Wiele wskazuje na to, że w tym roku nie padnie rekord topnienia lodu w Arktyce. Ale czy faktycznie tegoroczne roztopy są słabe? Nie do końca.
![]() |
| Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2026 roku na tle wybranych lat i średnich dekadowych. JAXA |
![]() |
| Zasięg i koncentracja arktycznego lodu morskiego w 2012, 2013, 2020 i 2026 roku dla 19 lipca. University of Bremen/AMSR2 |
Inną ważną rzeczą jest to, gdzie padły rekordy topnienia regionalnego, bo padły. Takim miejscem, niepokojącym obszarem, jest sektor atlantycki. Rok 2026 ma swój rekord – najbardziej na północ wysuniętą granicę lodu w historii. Lata przedstawione na powyższych mapach nie zostały wybrane przypadkowo. To lata, kiedy miało miejsce najmocniejsze topnienie w sektorze atlantyckim. Rok 2012 (rekordowe wrześniowe minimum) jest tutaj pokazany dla porównania. Ostatni rok, kiedy doszło do rekordowego topnienia w sektorze atlantyckim, to rok 2020. Potem rok 2013. Oczywiście mamy tu na myśli dzień 19 lipca. Zobaczymy, co będzie później.
![]() |
| Odchylenie temperatur od średniej 1991-2020 w atlantyckiej części Arktyki 18 lipca 2026 roku. Copernicus Marine MyOcean |
![]() |
| Dzisiejsze i prognozowane warunki atmosferyczne w Arktyce na 21-23 lipca 2026 roku. Tropical Tidbits |
Ten potencjał wody morskiej, która powinna jeszcze bardziej się ogrzać, zostanie teraz wykorzystany. Kiedy nad pacyficzną częścią Oceanu Arktycznego wyż baryczny będzie próbował „nadrobić” topnienie lodu, to w tym czasie w sektorze atlantyckim wróci bardzo silny niż baryczny. Pojawi się tam potężny sztorm. Sztorm będzie degradował pokrywę lodową i, wykorzystując ciepłą wodę, będzie ten lód topił dalej. Ostatnio spadki zasięgu lodu były duże i takie też mogą się utrzymać w kolejnych dniach.
Granica lodu przesunie się jeszcze bardziej na północ – dojdzie do pobicia wszelkich rekordów topnienia w sektorze atlantyckim. Może się wydawać, że to, co dzieje się wokół Svalbardu czy Nowej Ziemi, nie powinno nas w Polsce obchodzić. Jednak Arktyka i Europa Środkowa są połączone ściśle działającą atmosferyczną machiną.
Kluczem do zrozumienia tego wpływu nie jest sam lód, ale odsłonięty, ciemny ocean.
Oto jak działa ten mechanizm:
- Magazynowanie ciepła: Tam, gdzie nie ma lodu (czyli od strony Atlantyku), odsłonięta woda pochłania teraz ogromne ilości energii słonecznej. Ocean działa jak gigantyczny akumulator, który gromadzi ciepło przez całe lato, jeśli pozwalają na to warunki atmosferyczne (zachmurzenie).
- Jesienny rewanż: Kiedy nadejdzie jesień i powietrze zacznie się ochładzać, ten nagrzany ocean zacznie masowo oddawać ciepło i wilgoć do atmosfery.
- Zaburzenie prądu strumieniowego (Jet Stream): Różnica temperatur między równikiem a biegunem napędza silny wiatr na wysokości kilku kilometrów, który zazwyczaj przynosi do Polski łagodną pogodę z zachodu. Gdy rejon podbiegunowy od strony Atlantyku mocno się ogrzeje, ta różnica temperatur maleje, a prąd strumieniowy zaczyna „meandrować” i słabnąć.
Brak lodu w sektorze atlantyckim przełoży się na powstawanie blokad atmosferycznych. Intensywne oddawanie ciepła przez ocean w rejonie Barentsa i Karskim sprzyja budowaniu potężnych, stabilnych wyżów nad Skandynawią lub północno-zachodnią Rosją (rejon Uralu). Taki układ działa jak mur obronny – całkowicie blokuje ciepłe i wilgotne powietrze znad Oceanu Atlantyckiego, które normalnie ratuje nas przed syberyjskimi mrozami.
W efekcie zamiast standardowej, szarej i deszczowej zimy ostatnich lat, otwiera się droga dla:
- Wielotygodniowych spływów powietrza kontynentalnego bezpośrednio z głębi Rosji lub znad samego bieguna.
- Fali silnych mrozów oraz obfitych śnieżyc w Europie Środkowej, w tym w Polsce.
Oczywiście nie znaczy, że tak się stanie na pewno. Warto też zwrócić uwagę na to, co może stać się jesienią, nim zima nadejdzie.
Gdy nadejdzie wrzesień i październik, słońce w Arktyce zacznie zachodzić, a atmosfera zacznie się gwałtownie ochładzać. Wtedy ten ogromny, nagrzany basen oceaniczny zacznie potężnie i gwałtownie oddawać ciepło oraz wilgoć do atmosfery. Brak lodu zmusi prąd strumieniowy do silnego falowania (meandrowania). W zależności od tego, jak ułożą się te gigantyczne fale w atmosferze, we wrześniu i październiku czekają nas dwa skrajne scenariusze:
Scenariusz 1: Długie, anomalnie ciepłe „Babie Lato”
Brak lodu i intensywne ogrzanie dolnej troposfery nad Arktyką sprzyjają budowaniu silnych układów wysokiego ciśnienia (wyżów) nad Europą Wschodnią lub Rosją.
Jak to wpłynie na Polskę: Taki układ zablokuje chłodne powietrze z północy, a zamiast tego zacznie pompować do nas bardzo ciepłe, suche masy powietrza z południa i południowego wschodu.
Efekt: Wrzesień i październik mogą przynieść nam przepiękną, wręcz letnią aurę – z temperaturami przekraczającymi 20–25°C i pięknym słońcem. Wtedy faktycznie byłoby u nas znacznie cieplej niż nakazuje norma klimatyczna.
Scenariusz 2: Wczesny szok termiczny i przedwczesne przymrozki
Druga strona tego samego medalu. Jeśli nagrzany sektor atlantycki Arktyki zbuduje potężny wyż bezpośrednio nad Skandynawią lub Morzem Barentsa, sytuacja obróci się o 180 stopni.
Jak to wpłynie na Polskę: Wyż nad Skandynawią kręci się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Po swojej wschodniej stronie zacznie zasysać zimne powietrze prosto z głębi Syberii lub z tej wschodniej części Arktyki, gdzie lodu wciąż jest całkiem sporo.
Efekt: Już w październiku (a nawet pod koniec września) możemy doświadczyć nagłego, głębokiego ochłodzenia, wczesnych przymrozków, a w górach i na pogórzu – pierwszych incydentów zimowych.
Swoje trzy grosze z pewnością też doda zimna plama na północy Oceanu Atlantyckiego. Teraz ta zimna plama sprawia, że mamy zimne lato, bo ciągle utrzymuje się tam stabilny wyż baryczny, który podsyła nam zimne masy powietrza, jednocześnie przynosząc ciepło dla zachodniej części Europy. Potem to się zmieni. North Atlantic Cold Blob daje potężny kontrast termiczny. Tuż obok zimnej plamy (na południe od niej) widzimy bardzo ciepłe wody prądu Zatokowego (Gulf Streamu). Różnica temperatur między zimnym północnym Atlantykiem a gorącym południem jest w tym roku wyjątkowo ostra.
Taki potężny gradient temperatury to idealne warunki dla zwoju głębokich niżów atlantyckich (oraz byłych cyklonów tropikalnych). Jesienią zrodzi to wyjątkowo głębokie, dynamiczne i rozległe orkany. Dodatkowo Kontrast ten bardzo mocno przyspieszy prąd strumieniowy nad środkowym Atlantykiem. Masy powietrza będą pędzić na wschód jak szalone. Co może się wtedy stać jesienią? Ciepła Arktyka, jak już wiemy, lubi budować potężne wyże blokujące nad Skandynawią i Rosją. Mamy więc dwa scenariusze na jesień i zimę:
- Jeśli wyż arktyczny wygra: Niże atlantyckie, nie mogąc przebić się przez Skandynawię, będą „nurkować” w stronę Morza Śródziemnego. Dla Polski oznacza to bardzo dynamiczną jesień: przeplatankę silnych, deszczowych wichur z nagłymi uderzeniami ciepła z południa.
- Jeśli wyż przegra: Rozpędzony Atlantyk wgniecie Europę Środkową w pas zachodniej, niezwykle wietrznej, ale bardzo ciepłej i wilgotnej aury.
Czekaja więc nas bardzo ciekawe czasy.




Ten klin ciepła od strony Atlantyku to rzeczywiście fatalna wiadomość.
OdpowiedzUsuńPrzez 20 lat było mało lodu arktyce było ciepło mniejszy zasieg lodu nie straszyli mrozami Polsce tylko ociepleniem
OdpowiedzUsuńCo się zmieniło tego lata każdy zauważył ostatnich dniach śwat zwierząt komary mniej gryzą ślimaki te duże beż muszelkowe prawie nie widać zachowanie os szerszeni pszczoły kleszcze są mniej aktywne i tede.......to zwiastuje duże zmiany klimacie mozecie znaleźć internecie
Opowiadaniesci legendy dziatka nie zdradzę o świecie przyrody tego nie znalazłem internecie są zmiany zachowaniu lepiej nie zobaczył tego
O trybie życia jakich warunkach i gdzie widziałem nie zdradzem ślimaki duże beż muszelkowe od początków lat 70 xx zna dokladnie tryb warunki jakich żyły na masowo zaczęły pojawiać dopiero na początku 21wieku
OdpowiedzUsuńTrudno zrozumieć Twój chaotyczny komentarz. ;-). Czy własne obserwacje mogą być wskaźnikiem zmian klimatu?
UsuńMoje obserwacje ze stron rodzinnych mogą coś powiedzieć o zmianach lokalnych jedynie. Jako dziecko spędzałem dużo czasu w plenerze, nie tak jak jest teraz. W latach 60tych, 70tych i 80 nie tam było ślimaków muszelkowych w ogrodach, podjadających warzywa. Ślimaki w trawie, nieprzyjemnie trzaskajace pod stopami, ze zdziwieniem spotkałem po raz pierwszy w 1978 w Szczecińskim, gdzie jest najłagodnieszy klimat w Polsce. Teraz takie ślimaki stały się zmorą ogródków całej Polski.
Podobnie z kleszczami, które do lat 80tych spotykałem jedynie w lesie. Wówczas żaden pies czy kot przy domu nie załapywał kleszcza.Teraz są wszechobecne w sadach i ogródkach. Po przyjeździe w rodzinne strony już następnego dnia złapałem jednego na swoim karku. Zbyt łagodne zimy.
Podaj źródło stwierdzenia że ocieplenie klimatu wpływa na wzrost kleszczy. ,,Teraz ślimaki stały się zmorą ogródków w całej Polsce,, koniec cytatu. Zwiedziłeś wszystkie ogródki w Polsce? Gratulujemy.nie pierdol,,pan gupot,,
OdpowiedzUsuńPanowie, kultura i szacunek przede wszystkim.!!!!
Usuń