poniedziałek, 23 lutego 2026

Ochłodzenie nic nie da - w Arktyce jest permanentnie za ciepło

 Ostatnio temperatury w Arktyce, nad Oceanem Arktycznym, spadły – miejscami nawet poniżej średniej wieloletniej. To jednak niewiele zmienia, ponieważ kilkanaście dni chłodu nie odwróci fatalnego stanu lodu morskiego na biegunie północnym. W systemie klimatycznym Arktyki liczy się bilans całego sezonu, a nie krótkotrwałe epizody zimna.

Powierzchnia arktycznego lodu morskiego w 2026 roku w zestawieniu z poprzednimi latami. JAXA

 Takie parametry jak powierzchnia lodu (area) mogą być zwodnicze. Zwłaszcza o tej porze roku.W 2012 roku, gdy odnotowano rekordowe letnie minimum zasięgu lodu morskiego, zimą czapa polarna również rozciągała się na znacznym obszarze Oceanu Arktycznego i przyległych mórz. Problem polegał na tym, że już wtedy było sporo lodu jednorocznego – cieńszego i bardziej podatnego na topnienie. Lód wieloletni, który dawniej dominował w Arktyce, jest znacznie grubszy i bardziej odporny na letnie roztopy. W ostatnich dekadach jego udział systematycznie maleje. Swoje oczywiście też zrobiła pogoda, która latem 2012 roku mocno sprzyjała roztopom. 

Powierzchnia wody może szybko zamarzać, ale pytanie, kiedy i w jakich okolicznościach? 

Zmiany średnich temperatur wokół bieguna północnego (80-90°N) w 2026 roku względem średniej z lat 1958-2002. Mapa przedstawia odchylenia temperatur od średniej 1991-2020 w dniach 1 stycznia - 20 lutego 2026 roku. DMI/NOAA

 Ostatnio w Arktyce się ochłodziło. Jednak to tylko kilka dni. Wykres pokazuje, że dotychczas dni zimnych, chłodnych, poniżej średniej na biegunie północnym było niewiele. Mapa NOAA z kolei pokazuje ogół odchyleń temperaturowych w Arktyce. Duża część Oceanu Arktycznego doświadczyła temperatur 2 st. C wyższych niż zwykle. Fakt, że nad Morzem Beauforta było ostatnio chłodniej, nie zmienia ogólnego obrazu sytuacji. Liczy się to, co dzieje się w całej Arktyce oraz jak wyglądał przebieg temperatur od początku sezonu zamarzania.

Zmiany stopniodni chłodu (FDD) w Arktyce w sezonie 2025/26 względem poprzednich sezonów i średniej z lat 1958-2002. Prawy wykres przedstawia anomalie stopniodni chłodu sezonie w 2025/26 roku. Na osi poziomej – kolejne miesiące sezonu, od września do czerwca. Dane DMI, wykres Zachary Labe

 Dlaczego to nic nie da? Dlatego, że ważne jest to, co dzieje się w całej Arktyce. Miarą „mroźności” sezonu zamarzania jest wskaźnik „stopniodni chłodu” (ang. Freezing degree days - FDD). Jeśli na przykład jednego dnia mamy temperaturę -5°C, drugiego -10°C, a trzeciego -15°C, to w ciągu tych trzech dni wskaźnik będzie przyjmował kolejno wartości 5, 10 i 15, a wartość skumulowana FDD wyniesie 30. Im wyższa ta wartość, tym bardziej mroźny mierzony sezon; im mniejsza – tym łagodniejszy. To właśnie skumulowana wartość wskaźnika stopniodni chłodu decyduje jak gruby lód się utworzy.

 Dane z sezonu 2025/26 pokazują, że liczba odpowiednio zimnych dni była zbyt mała, aby odbudować pokrywę lodową. Kluczowe znaczenie to październik, listopad, grudzień i styczeń – czyli spory szereg czasowy zmian. Krótkotrwałe ochłodzenie pod koniec lutego to zdecydowanie za mało i zbyt późno.

 Co więcej, nawet jeśli suma stopniodni chłodu nie była rekordowo niska, struktura lodu pozostaje niekorzystna. Dominacja cienkiego lodu jednorocznego sprawia, że pokrywa lodowa jest bardziej podatna na działanie wiatru, falowania oraz ciepłych prądów oceanicznych. Cieńszy lód szybciej się łamie i łatwiej topnieje latem.

 Widmo rekordowego topnienia lodu morskiego w Arktyce wciąż wisi nad regionem niczym miecz Damoklesa. Oczywiście nie musi się to wydarzyć w tym roku. Jeśli lato okaże się chłodne i pochmurne, dopływ energii słonecznej będzie mniejszy, a tempo topnienia spadnie. Jednak długoterminowy trend pozostaje jednoznaczny: Arktyka traci lód zarówno pod względem powierzchni, jak i objętości.


 Nikt nie wie, jaka będzie pogoda latem na biegunie północnym. Wiadomo natomiast, że fizyka systemu klimatycznego nie działa w skali kilku dni, lecz całych sezonów i dekad.

niedziela, 15 lutego 2026

Raport za I połowę lutego 2026 - chwilowe odrodzenie w Arktyce

 Ostatnie tygodnie w Arktyce przyniosły wyraźną zmianę w cyrkulacji atmosferycznej. Doszło do przebudowy układu mas powietrza, w wyniku czego temperatury na Dalekiej Północy spadły. W centrum Arktyki utworzył się wyż baryczny, który o tej porze roku sprzyja ochłodzeniu. W warunkach nocy polarnej brak dopływu promieniowania słonecznego powoduje, że powierzchnia lodu i śniegu intensywnie wypromieniowuje ciepło w przestrzeń kosmiczną. Gdy dodatkowo występuje wyż, niebo jest częściej bezchmurne, a wiatr słabszy – co sprzyja silnemu wychładzaniu przy powierzchni.

 Jednocześnie nastąpił podział wiru polarnego. Wir polarny to rozległy obszar niskiego ciśnienia i silnych wiatrów otaczających Arktykę w górnych warstwach troposfery i stratosfery. Gdy jest silny i zwarty, „zamyka” zimne powietrze nad biegunem. Gdy słabnie lub ulega podziałowi, prąd strumieniowy zaczyna silniej meandrować. W efekcie chłodne masy powietrza mogą przemieszczać się na południe, a cieplejsze – wdzierać się w głąb Arktyki.

Zobacz mapę koncentracji arktycznego lodu morskiego w tak zwanych fałszywych barwach.     

Zasięg i koncentracja arktycznego lodu morskiego. University of Bremen/AMSR2 

 Tym razem sytuacja była jednak bardziej złożona. Obecność silnego wyżu podczas nocy polarnej sprzyjała wypromieniowywaniu ciepła i lokalnym spadkom temperatur. Nie wszędzie więc było ciepło – powstałe na początku lutego mniejsze wiry wokół Oceanu Arktycznego miejscami drastycznie obniżyły temperatury. Na przykład nad Morzem Beauforta i sąsiadującymi wyspami spadły one nawet do -50°C. Tak niskie wartości są możliwe dzięki silnemu wychładzaniu radiacyjnemu nad pokrywą śnieżno-lodową, która bardzo skutecznie odbija promieniowanie słoneczne (wysokie albedo), ale równie skutecznie traci ciepło zimą. 
 
 Co to oznacza dla lodu morskiego? Rozpad wiru polarnego może potęgować dodatnie odchylenia temperatur, jednak wszystko zależy od szczegółowej konfiguracji cyrkulacji. W pierwszej połowie lutego wiry polarne, rozsuwając się, sprowadzały bardzo chłodne powietrze nad część Oceanu Arktycznego. To przyspieszyło proces zamarzania.

 Zamarzanie wody morskiej zaczyna się w temperaturze około -1,8°C (ze względu na zasolenie). Gdy powietrze jest znacznie chłodniejsze, dochodzi do szybkiej utraty ciepła z powierzchni oceanu. Tworzy się najpierw cienka warstwa lodu (tzw. nilas), która z czasem grubieje. Wzrost lodu od spodu zachodzi poprzez przewodzenie ciepła – im większa różnica temperatur między wodą a powietrzem, tym szybszy przyrost, choć z czasem proces zwalnia, ponieważ grubszy lód działa jak izolator.
 
Zmiany zasięgu i koncentracji arktycznego lodu morskiego w pierwszej połowie lutego 2026 roku.

 Ukształtował się stosunkowo rzadki wzorzec pogodowy sprzyjający ekspansji lodu. Animacje z pierwszej połowy lutego pokazują wyraźny przyrost zasięgu pokrywy lodowej. Mimo to do wartości notowanych w ubiegłym wieku wciąż daleko.
 
Tempo zwiększania/zmniejszania się zasięgu lodu morskiego w 2026 roku na tle średniej z ostatnich 10 lat.

