Granica lodu zbliża się do Svalbardu. Duża presja ze strony temperatury i wiatru sprawia, że woda musi zamarznąć. Trzeba jednak wielu dni, by lód dotarł do Svalbardu, bo woda jest za ciepła, a ciepło to nieustannie jest transportowane na północ. Nie zamarzło też Morze Karskie, co jest sytuacją niesłychaną. Nie wspominając już o Zatoce Hudsona, która powinna być w dwóch trzecich pokryta lodem. Temperatury w Arktyce nie wszędzie mogą spaść tak, jak powinny. Umocnienie wiru polarnego oznacza, że zimno koncentruje się w jednym miejscu. Animacja obok pokazuje zmiany zasięgu i koncentracji arktycznego lodu morskiego w drugiej połowie listopada 2024 roku.
Tempo zwiększania się zasięgu lodu spadło po 10 listopada. Między 10 a 30 listopada przez większość dni przyrosty lodu były mniejsze niż zwykle. Dotychczas przyrost lodu w Arktyce jest 3% wolniejszy niż wynosi średnia z ostatnich 10 lat.
1 grudnia zasięg lodu morskiego w Arktyce wyniósł 10,14 mln km2, to trzecia najmniejsza w historii pomiarów wartość. Można nawet mówić o drugiej ex aequo najmniejszej w historii pomiarów. Na drugim miejscu jest rok 2020, kiedy omal nie doszło do pobicia rekordu 2012 roku. Czapa polarna Oceanu Arktycznego 1 grudnia była 1,72 mln km2 mniejsza od średniej z lat 1981-2010. To 14,5% różnicy. Mapa NSIDC obok ilustruje różnice w zlodzeniu arktycznych wód względem średniej 1981-2010. Oprócz Morza Barentsa, ewidentny brak lodu widoczny jest we wspomnianej już Zatoce Hudsona, co może i z pewnością odbije się na lokalnej populacji niedźwiedzi polarnych.
O ile w centrum Arktyki się teraz ochłodziło, to na obrzeżach jest teraz inaczej. Skutkuje to wolniejszym niż normalnie tempem zamarzania. Lód zbliża się do wody, która nie wychładza się, bo znajdują się tam cieplejsze masy powietrza. Widać to na powyższym wykresie.
Wody okalające Ocean Arktyczny są cieplejsze niż być powinny. Od lat obserwuje się wyraźny wzrost temperatur wód. Zmiana pogody nad Morzem Barentsa, gdzie załączał wiać silny i mroźny wiatr, stłamsiła nieco proces atlantyfikacji. Wciąż jednak woda jest tam o około 1 st. C cieplejsza niż zwykle. Na 80oN w pobliżu Svalbardu woda ma przeważnie -1,2 st. C, nie może wiec zamarznąć, brakuje jeszcze 0,6 st C..
Odbudowa lodu nie nastąpi od razu, jak tylko pogoda się zmieni. Zimno musiałoby być trzymane nad Oceanem Arktycznym przez ładnych kilka tygodni. Zresztą ta komórka polarnego powietrza i tak nie obejmuje całego Oceanu Arktycznego, więc ostatecznie sytuacja nie ulegnie większym zmianom. Powrót do stanu sprzed 10 lat jest nierealny. Klimat musiałby się cofnąć, musiałoby dojść do wojny nuklearnej, a i tak niewiele by to pomogło. Po kilku latach pyły opadłyby, a gazy cieplarniane dalej by tkwiły w atmosferze. Temperatury wzrosłyby ponownie, nawet jeszcze bardziej, bo brak cywilizacji przemysłowej oznaczałby oczyszczenie atmosfery z aerozoli.
Tak więc pozostaje już czekać, aż czapa polarna się roztopi. Trudno w to uwierzyć biorąc pod uwagę to, że rekord z 2012 roku nie został pobity. Zostanie, już niedługo. To kwestia lat. Temperatury w końcu zmuszą lód, by roztopił się nawet pod bardzo ciężkimi chmurami. Po prostu wszystko stanie się później niż zakładali alarmiści pokroju Wadhamsa czy Beckwitha.
- Raport za I połowę listopada 2024 - część Arktyki pozostawiona bez lodu, 16 listopada 2024 Tempo zamarzania Oceanu Arktycznego w pierwszej połowie listopada było szybsze niż zwykle, ale nie wszędzie. W sektorze atlantyckim zmiany są ledwie widoczne, najbardziej na Morzu Barentsa.
- Raport za II połowę października 2024 - zamarzanie przyspieszyło, ale nadal wygląda to słabo, 1 listopada 2024




































