Toplista

Ranking Blogów

czwartek, 9 października 2014

PIOMAS (wrzesień 2014) - epoka lodowcowa?

Ostatnie dwa lata przyniosły solidne "odrodzenie się" ilości lodu pokrywającego Ocean Arktyczny. Czy to oznacza, że wchodzimy w erę zlodowacenia i rosyjscy naukowcy, a dokładnie słynny Habibulo Abdusamatov mają rację? Jeśli rośnie czapa polarna, a przynajmniej objętość, to znaczy się, że globalne ocieplenie się skończyło, prawda?
Nieprawda. To tylko chwilowa fluktuacja na przestrzeni trendu wieloletniego. A weźmy też pod uwagę to, że ostatnie miesiące były najcieplejszymi w historii pomiarów. Globalne ocieplenie nie skończyło się, a proces akumulacji ciepła w ocenach i na lądzie wciąż postępuje.

Objętość lodu w Arktyce w 2014 roku na tle ostatnich lat. PIOMAS

Według danych Pan Arctic Ice Ocean Modeling and Assymilation System (PIOMAS) tegoroczne minimum objętości arktycznego lodu morskiego miało miejsce 18 września i wyniosło 6810 km3, czyli o 1418 km3 więcej niż rok temu, i aż o 3137 km3 więcej niż w roku 2012  - roku rekordowego topnienia. W 2012 roku objętość lodu w Arktyce spadła do rekordowego poziomu 3673 km3, a według oficjalnego raportu do zaledwie 3261 km3. Czy te 6810 km3 to ogromna ilość lodu zapowiadająca zlodowacenie i koniec globalnego ocieplenia? Nie, gdyż nie tak dawno temu, bo w 2005 roku objętość lodu spadła do 9159 km3, a w 2006 roku do 8993 km3. Podobna do obecnej ilość lodu miała przecież miejsce po rekordowym 2007 roku. Cała różnica polega na tym, że w tym roku i w poprzednim warunki przyrostu lodu były wręcz wymarzone. Nie znaczy to, że taka sytuacja będzie trwać w nieskończoność i, że pogoda będzie co rok wybawiać Arktykę z kłopotów.

Bilans spadku i wzrostu grubości lodu w Arktyce względem ubiegłego roku.

Mapa PIOMAS pokazuje, gdzie względem 2013 roku lód przyrósł, czyli gdzie doszło do wzrostu jego miąższości. Interesuje nas głównie Morze Barentsa - jego północny kraniec i wody Basenu Arktycznego, które z owym akwenem tam się stykają. W tym regionie było chłodno, chłodniej niż zazwyczaj i pochmurno. Do tego przez całe lato, od końca maja aż do września, nie było transportu lodu przez Cieśninę Frama. Dlatego właśnie tak bardzo wzrosła ilość lodu w Arktyce. Z powodu zimna i braku wypływu lodu przez cieśninę Frama nagromadziło się sporo lodu wzdłuż północnych brzegów Grenlandii i Wyspy Ellesmere'a. Gdyby nie te dwa miejsca, to ilość lodu w najlepszym razie byłaby taka sama jak rok temu.

Grubość lodu także, jak na ostatnie kilka lat, wygląda dobrze:
Grubość lodu w 2014 roku na tle ostatnich lat.

1,77 metra - tyle wyniosła na koniec września średnia grubość czapy polarnej w Arktyce. Więcej niż rok, dwa, czy trzy lata temu. Ale mniej niż 2007 roku i w latach wcześniejszych. Wracając do ilości lodu - warto zwrócić uwagę na to, że na początku lat 80-tych wrześniowe minimum wynosiło średnio 16000 km3, prawie trzy razy tyle co dziś. Poniżej zestawienie średniej grubości lodu dla 30 września, w nawiasie pokazane są zmiany w stosunku do poprzedniego miesiąca.

2005: 2,04 (-0,29)
2006: 2,13 (-0,06)
2007: 2,04 (-0,07)
2008: 1,96 (-0,41)
2009: 1,77 (-0,26)
2010: 1,31 (-0,18)
2011: 1,32 (-0,18)
2012: 1,41 (-0,15)
2013: 1,41 (-0,06)
2014: 1,77 (-0,18)


Model PIOMAS prognozujący okres, kiedy dojdzie do zaniku lodu w Arktyce.

Jaka przyszłość?

Parę lat temu niektórzy naukowcy, patrząc na trendy zaniku lodu w Arktyce, zaczęli prognozować, że przy ich kontynuacji Ocean Arktyczny może być wolny od lodu między 2015 a 2018. Te prognozy mogły być uzasadnione, biorąc pod uwagę spektakularny spadek powierzchni i objętości lodu w latach 2010-2012.
Na całe szczęście, sprzyjająca pokrywie lodowej pogoda w Arktyce zapobiegła temu scenariuszowi. Najprawdopodobniej więc Arktyka nie będzie wolna od lodu przed 2025 rokiem. To dobra wiadomość, przynajmniej z obecnej perspektywy. Zła, że tego dojdzie, prędzej czy później. Temperatura wymuszona na Ziemi przez podwyższoną koncentrację gazów cieplarnianych w atmosferze to co najmniej 1,6oC, a możliwe, że już nawet 2,0oC. W świecie cieplejszym o 2oC, czyli w pliocenie, Arktyka była wolna od lodu zawsze, aż czasu, gdy koncentracja CO2 spadła poniżej 350 ppm i lód zaczął pokrywać Ocean Arktyczny. Poniżej 200 ppm zaczęła się seria zlodowaceń, przerwana przez homo sapiens w XIX w. Dziś mamy już 400 ppm CO2, tyle ile było w kilka milionów lat temu. Jeśli taka ilość CO2 w atmosferze utrzyma się, to nie tylko Arktyka będzie wolna od lodu, ale i Grenlandia zacznie bardzo szybko tracić lód. Poziom oceanów na świecie kilka milionów lat temu był wyższy średnio o około 30 m.

Możemy więc cieszyć się, że na razie wszystko wydaje się być OK. Lodu w Arktyce przybywa, Arktyka jest zimna jak lód, podczas gdy ostatnie miesiące biją rekordy ciepła. A sama zaś powierzchnia lodu jest zbyt mała, więc prowadzi do destabilizacji (na razie niewielkiej, przy relatywnie niskich kosztach) pogody na całym świecie.


Zobacz także:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz