Toplista

Ranking Blogów

piątek, 22 listopada 2013

Mała powierzchnia lodu

Kiedy chcemy opisać i mówimy o tym jak duża jeszcze pokrywa lodowa w Arktyce, niemal zawsze mówi się o zasięgu lodu. Tymczasem to powierzchnia lodu jest bardziej kluczowym wyznacznikiem jeśli chodzi o gabaryty czapy lodowej, niż sam zasięg. Przede wszystkim przypomnijmy czym się różni powierzchnia od zasięgu. Powierzchnia lodu to rzeczywisty rozmiar lodu morskiego w Arktyce, i tylko samego lodu. Jako, że lód morski w Arktyce nie jest jednorodny, to uwzględnia się także zasięg lodu. Zasięg to obszar jaki całościowo obejmuje pokrywa lodowa i zazwyczaj jej zasięg wyznacza 15% koncentracja. Zasięg lodu zawsze jest większy od powierzchni, gdyż wewnątrz czapy lodowej występują szczeliny i luki między jedną, a drugą krą lodową.

Zmiany powierzchni lodu w Arktyce, Cryosphere Today.

A więc, czy pokrywa lodowa w Arktyce jest dalej imponująca? Ostatnio na chwilę zasięg lodu osiągnął czwarty najmniejszy w historii rozmiar, potem jednak awansował na szóste miejsce. Ale ta informacja nie jest pocieszająca przede wszystkim dlaczego tak się stało. Owszem nad Zatoką Hudsona jest teraz bardzo zimno, przez co zachodnia część tych wód zaczęła zamarzać. Jednak w przypadku pozostałych miejsc sytuacja wygląda nieco inaczej. Na przykład w rejonie Ziemi Franciszka Józefa czy Morza Czukockiego, oraz Morza Baffina. Ostatnio w Arktyce jest niespokojnie, często występują sztormy i to one odpowiadają za rozmiary zasięgu lodu. Rozrzucają krę lodową zwiększając zasięg całej czapy lodowej. Tymczasem powierzchnia lodu rośnie tak sobie, niezbyt szybko od tygodnia utrzymując się na czwartym miejscu, a między 8 a 11 listopada powierzchnia lodu spadła nawet na drugie miejsce. O czym to świadczy? Wystarczy rzucić okiem na wykres i spojrzeć, gdzie kończy się żółta linia pokazująca zmiany powierzchni lodu w 2013 roku.

Powierzchnia pokrywy lodowej w Arktyce dla 21 listopada, Cryosphre Today.

Ten wykres pokazuje nam jak prezentuje się powierzchnia lodu w Arktyce dla dnia 21 listopada od 2000 do 2013 roku. Pomijając 2006 rok nie jest już tak pięknie. Po 2008 roku pokrywa lodowa ani razu tego dnia nie osiągnęła 9 mln km2. Przed 2006 rokiem lód miał zawsze więcej niż 9 mln km2. Cały wykres pokazuje nam nieodwołalny już trend spadkowy. I wszystko wskazuje na to, że powierzchnia lodu w następnych latach będzie już tylko spadać.

Odchylenie od normy 1979-2008 powierzchni lodu w Arktyce, Cryosphre Today.

Kolejny wykres, tym razem od 1979 roku pokazujący odchylenie od normy. Przede wszystkim widać wyraźny trend spadkowy, co nie powinno dziwić. Przecież Arktyka się ociepla. Co najmniej od początków naszej ery temperatury w Arktyce obniżały się o 0,2oC na tysiąclecie. I było by tak dalej, gdyby nie nasze emisje dwutlenku węgla, które przełamały ten długoterminowy trend. Dlaczego temperatury się obniżały? Prawdopodobnie dlatego, że Ziemia zbliżała się do kolejnej epoki lodowcowej. Żyjemy w interglacjale holocenu. Jednak od 1900 roku temperatury w Arktyce zaczęły nagle rosnąć, a po 1950 roku trend ten przyspieszył. Rosły emisje CO2, w atmosferze kumulował się ten gaz cieplarniany osiągając obecnie poziom nie spotykany od co najmniej kilku, a być może kilkunastu milionów lat. Nic więc dziwnego, że obecnie temperatura w Arktyce jest o 1,4oC wyższa niż być powinna.

Anomalia powierzchni lodu, wartości pokazują stan dla 21 listopada, Cryosphere Today.

I ostatni wykres pokazujący jakie mamy obecnie odchylenie od normy, jeśli chodzi o powierzchnię lodu. Wynosi ono 0,86 mln km2. Teraz pojawia się ciekawe pytanie: Co będzie dalej z Arktyką i czemu mamy tyle złych, wręcz koszmarnych informacji, które wieszczą nam apokalipsę? Po pierwsze z Arktyką będzie coraz gorzej, nawet jeśli emisje CO2 spadłyby do zera, to temperatura na Ziemi wzrośnie w sumie o 1,6oC, czyli pod koniec wieku, a być może już w połowie wieku będziemy mieli warunki niemal takie jak w pliocenie. Wtedy świat był cieplejszy o 1-2oC, a poziom oceanów był wyższy o mniej więcej 25 metrów. Oczywiście w tym wieku oceany nam się tyle nie podniosą. I tu jest kolejna sprawa. Po drugie, zmiany zachodzą bardzo szybko, my dziś kontrolujemy klimat, choć słowo kontrolujemy to niezbyt dobre określenie. Pędzimy przed siebie z naszą gospodarką opartą na paliwach kopalnych, jak na rollercoasterze przeprowadzając geoniżynieryjny eksperyment na klimacie Ziemi. Zmiany zachodzą szybciej niż w czasie PETM i szybciej niż w czasie Wymierania Permskiego. To jest najbardziej niepokojące.

Po trzecie, z obecnej perspektywy nic nie wskazuje na to, żeby emisje CO2 miały się zmniejszyć, a nawet jeśli do tego dojdzie, to tempo redukcji będzie zbyt małe, by ograniczyć wzrost temperatury o 2oC. Kiedy próg 2oC zostanie przekroczony w dodatku w tak krótkim czasie, to zmiany będą nieodwracalne. A więcej na ten temat można znaleźć na stronie Ziemia na rozdrożu i w książce "Świat na rozdrożu" autorstwa Marcina Popkiewicza.


Na podstawie książki "Świat na rozdrożu" rozdz. "End Game"


Zobacz także:

5 komentarzy:

  1. dzisiaj pekla 10 w zasiegu lodu, bedzie dobrze :)

    J.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak widać na poniższym obrazku wszystko zależy od modelu.
    Tutaj wykres aktualnej powierzchni lodu w Arktyce wygląda dużo lepiej:
    http://arctic-roos.org/observations/satellite-data/sea-ice/observation_images/ssmi1_ice_area.png

    nie ma więc co panikować, bo przez to rośnie zużycie rolek papieru do... :)))

    Jurek

    OdpowiedzUsuń
  3. Przede wszystkim zależy od tego jaką rozdzielczość odbierają satelity. Im większy piksel tym większa powierzchnia lub zasięg lodu, bo nie uwzględniane są szczeliny, przerwy między krami lodowymi, czy wyszczerbienia w granicy lodu. NSIDC np. tego nie uwzględnia, toteż wg nic lód jest dość duży, ale wg JAXA, gdzie piksel jest mniejszy, sprawa wygląda nieco inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dobrze, że emitujemy CO2 - to zbawienie dla świata. jak by nie to, to czekałby nas lodowiec. Co przyniosłoby większe straty ; zlodowacenie czy przyjemne ciepło, które de facto zbyt wolno rośnie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym stopniu masz rację, bo faktycznie uchroniło nas to przed ewentualnym zlodowaceniem. Gdyby koncentracja CO2 zatrzymała się na 350-390 ppm, to dobrze. Ale wciąż rośnie.

      W czasie epoki lodowcowej żyli neandertalczycy, a w jej ostatniej fazie my - homo sapiens (człowiek z Cromagnan), Neandertalczycy wyginęli, ale nie przez epokę lodowcową, zostali wyparci przez człowieka z Cromagnon, który był od nich zręczniejszy i sprytniejszy. Widziałem kiedyś taki ciekawy film dok. o tym. I jedni i drudzy radzili sobie ze zlodowaceniem.

      Sprawa ze zlodowaceniem jest też taka, że nie nadeszłoby to od razu, tylko byłoby to proces trwający setki lat. Więc byśmy się do tego przyzwyczaili. Z globalnym ociepleniem jest inaczej.

      Poza tym epoka lodowcowa może trwać i trwać, a życie się do niej dostosuje. Podobnie jest z globalnym ociepleniem, ale pod warunkiem, że globalne ocieplenie urośnie tylko do pewnego stopnia. Jeśli spalimy wszystkie paliwa kopalne to ryzykujemy, że na Ziemi zapanują warunki takie jakie były w trakcie w permie. No i proces przechodzenia w stan rozbuchanej szklarni będzie trwać kilkaset lat, a nie kilkaset tysięcy.

      Obecnie globalne ocieplenie może i rośnie wolno, ale jaką mamy gwarancję czy tak będzie? Być może za 2-3 zacznie przyspieszać. Zresztą na pewno zacznie przyspieszać, tylko nie wiemy czy za 2 czy 10 lat, Ale będzie, to kwestia czasu. Moim zdaniem nie należy pogłębiać nadziei w słowach Marzeny Rabczewskiej (królowa superstar), która wmawia wszystkim, że nie ma globalnego ocieplenia. To że w Tatrach spadł śnieg, to nie znaczy, że globalne ocieplenie się skończyło.

      Usuń