czwartek, 24 września 2026

Arktyka zamarza na kość, ale to o niczym nie świadczy poza naturalną zmiennością

 Zazwyczaj w połowie września temperaturowe anomalie zaczynają rosnąć. Mała powierzchnia lodu w połączeniu z ocieplającym się klimatem sprawia, że temperatury nad Arktyką nie spadają tak szybko jak dawniej, a czasem wręcz zaczynają rosnąć. W każdym sezonie dzieje się to jednak w różnym stopniu. Tym razem Arktyka, a ściślej mówiąc Ocean Arktyczny, został w ostatnich dniach mocno odcięty od napływu cieplejszego powietrza z południa.

 Nie oznacza to oczywiście, że transport energii do Arktyki został całkowicie wyłączony. W skali całego systemu klimatycznego ciepło nadal dociera tam z niższych szerokości geograficznych, przede wszystkim za pośrednictwem Oceanu Atlantyckiego. 

Tempo zwiększania/zmniejszania się zasięgu lodu morskiego w 2026 roku na tle średniej z ostatnich 10 lat.

Rezultatem jest szybkie zamarzanie Oceanu Arktycznego. Spadające temperatury zwiększają ujemny bilans energii powierzchniowej, czyli sytuację, w której ocean traci więcej ciepła, niż otrzymuje. Gdy woda morska osiąga temperaturę zamarzania, zaczyna powstawać nowy lód. Początkowo proces ten może przebiegać bardzo szybko, szczególnie na obszarach, które jeszcze niedawno były wolną od lodu powierzchnią oceanu. W przypadku cienkiego lodu utrata ciepła do atmosfery jest bowiem bardzo efektywna.

 Jak pokazuje powyższy wykres, dzienne przyrosty lodu są obecnie duże. Od 15 do 23 września zasięg lodu według danych JAXA wzrósł o około 250 tys. km², podczas gdy średnia z ubiegłej dekady wynosiła około 200 tys. km². Oznacza to, że w tym okresie tempo wzrostu zasięgu było o około 25 proc. większe niż średnio w poprzedniej dekadzie. 23 września zasięg według wykorzystanej tu serii JAXA wyniósł 4,81 mln km², co stanowi 15. najmniejszą w historii pomiarów wartość.

Warunki atmosferyczne w Arktyce i wokół niej w dniach 21-24 września 2026 roku. Tropical Tidbits

 Pojawia się logiczne pytanie: jak do tego doszło, skoro mamy globalne ocieplenie? Odpowiedzią jest przede wszystkim specyficzna konfiguracja cyrkulacji atmosferycznej. Wir polarny w troposferze stworzył silną cyrkulację cyklonalną w dolnej troposferze, widoczną na mapach geopotencjału i ciśnienia. Na przedstawionych mapach widać rozległy obszar niskiego ciśnienia nad Arktyką oraz bardzo niski geopotencjał na poziomie 500 hPa. Układ ten sprzyja utrzymywaniu się chłodnego powietrza w pobliżu bieguna i ogranicza wtargnięcia cieplejszych mas z południa.

 Warto przy tym wyjaśnić, co właściwie oznacza geopotencjał. Na mapie 500 hPa wysokość powierzchni, na której panuje ciśnienie około 500 hPa, jest niższa w chłodnych masach powietrza i wyższa w cieplejszych. Rozległy obszar niskiego geopotencjału wskazuje więc na chłodną, cyklonalną strukturę atmosfery. Z kolei gęsto ułożone izobary oznaczają duży gradient ciśnienia, a więc także silniejszy wiatr.

Zmiany średnich temperatur wokół bieguna północnego (80-90°N) w 2026 roku względem średniej z lat 1958-2002. DMI

 Spadek temperatur jest imponujący biorąc pod uwagę, to, że mamy na Ziemi tak wysokie temperatury. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że w drugiej połowie września Słońce znika za horyzontem na obszarach położonych daleko na północ od koła podbiegunowego. Po równonocy jesiennej dopływ energii słonecznej staje się praktycznie zerowy. Powierzchnia nie może więc korzystać z ogrzewania słonecznego, a zaczyna przede wszystkim tracić energię poprzez promieniowanie podczerwone.

 Temperatury wokół bieguna północnego spadły już w okolice -12°C. Miejscami jest jeszcze zimniej. W takich warunkach chłodne powietrze szybko zwiększa stratę ciepła z powierzchni oceanu. Gdy woda zaczyna zamarzać, tworzy się cienka warstwa lodu, która nadal przepuszcza część strumienia ciepła z oceanu do atmosfery. Dopiero wraz ze wzrostem grubości lodu wymiana ta staje się coraz mniej efektywna 

 Warto zwrócić te uwagę na kwestię Polski. To że akurat teraz jest relatywnie chłodno, to nie efekt napływu polarnego powietrza. Komórka polarnego powietrza jest zbyt mała, by zimno z Arktyki mogło dotrzeć do nas. Może natomiast powodować powstawanie silnego gradientu temperatur, który sprzyja rozwojowi aktywnych niżów subpolarnych. Te z kolei mogą sprowadzać nad Europę polarnomorskie masy powietrza.

 Pojawia się jednak pytanie: dlaczego w ogóle obserwujemy tak chłodny układ, skoro klimat się ociepla? Wynika to z naturalnej, często po prostu chaotycznej zmienności cyrkulacji atmosferycznej. Trend globalnego ocieplenia nie oznacza, że każdy kolejny rok i każdy miesiąc musi być bezwzględnym rekordem ciepła. Globalna temperatura rośnie, ale pogoda nadal charakteryzuje się dużą zmiennością z roku na rok.

 Właśnie dlatego w jednym sezonie Arktyka może doświadczać silnego napływu ciepłego powietrza z południa, a w innym - długotrwałego układu, który utrzymuje chłodne powietrze wokół bieguna. W 2026 roku sytuacja jest szczególnie ciekawa, ponieważ po sezonie letnim z niewielkim jak na ostatnią dekadę tempem topnienia nastąpiła bardzo szybka zmiana warunków atmosferycznych sprzyjająca jesiennemu zamarzaniu.

Grubość lodu morskiego 23 września 2026 roku. Polar Portal/HYCOM  

 Według prognoz sytuacja w Arktyce nie ulegnie w najbliższych dniach większym zmianom, choć tempo zamarzania powinno stopniowo zwalniać. Jest to normalne dla jesiennego cyklu lodu: największy skok zasięgu może nastąpić w momencie, gdy duże obszary otwartej wody bardzo szybko pokrywają się cienkim lodem.

 Tak szybki wzrost zasięgu nie oznacza więc automatycznie równie dużego przyrostu grubości. Można powiedzieć, że następuje tutaj swoiste „pudrowanie” problemu, ale warto precyzyjnie wyjaśnić, na czym ono polega. Nowa pokrywa lodowa może szybko powiększyć powierzchnię zajętą przez lód, ale jej grubość pozostaje niewielka. Do tego ocean nadal oddaje ciepło. Szybko powstały lód z początkowo szybkim też przyrostem grubości działa jak izolator i ogranicza dalszą utratę energii przez ocean. W rezultacie część ciepła zostaje zatrzymana pod lodem i może być uwalniana znacznie wolniej.

 Kluczowy jest tutaj również śnieg. Gdy na świeżym lodzie pojawi się gruba warstwa śniegu, jego przyrost może zostać dodatkowo ograniczony. Śnieg jest bardzo dobrym izolatorem: oddziela zimne powietrze od lodu i oceanu, zmniejszając strumień ciepła przechodzący przez pokrywę lodową. W efekcie powierzchnia może mieć temperaturę daleko poniżej zera, podczas gdy pod śniegiem i lodem znacznie wolniej przebiega wychładzanie. Badania i obserwacje wskazują, że śnieg może istotnie ograniczać jesienno-zimowy przyrost grubości lodu. Takie zdarzenia już miały miejsce i to też one nałożyły się na efekt tego, że pomimo słabego sezonu topnienia grubość lodu wygląda źle. 

 Teraz dojdzie do pozornego paradoksu: zasięg lodu szybko rośnie, temperatura powietrza spada, a mimo to grubość pokrywy lodowej nie poprawia się równie szybko. Z punktu widzenia satelitarnego zasięgu wygląda to jak bardzo dynamiczna odbudowa lodu. Z punktu widzenia objętości i grubości jest to znacznie bardziej złożony proces.

I właśnie dlatego najbliższe tygodnie będą ważne. Sam fakt szybkiego zamarzania we wrześniu nie mówi jeszcze, jak będzie wyglądała pokrywa lodowa za kilka miesięcy. O jej kondycji zdecydują nie tylko temperatury powietrza, ale również tempo wzrostu grubości lodu, strumień ciepła z oceanu, mieszanie wody, transport lodu przez wiatr, ilość śniegu oraz późniejszy przebieg sezonu zimowego.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz