnienia sprawiły, że do połowy października granica lodu morskiego dotarła już w okolice Wyspy Wrangla, a także ujścia rzeki Mackenzie w Kanadzie. Z drugiej strony rozległe obszary sektora atlantyckiego wciąż pozostają wolne od lodu, a postępy w zamarzaniu są tam niewielkie. Jedną z przyczyn jest tzw. atlantyfikacja Oceanu Arktycznego, czyli coraz większy wpływ stosunkowo ciepłych i słonych wód atlantyckich na wody arktyczne.

Zmiany zasięgu i koncentracji arktycznego lodu morskiego w pierwszej połowie października 2026 roku.

 Atlantycki sektor Arktyki ma poważne problemy z odbudową pokrywy lodowej. Nie można wykluczyć, że w najbliższych tygodniach lód nie dotrze do większości wybrzeży Svalbardu i Ziemi Franciszka Józefa albo pojawi się tam jedynie w ograniczonym zakresie. Odmiennie wygląda sytuacja w rejonie Morza Grenlandzkiego. Istotną rolę odgrywa tam zimny Prąd Wschodniogrenlandzki, który transportuje arktyczny lód na południe. Na lokalne warunki wpływają również temperatura wody, cyrkulacja oceaniczna i układy atmosferyczne.

Tempo zwiększania/zmniejszania się zasięgu lodu morskiego w 2026 roku na tle średniej z ostatnich 10 lat.
  
 Czy jednak w pierwszej połowie października wody Oceanu Arktycznego rzeczywiście szybko zamarzały? Nie do końca. W tym okresie zasięg lodu zwiększył się o 0,96 mln km², podczas gdy średnia z poprzedniej dekady wynosiła 1,16 mln km². Oznacza to, że przyrost był o około 17 proc. mniejszy od średniej. Jak pokazuje wykres, zdarzały się krótkie okresy bardzo szybkiego wzrostu, ale przeplatały się z dniami, w których zamarzanie wyraźnie zwalniało. Początek sezonu był więc obiecujący, jednak jego przebieg w pierwszej połowie października nie wskazuje na wyjątkowo szybkie tempo przyrostu lodu.  

Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2026 roku na tle wybranych lat i średnich dekadowych. Mapa przedstawia zasięg w zestawieniu ze średnią z początku tego wieku. JAXA

 Zasięg arktycznego lodu morskiego 15 października wyniósł 6,41 mln km², co plasowało go na 14. miejscu od końca w historii pomiarów przedstawionych na wykresie. Pokrywa lodowa Oceanu Arktycznego pozostaje więc mniejsza niż wartości charakterystyczne dla początku tego wieku. Na pierwszy rzut oka postępy zamarzania w sektorze pacyficznym mogą robić wrażenie. W sektorze atlantyckim sytuacja jest jednak zupełnie inna, a przyrost lodu pozostaje tam ograniczony.

 Co istotne, problemy z pokrywą lodową były widoczne także zimą. Według japońskiego Arctic and Antarctic Sea Ice Information Center maksymalny zasięg lodu w marcu 2026 roku wyniósł 13,76 mln km² i był najniższy w satelitarnej serii pomiarowej. Szybkie jesienne zamarzanie nie oznacza zatem, że Arktyka rozpoczęła sezon z normalną, dobrze odbudowaną pokrywą lodową.

Powierzchnia arktycznego lodu morskiego w 2026 roku w zestawieniu z poprzednimi latami. JAXA

 Powierzchnia lodu morskiego (area) również rosła. Wskaźnik ten różni się od zasięgu (extent), ponieważ uwzględnia faktycznie pokrytą lodem powierzchnię, a nie cały obszar oceanu, na którym występuje lód. Do wzrostu powierzchni przyczyniały się niskie temperatury i ograniczony dopływ ciepła z niższych szerokości geograficznych. Brak promieniowania słonecznego jesienią dodatkowo sprzyjał wychładzaniu powierzchni oceanu.  

 Do tego dochodzi wiatr. Choć jego est bardziej złożony: w zależności od kierunku i siły, wiatr sprzyja zamarzaniu. Jeśli powietrze jest chłodniejsze od wody, wiatr nasila turbulencje i wymianę ciepła między oceanem a atmosferą. Może też zwiększać parowanie, które pochłania energię z powierzchni wody. W efekcie otwarta woda szybciej traci ciepło, a jej zamarzanie może się rozpocząć wcześniej.