 Tempo przyrostu lodu w pierwszej połowie lutego 2026 roku było niemal dwukrotnie wyższe niż średnia z ostatnich lat. Po 10 lutego proces ten zaczął jednak zwalniać – nie z powodu nagłej zmiany pogody, lecz z powodu ograniczeń wyznaczanych przez obecne warunki klimatyczne, przede wszystkim temperaturę wody.
 
Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2026 roku na tle wybranych lat i średnich dekadowych. Mapa przedstawia zasięg w zestawieniu ze średnią z lat 90. XX wieku.. JAXA

 14 lutego zasięg lodu wyniósł 13,6 mln km², co stanowi piątą najmniejszą wartość w historii pomiarów satelitarnych. Sam zasięg lodu w połowie lutego nie przesądza jeszcze o przebiegu sezonu. Historia pokazuje, że nawet w kwietniu nie jest on jednoznacznym prognostykiem wrześniowego minimum. Dopiero pod koniec wiosny, szczególnie w maju, relatywnie niski zasięg może mieć istotne znaczenie dla letniego topnienia. W długoterminowym ujęciu widać jednak, że obecne wartości są wyraźnie niższe niż średnia z ostatnich 20–30 lat, co zwiększa prawdopodobieństwo niewielkiego zasięgu lodu we wrześniu.
 
Powierzchnia arktycznego lodu morskiego w 2026 roku w zestawieniu z poprzednimi latami. JAXA

 To, czy wrześniowe minimum okaże się rekordowo niskie, będzie zależeć przede wszystkim od warunków pogodowych w maju oraz w miesiącach letnich. Ostatnia dekada pokazała, że bardzo szybkie topnienie wiosną może czasem prowadzić do większego zachmurzenia i chłodniejszego początku lata, co częściowo spowalnia dalszą utratę lodu. Kluczowa pozostaje jednak nie tylko powierzchnia, lecz przede wszystkim grubość pokrywy lodowej.
 
 
Odchylenia temperatur od średniej 1991-2020 na półkuli północnej w latach 2001-2010 i 2011-2020 dla lutego. NASA/GISS
Zmiany średnich temperatur wokół bieguna północnego (80-90°N) w 2026 roku względem średniej z lat 1958-2002. Mapa przedstawia odchylenia temperatur od średniej 1991-2020 w dniach 1-12 lutego 2026 roku. DMI/NOAA

 Grubość lodu systematycznie maleje, głównie z powodu rosnących temperatur. W ciągu kilkunastu lat średnie wartości w Arktyce wzrosły miejscami nawet o około 2°C. Ostatnie ochłodzenie, widoczne na mapach i wykresach, ma charakter krótkotrwały. Nawet jeśli utrzyma się przez kilka tygodni, jego wpływ na bilans sezonowy będzie ograniczony. Odchylenia rzędu -5°C sprzyjają przyrostowi miąższości lodu, ale musiałyby utrzymywać się przez długi czas, by istotnie zmienić sytuację.
 
Zmiany średniej temperatury arktycznych wód dla stycznia w latach 1940-2026 oraz odchylenia temperatur od średniej 1979-2000 dla 13 lutego 2026. Climate Reanalyzer

 Choć warunki atmosferyczne przyspieszyły zamarzanie, efekt ten ma swoje granice. W wielu rejonach wody są obecnie o 1–2°C cieplejsze niż 30 lat temu. Aby doszło do dalszej ekspansji lodu, muszą się najpierw wychłodzić. Na Morzu Beringa ochłodzenie było wyraźne, jednak dalszy rozwój sytuacji zależeć będzie od kolejnych układów pogodowych. Głębsze warstwy wody pozostają stosunkowo ciepłe, co ogranicza trwałość przyrostu lodu.
 
Grubość lodu morskiego w latach 2010-2026 dla 14 lutego. Polar Portal/HYCOM

 Miąższość lodu rośnie w okresach silnych mrozów, ale tempo tego wzrostu jest niewystarczające, by nadrobić wieloletnie straty. Kilka tygodni sprzyjających warunków może zwiększyć grubość pokrywy o kilka centymetrów, lecz nie odwróci długoterminowego trendu spadkowego.
 
Atlantycka część Oceanu Arktycznego w dniach 12-14 lutego 2025 roku - mozaika zdjęć satelitarnych w podczerwieni. Sentinel-1 AB, Sea Ice Denmark
 
 Czy powinniśmy przejmować się tym co teraz dzieje się w Arktyce? Chwilowo nie. Dla wzorców pogodowych w Polsce większe znaczenie ma powierzchnia lodu niż jego grubość. Gdy zasięg jest duży, wpływ Arktyki na cyrkulację jest stabilniejszy. Gdy jest niewielki, rośnie ryzyko ekstremów pogodowych.

 W przeszłości nawet napływ powietrza z zachodu zimą nie wykluczał mrozu i opadów śniegu, ponieważ większa czapa polarna działała jak silniejszy „klimatyzator”. Dziś jej rola jest osłabiona. Obecny, przejściowy przyrost zasięgu lodu może wydawać się optymistyczny, lecz nie zmienia ogólnego trendu.

 Na ostateczną ocenę sezonu trzeba poczekać do czerwca. Wtedy okaże się, jaką rolę odegrają obecne zmiany w kontekście postępującego ocieplenia klimatu. Powinniśmy się przejmować ty, co się stanie, kiedy lód w Arktyce zniknie całkowicie. 
 
 
 Zobacz także:
 

środa, 11 lutego 2026

PIOMAS (styczeń 2026) - kolejne tygodnie nie zmieniły stanu lodu morskiego w Arktyce

 W styczniu tego roku warunki sprzyjające przyrostowi lodu morskiego w Arktyce zaczęły się poprawiać. Nie oznacza to jednak, że jego ilość uległa poprawie w stosunku do poprzednich miesięcy i lat.

Objętość lodu w Arktyce w 2026 roku w zestawieniu ze zmianami z lat 1979-2025. PIOMAS, grafika Zachary Labe

 31 stycznia 2026 roku objętość lodu morskiego w Arktyce wyniosła 16 202 km3 co stanowi pierwszą ex aequo z 2017 rokiem wartość. Ex aequo gdyż w 2017 roku według modelu Pan-Arctic Ice Ocean Modeling and Assimilation System (PIOMAS) ilość lodu dla 31 stycznia to 16 160. Tak więc jest to tylko 42 km3 różnicy, co można uznać za granicę błędu obliczeniowego. 
 
Grubość lodu morskiego w styczniu 2026 roku i jej odchylenia w stosunku do średniej 1981-2010. PIOMAS/Zachary Labe

 Biorąc pod uwagę dane z poprzedniego miesiąca, czyli z grudnia 2025 roku, trudno mówić o poprawie po raptem dwóch tygodniach chłodniejszych warunków. Bardziej jednoznaczną odpowiedź przyniesie luty. Warunki sprzyjające przyrostowi lodu w pierwszych dniach lutego były całkiem dobre. Być może więc stan czapy polarnej Oceanu Arktycznego wiosną (na początku roztopów) nieco się poprawi. Nie będzie to jednak poprawa rewolucyjna, która odmieni letnie topnienie. Kilka tygodni nie wystarczy, by grubość i objętość lodu znacząco wzrosły.
 
Grubość arktycznego lodu morskiego w 2026 roku w zestawieniu z latami 1979–2025 oraz średnimi wartościami dekadowymi. PIOMAS/Zachary Labe  

 Patrząc na regiony, w których lodu jest najmniej, czyli tam, gdzie jest on najcieńszy, na razie nie widać poprawy. Grubość lodu – co ilustruje powyższy wykres – również pozostaje rekordowo mała i niewiele wskazuje na to, by sytuacja miała się istotnie zmienić.
 
 
Zmiany średniej miesięcznej ilości lodu morskiego w Arktyce dla stycznia w latach 1979-2026. Dane PIOMAS
 
 Średnia miesięczna objętość lodu w styczniu 2026 roku wyniosła 14 663 km3 – to zaledwie 22 km3 różnicy względem rekordowego 2017 roku, czyli wartość ex aequo. W porównaniu z danymi z 31 stycznia różnica wzrosła więc o 20 km3. Biorąc pod uwagę warunki prognozowane na luty, być może przekroczy ona 100 km3, jednak w szerszej perspektywie nie będzie to istotna zmiana.

 Tegoroczna styczniowa objętość lodu jest o 47% mniejsza niż w 1979 roku oraz o 30% mniejsza w porównaniu ze średnią z lat 1979–2025.

 Podsumowując: w Arktyce nie widać na razie realnej poprawy. Stan pokrywy lodowej Oceanu Arktycznego pozostaje bardzo zły – kilka tygodni chłodniejszej pogody nie zmieni sytuacji. Potrzebna byłaby seria chłodnych zim: 2–3, by powrócić do poziomów z lat 2010–2015, oraz 5–10, by zbliżyć się do początku XXI wieku. Wszystko jednak wskazuje na to, że takie zimy nie nadejdą, a nawet obecna zima raczej nie okaże się wystarczająco chłodna.
 
 
Zobacz także:
 
 

sobota, 7 lutego 2026

W Arktyce możliwe jest w jakimś stopniu odrodzenie czapy polarnej

 Na przełomie stycznia i lutego Polska doświadczyła silnego ataku zimy, w wyniku czego wiele osób zaczęło mówić o tym, że globalnego ocieplenia już nie ma. Oczywiście nie mogło zabraknąć przy tym głosów niektórych polityków, którzy zaczęli ogłaszać, że „planeta już nie płonie”. Politycy politykami, ale planeta jednak płonie - nie dosłownie, ale w przenośni jak najbardziej. Wystarczy spojrzeć na powodzie w Hiszpanii czy we Włoszech. Również w Arktyce stan czapy polarnej na biegunie północnym nie wygląda dobrze. Na szczęście w tym przypadku sytuacja może się nieco poprawić.

Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2026 roku na tle wybranych lat i średnich dekadowych. Mapa przedstawia zasięg w zestawieniu ze średnią z lat 90. XX wieku. JAXA

 Zasięg lodu morskiego znacznie wzrósł. Doszło do przyspieszenia jego przyrostu, co nie jest niczym niezwykłym, biorąc pod uwagę wcześniejsze, bardzo niskie wartości. Należy jednak zwrócić uwagę na to, co się do tego przyczyniło.

Zasięg arktycznego lodu morskiego na Morzu Beringa w 2026 roku w zestawieniu z poprzednimi latami. JAXA

 Chodzi o lód na Morzu Beringa. Wcześniej występowały tam opóźnienia w zamarzaniu, jednak zmiana kierunku wiatru, przy jednoczesnym ograniczeniu dopływu energii słonecznej, poskutkowała szybkim powrotem lodu. Morze Beringa ma jednak niewielkie znaczenie dla ogólnego bilansu, ponieważ występuje tam lód sezonowy. Mapa obok pokazuje, że nad Morzem Beringa na przełomie stycznia i lutego panowały niskie temperatury, natomiast inaczej wyglądała sytuacja nad niemal całym Oceanem Arktycznym, gdzie dominowały dodatnie odchylenia temperatur. To czynnik, który spowalnia wzrost grubości lodu - im słabszy mróz, tym wolniejsze zamarzanie wody stykającej się z lodem od spodu.

 

Prognozowane odchylenia temperatur od średniej 1979-2000 w Arktyce i obszarach ją otaczających na 7-9 oraz 10-12 lutego 2026 roku. Climate Reanalyzer

 Sytuacja ta może się jednak zmienić. W Arktyce zaczyna formować się wyż baryczny - dość rozległy obszar wysokiego ciśnienia. O tej porze roku oznacza to zwykle niskie temperatury. Kluczowy jest brak lub niewielkie zachmurzenie, co w warunkach nocy polarnej sprzyja silnemu wychładzaniu dolnych warstw atmosfery. Ciepło łatwo ucieka ku górze, ponieważ brakuje „koca” z chmur. Arktyka stanie się chłodniejsza, a regiony położone wokół niej - cieplejsze. USA oraz duża część Europy odczują wzrost temperatur. W Polsce zima wycofa się przynajmniej z województw zachodnich i południowych.

Zamarznięte Morze Beringa 4 lutego 2026 roku. W prawej części zdjęcia zaznaczona jest Wyspa Św. Mateusza. NASA Worldwiew

 Zmiana warunków atmosferycznych w Arktyce będzie działać na korzyść lodu morskiego. Co najmniej 5–6 dni chłodniejszych warunków powinno nieco poprawić sytuację. Nie będzie to jednak w żadnym stopniu oznaczało „resetu” do stanu sprzed XXI wieku. Czapa polarna Oceanu Arktycznego nadal pozostanie w złym stanie, z tą różnicą, że ulegnie on niewielkiej poprawie. Oczywiście 2–3 tygodnie chłodów w Arktyce przyniosłyby już bardziej widoczne efekty, jednak powrót do stanu sprzed obecnego kryzysu klimatycznego wymagałby kilku lat wyjątkowo chłodnych nocy polarnych.