Toplista

Ranking Blogów

czwartek, 1 sierpnia 2019

Prawie rekordowe topnienie na Grenlandii

To pierwsza taka sytuacja od roku 2012. Grenlandia w ciągu ostatnich dni doświadczyła niezwykle wysokich temperatur i tym samym silnego topnienia lądolodu.

 Zasięg topnienia grenlandzkiego lądolodu w procentach jego powierzchni w 2019 roku względem średniej 1981-2010. NSIDC


Odnotowany został na koniec ubiegłego miesiąca silny gwałtowny skok w topnienia grenlandzkiego lądolodu. Zakres topnienia wyniósł aż 60%, niemal tyle samo co w 2012 roku o tej samej porze. Mapa po lewej (kliknij, aby powiększyć), pokazuje miejsca gdzie 31 lipca odbywało się topnienie lądolodu. Topiły się miejsca oddalone setki kilometrów od wybrzeży na wysokości nawet powyżej 2000 m.n.p.m. A pamiętajmy, że mówimy tu o wyspie położonej w większości powyżej koła polarnego, gdzie dodatnie temperatury nawet latem to rzadkość. Wyjątek stanowi jedynie wybrzeże, głównie na zachodzie. 


 Dzienny bilans strat/zysków grenlandzkiego lądolodu w przełożeniu na opady (ekwiwalent wody w mm) w milimetrach. Czerwony kolor oznacza straty, niebieski zyski. Mapa po lewej: stan na 31 lipca 2019 roku. Mapa po prawej: skumulowany od 1 września 2018 do 31 lipca 2019 bilans zysków i strat masy grenlandzkiego lądolodu. DMI/Polarportal

Problem stanowi nie tylko sam zasięg topnienia, a to ile tak naprawdę wyspa straciła lodu, który ostatecznie trafia do oceanu podnosząc zgodnie z prawem Archimedesa jego poziom. Na mapie widzimy, że topnienie intensywne było nie tylko na zachodzie wyspy, gdzie oddziałują cieple wody wschodniej części Morza Baffina. Silne roztopy miały miejsce także daleko na północy, w miejscach, gdzie zwykle nawet latem panują mrozy, a dodatnie wartości to rzadkość.

 Dzienne zmiany strat/zysków masy grenlandzkiego lądolodu wyrażonej w gigatonach w okresie 2018-2019, oraz skumulowany bilans masy powierzchniowej (SMB) od 1 września w zestawianiu ze zmianami z rekordowego okresu 2011/12. Wykres nie uwzględnia masy traconej, gdy lodowce cielą się i lód trafia do morza. DMI/Polarportal

Wiele mówi powyższy wykres. 31 lipca wyspa straciła aż ponad 10 mld ton lodu, który w stałej i ciekłej formie trafi do oceanu. Na razie są to incydenty, a występujące opady śniegu póki co łagodzą sytuację. Tylko jak długo? Według DMI w lipcu Grenlandia straciła około 197 mld ton lodu

Temperatury na Grenlandii 31 lipca 2019 o godzinie 18:00 GMT. Climate Reanalyzer

Za sytuację odpowiedzialne są gorące masy powietrza, które pod koniec lipca zaczęły się wdzierać nad Grenlandię. To te samo ciepło, które dało rekordy temperatur na zachodzie Europy w trzeciej dekadzie lipca. Ujemne temperatury zostały ograniczone zaledwie do jednej czwartej powierzchni wyspy. W strefie nadbrzeżnej temperatury wzrosły nawet do 20-22oC. Mapa obok przedstawia anomalie dla tego samego dnia, które sięgały kilkunastu stopni powyżej średniej. 

Topniejący lądolód w północno-wschodniej części wyspy 31 lipca 2019 roku. NASA Worldview

Choć Grenlandia nie straci lodu z dnia na dzień, i ma wciąż niewielki wkład we wzrost poziomu morza (około 1 mm), to takie sytuacje pokazują, że tempo topnienia będzie przyspieszać. Z obecnej perspektywy to czas, który przekroczy 10 tysięcy lat. Ale wszystko wskazuje na to, że będzie to czas znacznie krótszy. Wyspa straci lód, a poziom morza z tego tytułu podniesie się o 7 metrów. Za kilkanaście lat tempo będzie zupełnie inne, inne będą liczby. To się kiedyś stanie, a coraz bardziej ludzkość stara się, by to się stało naprawdę prędzej czy później. 

Zobacz także:

28 komentarzy:

  1. 10 tysięcy lat to bardzo długo. Za tyle lat to wszędzie będą Indianie ( wiecie że ludność Indii jest większa niż razem wziętych Europy, Rosji, Usa i innych co jest zdeka przerażające)
    Mam nadzieję że jednak te 7 metrów podniesie się dużo szybciej, może dzięki temu tych ludzi załatwiających się na kucaka w miejscach publicznych ubędzie a Europejczycy zostaną ocaleni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Hindusów topniejący lodowiec Grenlandii zaleje, ale nie nas! 7 metrów to średni wzrost, warto o tym pamiętać! W Bałtyku poziom wody się istotnie z tego tytułu nie zmieni, a wokół Islandii nawet opadnie. Poza tym 7 metrów w ciągu powiedzmy 7000 lat to śmieszne 10 cm na stulecie. Drugie tyle dołoży Antarktyda i lodowce górskie, razem pewnie się uciuła nadal śmieszne 30 cm na stulecie. W ciągu ostatnich 20 tysięcy lat gdy wychodziliśmy z epoki lodowej były momenty, że tempo wzrostu dochodziło do 5 metrów na stulecie, czyli 15 razy szybciej niż obecnie! A był wtedy już człowiek i sobie z tym poradził, a dzisiaj sobie nie poradzi?

      Usuń
    2. Akurat straszenie ludzi wzrostem poziomu oceanów i mórz, jest mało trafionym pomysłem, bo nawet jeśli będzie przybywać 10 m. Na 100 lat to ludzkość sobie poradzi bez większego problemu. Wiadomo koszty będą ogromne liczone w bilionach dolarów... Ale przecież w ciągu 10 lat cały świat wydrukował sobie z powietrza ok. 6 bilionów dolarów :-) kto się trochę zna na ekonomi to wie o czym pisze... Takie incydenty mogą tylko rozruszac gospodarki światowe... Problem jest w klimacie, że będzie za ciepło w niektórych miejscach, że mogą być susze ogromne, że może dojść do uwolnienia ogromnych ilości metanu.... A poziom wód to sorry ale przy tym innym co może być to jest po prostu drobnostka...

      Usuń
    3. Dziękuję za głos rozsądku. Nawet najczarniejsze scenariusze nie dają więcej jak metr do końca stulecia, więc naprawdę wzrost poziomu mórz to jest ostatnia rzecz, którą powinniśmy się martwić, a straszenie tym to głupota. Przecież wiadomo, że nie przyjdzie nagle fala wysoka na metr, to nie tsunami.
      Do uwolnienia się metanu z klatratów to jeszcze baaaardzo daleka droga. Oceany są zdecydowanie za zimne na to, wręcz lodowate. W dziejach Ziemi były dużo cieplejsze, a i tak nie wystarczyło to do uwolnienia metanu. Zresztą zimne wody i ich ogromna pojemność cieplna, przez co ogrzewają się bardzo powoli, to jest właśnie nasz główny problem. Prawie całe ocieplenie idzie na ogrzewanie powietrza i lądów. Ocieplenie wód nie nadąża za galopującym wzrostem stężenia gazów cieplarnianych. Efekt jest taki, że coraz bardziej rozpalone kontynenty otaczają wciąż zimne oceany, nad którymi nie tworzą się wydajne opadowo niże. Gdyby tę energię przesunąć w stronę oceanów, to i my mielibyśmy chłodniej i cieplejsze oceany lepiej by parowały przynosząc więcej opadów. Oczywiście też silniejsze huragany. Niemniej jednak nie byłoby tak sucho.

      Usuń
    4. Pompowanie lodowatej wody z głębin. Wpadł mi do głowy taki pomysł kiedyś. Jak poszperalem w Internecie oczywiscie okazało się że takie pomysły już były wymyslone ( aż tak naiwny nie jestem żeby sądzić że byłem pierwszy na Ziemi ;))
      Teoretycznie w odpowiedniej skali powinno dac jakiś efekt.
      Więcej energi z atmosfery trafialo by do oceanu przez polepszenie mieszania wód. I w jakimś tam stopniu schładzamy atmosferę. Poza tym zimna woda lepiej pochłania co2 bo gazy się w niej lepiej rozpieszczają.
      Ale jak czytałem to jest trochę bardziej skomplikowana zależność bo takie działanie mogłoby mieć skutki trudne do przewidzenia jak nie odwrotne ... Nie wiem jak z pochlanianiem co2 przez plankton, czy ciepla czy zimna woda bardziej sprzyja. Podczas zlodowacen wszechocean południowy miał ogromne znaczenie przy wchodzeniu i wychodzenia z epok lodowych. I tu właśnie zależność rozpuszczanie co2 w wodzie czy wpływ fitoplanktonu.
      Chyba Może coś być jak Michał piszesz z tymi opadami. Faktycznie jeśli oceany się bardziej ogrzeja może w końcu zwiększyć się ilość opadów. Dobrze by było. Tylko za nim to nastąpi... wykończony sie

      Usuń
    5. Gazy sie nie ropieszczaja tylko rozpuszczają ;)

      Usuń
    6. Może trochę wprowadzać w błąd to co wcześniej napisałem, że prawie całe ciepłko idzie na ogrzanie lądów i powietrza. W rzeczywistości aż 93% nadwyżki energii kumuluje się w oceanach, a po ok. 3% idzie na lądy i topnienie lodu, a tylko 1% na ogrzanie atmosfery. Czyli i tak większość idzie w wodę, bez tego mielibyśmy już piekło na ziemi. Niemniej przez ponad 1000-krotnie większą pojemność cieplną wody niż atmosfery, woda ogrzewa się bardzo powoli w porównaniu do powietrza.
      Wniosek jest taki, że ja bym się zdecydowanie bardziej martwił suszą na lądach niż klatratami metanu. Przy obecnym tempie ocieplenia prędzej uschniemy na lądach z braku wody niż ten metan się wydobędzie z dna lodowatych oceanów. Największy problem dla nas to obecnie susza i spadek poziomu wód gruntowych a nie jakiś tam metan czy wzrost poziomu morza o 3 mm rocznie.

      Usuń
    7. Michał to jak będzie w końcu jak nie będzie lodu w Arktyce ?Zimy się wtedy ocieplą (bo tak sobie życzysz )a lata się nie ocieplą (bo tak sobie życzysz )?Bo to wynikało z bredni,które wypisywałeś pod poprzednim artykułem.I widzę forma Cię nie opuszcza .

      Usuń
    8. A i oczywiście morza oraz oceany ogrzewają się i to w bardzo szybkim tempie.

      Usuń
    9. Wydawało mi się Michał że dotychczas nie pisałeś żeby susza była jakimś zagrożeniem. Twierdziles czesto ze mokre zimy wynagrodza lata. Czy zmieniłeś zdanie? I jeśli tak to co Cię przekonało?

      Usuń
    10. Morza i Oceany pokryte wodą,a nie lodem-nagrzewają się zdecydowanie szybciej,ze względu na niższe albedo wody,od lodu.

      Nie nagrzewaja się jednak,zbyt szybko,ze względu ,na ogromną pojemność cieplną wody-czasem owszem widać,stosunkowo szybkie nagrzewanie powierzchni,lecz głębiny wciąż pozostają chłodne(tak było w zeszłym Roku,w Bałtyku-gdy była mowa,o tym,że Bałtyk owszem, może być nawet cieplejszy,od cieplejszych, na ogół Mórz,ale tylko na powierzchni,podczas gdy gdzie indziej powierzchnia może być czasem,chłodniejsza,ale za to głębiny cieplejsze).

      Potrzeba bowiem czasu,by nagrzać Morza i Oceany, od głębin,aż do powierzchni-przede wszystkim,ze względu na gigantyczną ,masę wody.

      Gdy się tak patrzy na Oceany,i Morza-nagrzewają się naprawdę bardzo wolno,i tu Michał ma rację.

      Nie mówię,że dobrze mówi,na każdym kroku,ale to przesada, krytykować go,nawet wtedy,kiedy mówi dobrze,pokazując swe uprzedzenia do Niego.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    11. Artur32, zimy i lata powinny się ocieplać, lata głównie przez wzrost usłonecznienia. Mamy i jeszcze długo będziemy mieć Grenlandię, która okresowo będzie nam wysyłać i zresztą wysyła chłód, ale to latem. To nasza letnia klima, bo zimą to raczej nie działa. Zimą zostanie co najwyżej ta nieszczęsna Syberia.
      Marcinie, nie twierdziłem że zimowe deszcze załatwią sprawę, bo wiadomo, że padać powinno okresowo przez cały rok, ale też my powinniśmy zatrzymywać dużo więcej wody i wtedy nie będzie problemu z suszą. Kiedyś też były naprawdę suche lata, ale takiego problemu z wodą nie było. To głównie jest wina człowieka moim zdaniem a nie pogody.
      Jeździłem dziś rowerem po rezerwacie Perna w swojej okolicy. Jest sucho, ale spodziewałem się, że będzie dużo gorzej. Woda w rzece jeszcze nie wyschła, a kiedyś się to już zdarzyło. Myślę, że jest nawet luksusowo podług tego co może nas kiedyś czekać w przyszłości.

      Usuń
  2. Moment moment czy Ty także uważasz że oceany się nie nagrzewają ?Bo ja akurat uważam ,że jak najbardziej się nagrzewają ,mało tego uważam że oceany nagrzewają się szybciej niż wcześniej przypuszczano.Są zresztą nowe dowody na to. Według wcześniejszych szacunków, oceany absorbują 90 procent nadmiaru ciepła, który jest uwięziony rzekomo z powodu gazów cieplarnianych, emitowanych w wyniku działalności człowieka. Okazało się jednak, że liczba ta jest niedoszacowana, a woda morska zawiera znacznie więcej ciepła.Bo dlaczego np.zanikną rafy koralowe jak nie przez ocieplający się ocean .Dowodów jest znacznie więcej.W każdym razie moja krytyka nie wynika akurat z obecnego wpisu Michała tylko tego co pisał poprzednio .Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Artur, Arek napisał że się nagrzewaja tylko z racji ogromnej bezwładności cieplnej jest to proces wolny. Na pewno wolny w porównaniu z łatwością jaką można ogrzać atmosferę.
      Trochę mnie zastanawia dlaczego napisałeś "rzekomo z powodu gazów cieplarnianych"?

      Usuń
    2. ....Albo przykład bardziej prozaiczny i nam bliski...dlaczego niemal zanikaj zimy w Polsce NW ,czy w północnych Niemczech jak nie z powodu mocno ogrzewającego się morza Północnego ,Norweskiego ?Akweny te oddają większe cieplo niz kiedys np .przy cyrkulacjach północnych .Dlatego między innymi uwazam że tam gdzie jest blisko do nich mroźne zimy s
      to już historia.To tylko wierzchołek tych wszystkich zmian.Musiałbym napisać z 10 stron tutaj żeby to uzasadnić ale raz brak czasu,dwa nikt by tego nie zniósł.Dowody jednak są.

      Usuń
    3. Marcin,Arek przecież wiadomo z podstawowej fizyki,że ocean ogrzewa sie wolniej od lądu .Arek to co morze by musiało mieć 40 stopni zebys uznał że si nagrzewa bo tyle było na lądzie ?

      Usuń
    4. No jasne, wydaje mi się że wszyscy tu piszący raczej maja tego świadomość ;) chodziło mi że Arek tego nie neguje, ale nie będę się za niego wypowiadał. To już między sobą ;)

      Usuń
    5. Oki,rozumiem Marcin tyle że tu jest takie rozmydlanie wszystkiego :no owszem wody się też ocieplają,ale jednak nie do końca.Albo inne przykłady innych piszących :no owszem nirktóre zimy są cirpłe ,ale generalnie to jednak sie nie ocieplają.Albo no klimat się ociepla,ale jednak nie bo był pojedynczy rekord zimna dla danego miesiąca na Węgrzech.. albo póki nie jest pobity rekord w topnieniu lodu to znaczy ze jest go dużo itd itd.A tymczasem mamy KLAROWNĄ SYTUACJĘ :OCEANY TEŻ SIĘ NAGRZEWAJĄ (oczywiście proporcjonalnie wolniej )A TOPNIENIE JEST REKORDOWE A PROŚCIEJ JEST REKORDOWO MAŁO LODU.Pozdrawiam

      Usuń
  3. Znów sianie niepotrzebnej sensacji w mediach:
    https://fakty.interia.pl/swiat/news-grenlandia-w-jeden-dzien-stracila-11-miliardow-ton-lodu,nId,3129277
    "W ciągu jednego dnia do oceanu spłynęło 11 miliardów ton lodu. To równowartość ponad 4 milionów basenów olimpijskich."
    Straszne!
    Dlaczego nie można po prostu napisać 11 km3 lodu zamiast 11 mld ton lodu? Chodzi o szokowanie dużymi liczbami? Dlaczego nie podano w tym artykule, że cała objętość lądolodu Grenlandii to 2,85 mln km3? Skąd przeciętny Kowalski ma to wiedzieć? Dlaczego nie podano, że takich rekordowych dni potrzeba aż 259 tysięcy, czyli 700 lat z rzędu, aby stopić cały lodowiec? Dlaczego nie podaje się tak istotnych informacji? Dlaczego nie odnosi się do całości, tylko podaje jakieś nic nieznaczące bzdety o basenach? Co mi po informacji, że stopiło się 11 km3 jak nie będę wiedział, że to zaledwie 0,000386% całości? Bez tej informacji takie artykuły są zupełnie bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli w tym artykule brakuje dopisania tego o czym piszesz to niestety Ty niewiele z niego zrozumiałeś.To co się w tym roku dzieje na Grenlandii,ale takze w Arktyce czy na różnych kontynentach świadczy o tym,że ocieplenie klimatu znacznie przybiera na sile i to mimo tego,iż mamy obecnie minimum aktywności słonecznej.

      Usuń
    2. Nawet jeśli w tym artykule brakuje dopisania tego o czym piszesz to niestety Ty niewiele z niego zrozumiałeś.To co się w tym roku dzieje na Grenlandii,ale takze w Arktyce czy na różnych kontynentach świadczy o tym,że ocieplenie klimatu znacznie przybiera na sile i to mimo tego,iż mamy obecnie minimum aktywności słonecznej.

      Usuń
    3. 700 lat aby stopić cały lodowiec... a więc trzeba tylko 100 lat aby stopić aż 1/7 Grenlandii!

      Usuń
    4. New Eocen,ale to przy założeniu że taki 1 sierpnia byłby codziennie, a to przecież niemożliwe! Szacunki mówią o 8000-10000 lat. Tyle czasu "życia" daje się lądolodowi grenlandzkiemu. Dla Ziemi to może i mało czasu, ale dla człowieka nadal ogromnie dużo.

      Usuń
    5. Artur, to zrozumiałe, że ocieplenie klimatu przybiera na sile i będzie przybierać w związku z coraz większą koncentracją gazów cieplarnianych. Zresztą dzieje się tak nie od dziś. Szacuje się, że wymuszenie radiacyjne z tytułu emisji tychże gazów to 3W/m² (z czego na CO2 przypada 2W/m²). Logiczne, że ta niezbilansowana nadwyżka (w porównaniu do 1750 roku) przynosi globalny wzrost temperatur. To cena rozwoju naszej cywilizacji.
      Nie widzę jednak sensu, żeby topnienie lodowca grenlandzkiego miało nas jakoś zajmować, skoro przeżyje on nawet setne pokolenie po nas. Przecież to jest kompletnie bez sensu martwić się tym co za 8000 lat.

      Usuń
    6. Ja się martwię tym co jest teraz a nie tym co będzie z kilka tys.lat.Przecież piekło na ziemi dosłownie i w przenośni to my mamy już .

      Usuń
    7. Pewnie, że niemożliwe Michał, dziś, a kto wie ile będzie się topiło lodu w sierpniu za 20 lat? Może 10x więcej niż obecnie w dniu rekordowym?

      Usuń
    8. Ale to by musiało się średnio co roku topić o ponad 12% więcej, a aż takiego tempa wzrostowego nie ma i nie zakładają tego chyba nawet najczarniejsze scenariusze. Wiadomo, że kiedyś pewnie tyle będzie, choć to nie za 20 lat. Zakładając jednak, że w przyszłości nie tylko tempo topnienia, ale i wzrost temperatury i w ogóle całościowo zmiany klimatu będą zachodzić dużo szybciej niż teraz, to jaki jest sens się ekscytować obecnymi zmianami, które w porównaniu do tego co nas czeka są mega powolne?
      Można oczywiście już pisać o piekle i armageddonie, gdy np. w Wiśle jest 36 cm wody, a w Arktyce jest mało lodu, tylko jakiego repertuaru słów użyjecie jak za te x lat Wisła wyschnie całkowicie i Arktyka się stopi doszczętnie, a wszystkie zmiany będą zachodzić dużo szybciej?

      Usuń
    9. By może wtedy już nie będzie prawie życia na ziemi.Też tego nie wiesz.

      Usuń