Odchylenia temperatur od średniej 1991-2020 na półkuli północnej w latach 2001-2010, 2011-2020 i 221-2025 dla października. NASA/GISS
Zmiany średnich temperatur wokół bieguna północnego (80-90°N) w 2026 roku względem średniej z lat 1958-2002. DMI

 Ograniczony napływ ciepłego powietrza z południa sprawił, że nie wystąpiły tak silne skoki temperatur, jakie obserwowano w poprzednich latach. Nie oznacza to jednak, że temperatury były niskie w porównaniu z historyczną średnią. Jak pokazuje wykres Duńskiego Instytutu Meteorologicznego (DMI), średnia temperatura w rejonie 80–90°N w pierwszej połowie października oscylowała wokół −12°C, pozostając powyżej średniej z lat 1958–2002.
 
 W ostatnich latach jesienne ochładzanie Arktyki bywało przerywane przez napływy ciepłego powietrza z niższych szerokości geograficznych. Wiąże się to między innymi ze zmianami układów barycznych, meandrowaniem prądu strumieniowego i falami Rossby’ego. W analizowanym okresie nie wystąpiły szczególnie silne epizody napływu ciepła nad biegun północny, ale sytuacja w kolejnych dniach może się zmienić. 
 
Zmiany średniej temperatury arktycznych wód dla września w latach 1940-2026 oraz odchylenia temperatur od średniej 1991-2020 dla 14 października 2026. Climate Reanalyzer
 
 Wierzchnia warstwa wody morskiej szybko się wychłodziła. Nie oznacza to jednak, że równie szybko ochłodziły się głębsze warstwy oceanu. Pod powierzchnią wciąż może znajdować się cieplejsza woda, która w określonych warunkach spowalnia wzrost grubości lodu. Gdy powierzchnia oceanu zamarza, powstająca pokrywa ogranicza bezpośrednią wymianę ciepła między wodą a atmosferą.

 W tym kontekście dobry początek sezonu zamarzania może być tylko pozorną poprawą sytuacji. Ciepłe wody atlantyckie nadal oddziałują na Arktykę, zwłaszcza w jej sektorze atlantyckim. Jeśli ciepło z głębszych warstw będzie transportowane bliżej powierzchni, może ograniczać przyrost lodu. Znaczenie będą miały również przyszłe warunki atmosferyczne i ewentualne napływy ciepłego powietrza.

 
Grubość lodu morskiego w latach 2013-2026 dla 15 października. Polar Portal/HYCOM 
 
 Samo szybkie zwiększanie się zasięgu lodu nie oznacza, że jego pokrywa odzyskuje dawną grubość i odporność. Porównanie map z lat 2013–2026 wskazuje na duże zmiany w strukturze lodu, a na mapie z 2026 roku w wielu częściach basenu arktycznego widoczny jest większy udział cieńszej pokrywy niż w 2013 roku. Od 2012 roku nie miało miejsce rekordowe letnie topnienie lodu, ale nie oznacza to odwrócenia długoterminowego trendu. W 2020 roku odnotowano jeden z najniższych minimów w historii pomiarów satelitarnych.

 Stan lodu zależy bowiem nie tylko od tego, jak intensywnie topnieje on latem, lecz także od warunków panujących jesienią i zimą. Znaczenie mają napływy ciepła z południa, wymiana energii między oceanem a atmosferą, prądy morskie oraz przemieszczanie się i ściskanie kry. Szybkie zamarzanie może prowadzić do powstania rozległej, ale początkowo cienkiej warstwy młodego lodu. Nie jest to równoznaczne z odbudową grubej, wieloletniej pokrywy, która jest bardziej odporna na letnie topnienie.

Lód morski docierający do Wyspy Wrangla 15 października 2026 roku. NASA Worldview
 
 Zamarzanie może więc wyglądać obiecująco, a widok lodu docierającego już do Wyspy Wrangla robić wrażenie. Nie należy jednak mylić zwiększającego się zasięgu z odbudową całej pokrywy lodowej. Jeśli po zimie w Arktyce pozostanie dużo cienkiego, jednorocznego lodu, będzie on bardziej podatny na topnienie w kolejnym sezonie. Nie można na tej podstawie przesądzić, że następne lato przyniesie rekordowe roztopy. Ryzyko gwałtownego spadku zasięgu będzie jednak większe, jeśli pokrywa nie zdoła odpowiednio zwiększyć swojej grubości.

 W dłuższej perspektywie możliwy jest scenariusz, w którym wiosenny zasięg lodu będzie wyglądał stosunkowo zwyczajnie, ale latem pokrywa zacznie zanikać znacznie szybciej, niż można by oczekiwać. Nie należy wykluczyć scenariusza, że pokrywa lodowa dosłownie rozpuści się w oczach - zupełnie tak, jak na jeziorze. 
 
 
Zobacz także: