Od wielu lat w przypadku miesięcy zimowych, jak i w ogóle w półroczu zimowym nie obserwuje się spadku powierzchni pokrywy śnieżnej. A przecież w związku z postępującym ociepleniem klimatu, taki spadek powinien być. Prawda?
Zmiany powierzchni pokrywy śnieżnej na półkuli północnej dla listopada w latach 1975-2020. Rutgers University/GSL
Nie prawda. To nie tak. Owszem jest wzrost temperatur. Te rosną od lat, bo rośnie ilość gazów cieplarnianych w atmosferze. Przykładem są nowe dane dotyczące listopada. Copernicus Climate Change Service (C3S) podał, że listopad na Ziemi był o 0,77oC cieplejszy od średniej 1981-2010. To największa w historii pomiarów wartość, 0,13oC więcej niż w 2019 i 2016 roku. Co ciekawe w kontekście śniegu, to właśnie na Dalekiej Północy było najcieplej, w tym także nad Oceanem Arktycznym. To dlaczego śniegu w listopadzie nie ubywa? Powinien być trend spadkowy, a nie jest.
Średnia dla listopada ilość wody zawartej w kolumnie atmosfery o powierzchni jednego metra kwadratowego (TPW/m2) w latach 1980-2020. NOAA/NCEP
Odpowiedzią jest samo globalne ocieplenie. W miarę jak rosną temperatury, rośnie ilość pary wodnej w atmosferze. Innymi słowy, cieplejsza atmosfera jest w stanie pomieścić więcej wody niż zimniejsza. To tłumaczy, dlaczego na biegunie południowym jest bardziej sucho niż na Saharze. Wzrost temperatur na Dalekiej Północy nie oznacza, że zamiast śniegu spadnie deszcz, bo ten nie może padać w temperaturze -10oC. Oczywiste jest to, że w temperaturze -30oC pada mniej, a nawet wcale, a przy -10oC pada więcej. Przy -5oC jeszcze więcej. Proste, mamy większą ilość wilgoci w atmosferze, więc jest większa szansa na duże opady. Mapa obok pokazuje, że listopad 2020 na Dalekiej Północy nie był suchy.
Różnice (w cm) pomiędzy aktualną dzienną grubością pokrywy śnieżnej a średnią wieloletnią z lat 1998/99-2011/12. Obszary, w których aktualna głębokość śniegu mieści się w granicach ±5 cm od średniej wieloletniej, są zacienione na szaro. Gruba czerwona linia na mapie wskazuje na historyczne położenie granicy śniegu. Canadian Cryospheric Information Network
Na Syberii mocno nasypało, mniej w Kanadzie, bo tam listopad był suchszy. Natomiast w Skandynawii częściej padał deszcz niż śnieg, dlatego tam śniegu nie ma tak dużo jak na Syberii. Im więcej pada, tym większa grubość pokrywy śnieżnej. Dodatkowo opady obejmują kolejne obszary, które stały się wilgotniejsze, ale nie nastąpił tam wzrost temperatur na tyle duży, by mógł padać deszcz. Dodatkowo swoje trzy gorsze daje Tybet, który w przypadku regionu eurazjatyckiego jest uwzględniany na mapie i wykresach. Skorą rosną tam temperatury, to nie jest już tam tak sucho jak wcześniej, więc zimą pada więcej. A że jest mróz, to pada śnieg.
W przyszłości w okresie zimowym sytuacja zbytnio się nie zmieni. Jeśli spojrzymy na wykres danych z Uniwersytetu Rutgersa na samym początku, to zauważymy, że od kilku lat trend wznoszący słabnie. Za kilka lat może zacząć się odwracać. Dalej na południe już śnieg nie spadnie. Potem z powodu dalszego ocieplania się klimatu trend ulegnie odwróceniu, i zacznie podążać w dół.
Zobacz także:
- Szybkie topnienie śniegu w maju może wzmocnić roztopy w Arktyce, poniedziałek, 8 czerwca 2020 Obszar jaki
zajmował śnieg w maju tego roku był jednym z najmniejszych w historii
pomiarów, ale trend od kilku lat nie wykazuje spadku. Jednocześnie na za
sprawą wysokich temperatur na Syberii, w Eurazji śniegu było niezwykle
mało - trzeci najmniejszy w historii pomiarów obszar.
- Kwietniowe zwały śniegu na Dalekiej Północy, czwartek, 14 maja 2020
- Przedwiosenne śniegi powoli zanikają, czwartek, 9 kwietnia 2020
- Na Ziemi przybywa śniegu, ale w grudniu 2019 może być inaczej, piątek, 27 grudnia 2019