Toplista

Ranking Blogów

piątek, 9 sierpnia 2019

Arctic News - mocarne topnienie bez wielkiego sztormu

Od co najmniej początku maja rozwój sytuacji w Arktyce nakazywał twierdzić, że w tym roku padnie rekord topnienia lodu, i 2012 znajdzie się na drugiej pozycji. Patrząc na zmiany z końca lipca i początku sierpnia, na brak silnych sztormów, czy częstego dipola arktycznego z eksportem lodu przez cieśninę Fram, należy stwierdzić, że raczej rekord wrześniowego minimum nie padnie. Ale raczej, bo sierpień trwa. W lipcu 2016 roku wszystko wskazywało na to, że wrześniowe minimum znajdzie się na trzeciej, a nawet czwartej pozycji. Znalazło się na drugiej, przebijając o włos rok 2007. 

Zobacz mapę koncentracji arktycznego lodu morskiego w kolorowej wersji.  

Zasięg i koncentracja arktycznego lodu morskiego. AMSR2, University of Bremen

Mówiąc o perspektywie takiego czy innego wrześniowego minimum zawsze posiłkujemy się tym co się zdarzyło w ciągu ostatnich tygodni i miesięcy, oraz to jak obecnie prezentuje się czapa polarna. Nie wybiegamy w przyszłość z prognozą pogody, bo do września jest daleko, a prognoza sprawdza się na 3-4 dni. Aczkolwiek, ekstremalne zderzania pogodowe, które trwają raptem 2-3 dni, każą wysuwać teorię taką czy inną, bo napędzają topnienie lodu. Jak widać na mapie czapa polarna jest dość małych rozmiarów, i wcale też nie topiła się powoli. Nawet jeśli nie padnie rekord, to to co teraz widzimy na mapie i animacji jest czymś spektakularnym, bo chociażby nie dzieje się bez presji czynników pogodowych, a nie chodzi tu o temperatury powietrza nad Oceanem Arktycznym. Animacja obok (kliknij, aby powiększyć) pokazuje zmiany zasięgu i koncentracji lodu morskiego w dniach 29 lipca - 8 sierpnia 2019. 

Zmiany tempa topnienia lodu morskiego w lipcu i na początku sierpnia 2019 roku w zestawieniu ze zmianami z 2012 i średniej z ostatnich 10 lat.   

Same temperatury nie wystarczą. Czapa polarna to nie lód na Jeziorze Czerniakowskim. Panują tu inne zasady dotyczące topnienia. Gdyby topnienie miało się opierać o tylko same temperatury, a tym bardziej o temperatury powietrza, to perspektywa zaniku lodu byłaby bliższa tym, co mówią prognozy IPCC. Te dwa wykresy pokazują, że tempo topnienia lodu w lipcu nie było powolne, kilka razy przekraczało wartości z 2012 roku. Sytuacja zaczęła zmieniać się po 20 lipca, choć przez większość czasu w dalszym ciągu tempo zmian było szybsze niż w ciągu ostatnich 10 lat. 

Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2019 roku i wyszczególnienie względem wybranych lat, oraz średniej 1981-2010. Wykres pokazuje zapis dziennych odczytów w 5-dniowej średniej. NSIDC

Tempo topnienia w sierpniu zwalnia, bo Słońce nie świeci już wysoko. aAczkolwiek w dobie globalnego ocieplenia, czego przykładem jest chociażby rok 2012, temperatury, a przede wszystkim systemy baryczne mogą utrzymać tempo topnienia z lipca. 8 sierpnia zasięg lodu morskiego według danych NSIDC wyniósł 5,53 mln km2, wciąż jeszcze pozostając na rekordowej wartości z różnicą blisko 0,1 mln km2 względem 2012 roku. Czapa polarna jest o ponad 2,3 mln km2 mniejsza od średniej 1981-2010, a więc 33%. I ta ostatnia liczba pokazuje, że nawet bez rekordu we wrześniu już teraz należy mówić o wielkich zmianach, które odcisną swoje piętno na wzorcach pogodowych w Arktyce i poza nią.  Mapa NSIDC obok ilustruje aktualne różnice w zlodzeniu arktycznych wód względem średniej 1981-2010.

Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2019 roku względem lat 2005-2018 i średnich dekadowych. JAXA

Dane JAXA pokazują z kolei, że zlodzenie Oceanu Arktycznego nie jest już rekordowe, ale w sierpniu nie zaobserwowano jak na razie spadku tempa wycofywania się lodu. Potężny sztorm, tzw GAC 2012 pozwolił na utrzymanie tempa topnienia z lipca. Według naukowców, to nie on stał się przyczyną rekordowych roztopów. Podbił jedynie stawkę, której prawdopodobnie nie przebije ten rok. Według naukowców badających Arktykę, i tak 2012 rok byłby rekordowy, ale bez sztormu rekord ten nie byłby tak spektakularny. Zarówno mapa NSIDC powyżej, jak i JAXA obok pokazują, że i bez tego zmiany w tym roku są kolosalne. To największe topnienie od 2012 roku. To nie jest słaby sezon topnienia, a już teraz odczuwamy jego skutki. Przykładowo w zachodniej części Rosji padło kilka rekordów zimna, a na Syberii lato trwa w najlepsze i wciąż płoną ogromne połacie tajgi

Powierzchnia lodu morskiego w 2019 roku względem wybranych lat. Dane NSIDC, wykres Nico Sun

Na rekordowe topnienie w 2012 roku pracowały ekstrema pogodowe z maja i czerwca, i z dwóch poprzednich lat. Pokazuje to powyższy wykres. Teraz lód ma 3,56 mln km2, i doszło nawet do przyrostu, w 2012 roku było to już 3,14 mln km2. Tempo jego topnienia spowalnia, bo dzień polarny powoli zbliża się do końca. Lód morski we wrześniu będzie miał mniejszą powierzchnię niż 2016 roku, bo tegoroczne topnienie koniec końców rozpędu nabrało. A warto podkreślić to, że nie wiemy jak będzie kształtować się pogoda w kolejnych tygodniach. Kto wie, czy warunku pogodowe nie sprawią jakieś niespodzianki w drugiej połowie sierpnia i we wrześniu. Przykładem jest rok 2016, kiedy to pod koniec sierpnia pojawił się dodatni dipol arktyczny i kilka dni tego zjawiska przyczyniło się do przebicia roku 2007. Mapa obok przedstawia odchylenia powierzchni lodu morskiego względem średniej 2007-2016.

Zmiany powierzchni lodu morskiego na poszczególnych akwenach. Wipneus, dane AMSR2, University of Hamburg

Wykresy z NSIDC i JAXA pokazują zmianę całości. Ale jeśli spojrzymy na zestawienie regionalne i jeszcze raz na mapę AMSR2 Uniwersytetu z Bremy, to brak rekordu we wrześniu jeśli już będzie miał miejsce, to w dość wątpliwych okolicznościach. Chodzi o lód po stronie Oceanu Atlantyckiego - jest go więcej niż w 2012 roku. Część Morza Barentsa jest wciąż zamarznięta. Duża jego powierzchnia w Basenie Arktycznym dotyczy właśnie części atlantyckiej. Sytuacja po stronie pacyficznej wygląda inaczej, a na Morzu Beauforta powierzchnia lodu jest nieznacznie większa niż w 2012 roku.

 Odchylenia temperatur od średniej 1981-2010 na półkuli północnej w dniach 29 lipca - 7 sierpnia w latach 2007-2019. NOAA/ESRL

Koniec lipca i pierwsze dni sierpnia nie były już tak ciepłe w czerwcu i w pierwszej połowie lipca, ale były. Niewątpliwie temperatury są wysokie, ich rola w topnienie już duża. Tam gdzie stopił się lód czyli nad Morzem Czukockim i Wschodniosyberyjskim było zimniej niż zwykle, podobnie jak wzdłuż wybrzeży Alaski. Wysokie temperatury utrzymywały się tam, gdzie lód wciąż się topi. To przesłanka mówiąca o tym, że rekord wrześniowego minimum nie jest całkiem przekreślony. W sierpniu temperatury zaczynają już spadać. Napływ ciepła z zewnątrz sprawia, że spadają one wolniej niż powinny, więc dodatnie anomalie się utrzymują, dzięki czemu woda powyżej 70oN nie wychładza się zbytnio, gdy jej energia cieplna jest zużywana na topnienie lodu. Adwekcja pozwala utrzymać jej ciepło, co zobaczymy na poniższych mapach. Animacja obok pokazuje, że choć rozpoczęły się spadki temperatur nad czapą polarną, to ciepło wciąż docierało nad Ocean Arktyczny. 


 Zmiany średnich temperatur wokół bieguna północnego (80-90oN) w 2019 roku względem średnich z poszczególnych dekad. DMI, grafika Nico Sun

Na tym wykresie możemy zauważyć, że rozpoczął się już spadek temperatur wokół bieguna północnego, co jest związane z wysokością Słońca nad linią horyzontu. Biorąc pod uwagę temperatury, oraz to, że rekord może nie paść, należy wziąć pod uwagę inną sprawę. Z racji tego, że lodu i tak jest mało, a już teraz wyższe niż zwykle temperatury zaburzają działanie prądu strumieniowego, to może dojść do niekorzystnych zmian, które podtrzymają topnienie. Zmian, które mogą uniemożliwić rozpoczęcie sezonu zamarzania w pierwszej połowie września, a nawet przed samą równonocą. Odpowiedzialne za to będą silne adwekcje ciepła z racji meandrowania prądu strumieniowego. My będziemy mieli fatalny koniec lata, i pewnie też początek jesieni (choć nie wiadmo, czy my), a do Arktyki będzie docierać ciepło, które utrzyma wysokie temperatury wód, nie pozwalając im na wychłodzenie się. Temperatury nad czapą polarną spadają już do -1oC, ale tam gdzie lodu nie ma, wynoszą zero lub wartość tą przekraczają w sposób znaczny. 



Odchylenia temperatur od średniej 1958-2002 powierzchni arktycznych wód dla 8 sierpnia w latach 2014-2019. DMI

Należy spodziewać się, że utrzymane zostaną wysokie temperatur wód. Do tego poza samą adwekcją ciepła jeszcze dodajmy fakt pożarów lasów. O ile rola zmiany albedo będzie się zmniejszać, bo Słońce świeci coraz niżej, to w grę wchodzi właściwość sadzy. Sadza z jednej strony zatrzymuje promieniowanie słoneczne docierające do powierzchni Ziemi, ale też pochłania ciepło atmosferyczne. Pożary niosą sadzę, a wraz z nią ciepło z południa. To spowoduje, że temperatury nad jakąś większą częścią Oceanu Arktycznego tak łatwo nie spadną. A jak pokazuje zestawienie map, ten rok ma czym się pochwalić. Temperatury Morza Łaptiewów są co najmniej 4oC wyższe niż być powinny, woda ma tam około 8-9oC. Na Morzu Czukockim jest podobnie. Animacja zaś pokazuje, że anomalie rosną, bo napływ ciepła uzupełnia straty energii wody. Ten sezon jest wyjątkowy pod tym względem, i możemy sobie pomyśleć, co by było gdyby pojawił się solidny system baryczny dipola, z eksportem lodu przez cieśninę Fram. Albo sztorm taki jak w 2012 roku. To byłaby w tych okolicznościach prawdziwa katastrofa. 


Grubość lodu morskiego w latach 2013-2019 dla 8 sierpnia. Naval Research Laboratory, Global HYCOM 

Gruby lód już nie istnieje, chyba, że mamy na myśli pak lodowy o grubości niecałych dwóch metrów, który powinien przetrwać sezon roztopów (chyba). Jak więc grubość lodu ma się do perspektywy wrześniowego minimum? Fatalnie, i tylko spokój w pogodzie, brak sztormów, brak dipola arktycznego z eksportem lodu jest w tanie ten lód uratować. Woda morska jest ciepła, ciepło atmosferyczne będzie wciąż docierać z południa przez co lód będzie topić się od spodu. Dipola czy sztormów na horyzoncie nie widać. Czyli to co będzie chronić Arktykę przed rekordem, to łaskawe systemy baryczne, kontynuacja tego, co było w czerwcu i lipcu, gdzie dipol pojawiał się i owszem, ale nie miał agresywnej postaci tak jak w 2007 i 2012 roku.

Pokruszony lód na Morzu Beauforta 8 sierpnia 2019 roku. NASA Worldview


Pokruszony lód w Basenie Arktycznym od strony Morza Łaptiewów. NASA Worldview
 
Nawet jeśli nie padnie rekord, to czapa polarna skurczy się poniżej 4 mln km2, a już teraz ma przecież 5,5 mln km2, a do końca sezonu topnienia został ponad miesiąc. Z kolei przesłanką, poza informacjami dotyczącymi temperatur wód i atmosfery jest stan lodu. I nie chodzi o dane HYCOM, ale o to, co widać na zdjęciach satelitarnych. Na drugim zdjęciu widzimy wizualizację lodu w Basenie Arktycznym blisko bieguna północnego w większym kontraście. Jego stan jest okropny, a pamiętajmy, że na ogół pogoda była spokojna. Lipcowe sztormy były krótkie i słabe. 

Podsumowując to wszystko możemy stwierdzić, że to co jest pewne, to fakt iż 2016 rok znajdzie się na drugim miejscu, a 2007 na trzecim. Liderem najprawdopodobniej zostanie rok 2012.  Ale ten rok może być tym, czym były lata 2010 i 2011 - czasem przygotowań do naprawdę wielkiego topnienia. 

Zobacz także:
  • Arctic News - wrota do rekordowych roztopów są uchylone, sobota, 20 lipca 2019 Po 10 lipca wzorce pogodowe w Arktyce zaczęły się zmieniać, (patrz animacja obok). Ośrodki wysokiego ciśnienia ustąpiły miejsca niżom i jak na razie dość słabym sztormom. Taka sytuacja nie przełożyła się jeszcze na spowolnienie tempa wycofywania się lodu morskiego i jego topnienia. Wyścig z rekordowym 2012 rokiem trwa. Wynik nie jest znany, ale już teraz można śmiało stwierdzić, że ten sezon roztopów zapisze się jako spektakularny.



23 komentarze:

  1. Czyli jak ktoś się cieszył z tego ,że lodu jest mało i topnienie prawie rekordowe zapewne jeszcze bardziej się ucieszy,jak końcówka lata rzeczywiście u nas będzie fatalna .😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to znaczy fatalna? Deszcz i chłód latem da się spokojnie przeżyć. Jest zielono, dzień długi. Najgorsza i najbardziej beznadziejna to jest zima z trującym smogiem, wiecznym stratusem i ciemnościami. Brak świeżych owoców i warzyw, brak energii, pogoda nie nadająca się na wypoczynek na zewnątrz. To wszystko męczy i osłabia. Zima to samo zło. Ta pora roku jest tragiczna pod każdym względem.

      Usuń
    2. Takie zimy jak ostatnie i w dodatku w mieście to faktycznie nic przyjemnego. Ale ja uwielbialem zimy. Takie prawdziwe ze śniegiem i mrozem. Oby w końcu taka do nas zawitała. Bo teoretycznie jeszcze może. Choćby jak w 2013 taka chociaż...

      Usuń
    3. Ja to w ogóle poddaję w wątpliwość sens istnienia zimy, bo ona ani człowiekowi, ani światowi przyrody nie jest do niczego potrzebna. Fakt że poza miastem jest zawsze piękniej. Jednak bujny las w maju czy latem wygląda też o wiele piękniej niż zimowy, martwy i przysypany śniegiem las.

      Usuń
  2. Czy gdyby udało się osiągnąć niezwykle ambitny cel i nie dopuścić do podniesienia średniej globalnej temperatury znacząco powyżej 1,5 stopnia względem przedprzem. wystarczyłoby to aby zapobiec całkowitemu zanikowi pokrywy lodowej? Chyba nie co? Raczej jest to już nieuniknione. Trzeba będzie tak czy siak zaadaptować się do wszystkich anomali z tym związanych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Dlaczego? W latach 2005-2012 świat był cieplejszy o 0,7oC i w 2012 roku padł rekord 3,4 mln km2 (NSIDC). Teraz świat jest cieplejszy o 0,9oC (lata 2013-2019). Rekord nie padł, bo nadmierne topnienie spowodowało zwiększenie wilgoci w atmosferze. Ale w następstwie wzrostu temperatur o około 0,2oC w latach 2013-2018, to w latach 2020-2012 padnie nowy rekord - około 2,6 mln km2. W latach 2020-2024 będzie świat cieplejszy o 1,1oC, w wyniku czego padnie kolejny rekord - poniżej 2 mln km2, przy świecie cieplejszym o 1,2-1,4oC (temperatura dwukrotnie wyższa niż w latach 2005-2012) lodu już nie będzie - we wrześniu. Utrzymanie tej temperatury, a potem jej obniżenie, co jest nie możliwe przy tak dużej ilość CO2 spowodowałoby, że lód nie znikałby pod koniec sierpnia. Świat cieplejszy o 1,4oC będzie za jakieś 10 lat.

      Oczywiście te liczby nie są wynikiem obliczem, ale bardziej obserwacji tego co było dotychczas. Ale naukowcy ogólnie mówią, że świat cieplejszy o ponad 1oC oznacza koniec letniej pokrywy lodowej. Z kolei Wadhams i Beckiwth straszyli, bo nie przewidzieli tego efektu demona, no, czyli tego, że nadmierne roztopy prowadzą do wzrostu wilgoci w atmosferze i wygładzenia krzywej spadkowej.

      Nie da się zatrzymać wzrostu poniżej 1,5oC. To fizycznie nie możliwe. CO2 musiałyby jak sadza.

      Usuń
    2. Oczywiście lód może zniknąć nawet już przy obecnych temperaturach. Wystarczy porządny dipol arktyczny i eksport lodu.

      Usuń
    3. Cóż. Nie chce się powtarzać i zanudzac, ale dla mnie (Z całą pokora wobec raportów IPCC) wydaje się pewne że już 1,5 stopnia jest nierealne. Zresztą sam ten raport wspomina o "innych" metodach niż samo ograniczanie emisji CO2. Jest taki aby dac jeszcze nadzieję żeby dalej próbować.
      Już jako dziecko w latach 90' interesowałem się zmianami klimatu. Nie było wtedy Internetu więc ciężko było o taki dostęp do wiedzy jak teraz. Sądziłem że jednak skoro jest to taki realny problem to wladze różnych krajów się tym w końcu zajmą. Jak np USA. Dopiero od kilku lat na poważnie zaczyna się przebijać to do zbiorowej świadomości... przespano czas na samo ograniczanie emisji.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. *zaniku pokrywy lodowej w okresie lata

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzeba się adoptować. Nie wierzę w 1,5 st. Kupujcie górskie hacjendy póki nie kosztują krocie. U mnie mimo wszystko pada częściej niż na nizinach a i temperatury na północnym zboczu znośne.
    Co do Arktyki to zasięg obecny jak w 2012 ale za to grubość lodu... bez komentarza :-/. Teraz pozostaje czekać na rok z solidnym sztormem, który wywieje tą letnią breję na Atlantyk. Nadzieją jest jeszcze utrzymanie w przyszłości (po obecnym załamaniu) działania Efektu Demona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety New Eocen ale nie wszyscy pomieszczą sie w górach ... jest wiele osób które też będą na "swojej ziemi" do końca chodz będzie już przypominać wypalony step, ale za mocno są z nie związani żeby porzucić.

      Usuń
    2. Uciekanie w góry przed kilkunastoma upalnymi dniami w roku jest pozbawione sensu, zwłaszcza jak nie mieszka się w betonowej, miejskiej pustyni, tylko na wsi... I żeby w zamian zmagać się z kilkoma miesiącami zasp śnieżnych i zagrożeniem lawinowym? Lepiej już sobie kupić działkę za miastem, najlepiej gdzieś nad wodą.

      Usuń
    3. Nawet i 2 stopnie jest już kompletnie nierealne przy obecnym stężeniu C02. Wystarczy sięgnąć do historii i zobaczyć jaki klimat panował w miocenie przy podobnym stężeniu, tyle że długoterminowo. To jest mniej więcej cel, do którego zmierzamy.

      Usuń
    4. Gdyby nie klimatyzacja a właściwie prąd umożliwiający nam jej użycie to w tych kluczowych kilkunastu dniach zmarłyby setki tysiące mieszkańców Europy. Jeden rozbłysk na Słońcu i przeciążenie sieci energetycznej i mamy apokalipsę. Jak jesteśmy jako cywilizacja na takie rzeczy przygotowani pokazał huragan Katrina. Wierz mi, że na północnym zboczu góry będzie wówczas bardzo bezpieczne. A śnieg nie taki straszny. Trzeba mieć tylko zapas opału, paliwa i jedzenia w piwnicy.

      Usuń
    5. New Eocen a pomyślałeś ile by zmarło osób bez ogrzewania w okresie od listopada do marca? Kij ma dwa końce upalnych dni jest średnio kilka do kilkunastu temperatur ujemnych znacznie więcej nawet w ciepłą zimę

      Usuń
    6. Od temperatury ujemnej minus 1 się nie zamarza.Jak już porównujesz ilośc dni upalnych powyzej 30 stopni to porównaj je z iloscia dni mroźnych minus 30.A nie zestawiasz dzień minus 1 z upałem 31'

      Usuń
    7. Niestety Arturze,ale Ty to chyba przesadzasz z wiarą,w globalne ocieplenie.

      Rozumiem,że się ociepla,ale aż tak bardzo, jak myślisz- problemem numer 1 w Polsce nie są upały,tylko susza.

      Nasza stolica jest z tego co wiem,17 z najzimniejszych ,na świecie.Tak więc ,u nas to chyba akurat ,więcej ludzi zamarza w zimie,aniżeli ulega,przegrzaniu w lecie.

      Nie potrzeba przy tym minus 30,by zamarznąć,gdy jest się bezdomnym,i do tego pijanym.

      Pozdrawiam.

      Usuń
    8. Arek, porównaj sobie wartości opadów następnie temperatury a potem wilgotność powietrza dla jakiejkolwiek miejscowości a następnie wyciągnij wnioski.

      Usuń
    9. Oczywiście, że zima w Polsce jest nie do obrony. Nawet podczas najcieplejszych zim emitujemy więcej dwutlenku węgla niż podczas największych upałów latem. Czyli do ocieplenia klimatu przyczyniamy się bardziej przez ogrzewanie zimą niż ochładzanie latem. Być może na południu Europy jest na odwrót. Oczywiście zimą dochodzi jeszcze kwestia oświetlenia. No i zimą niestety nie da się z reguły zastąpić samochodu rowerem... Poza tym zimą nie ma na drzewach liści, które by pochłaniały dwutlenek węgla.
      Trzeba też zauważyć, że holocen jest bardzo zimnym okresem w dziejach Ziemi, a powierzchnia Ziemi nie nadająca się do zamieszkania i rozwoju rolnictwa przez pokrycie lądolodem lub wieczną zmarzliną zdecydowanie przeważa nad pustyniami. Można też porównać powierzchnię Antarktydy, gdzie jest za zimno, aby żyć z miejscami na Ziemi, w których temperatura mokrego termometru przekracza 35 stopni. Nie ma póki co takich miejsc... Chyba jedynym skrawkiem Ziemi nie nadającym się do życia z tytułu zbyt wysokiej temperatury jest Dolina Śmierci w USA.
      Mówiąc o ociepleniu klimatu warto mieć na uwadze z jakiego punktu startujemy, że chłód obecnie zabiera nam zdecydowanie więcej niż ciepło i że holocen to lodownia na tle całej historii Ziemii.

      Usuń
    10. Tak Michał ale stan obecny jest jedynie sprawą przejściową. Od tego momentu zacznie przybywać dni i obszarów z temperaturą mokrego termometru powyżej wytrzymałości człowieka.

      Usuń
  5. Zasięg lodu nawet nieznacznie urósł wg NSIDC, jakby cienki lód znowu się pofragmentował. Stawiam na to, że to lód na północ od morza Łaptiewów został w kawałkach.

    OdpowiedzUsuń