czwartek, 10 grudnia 2015

Koniec złudnej nadziei, próg 2 stopnie zostanie przekroczony

Ziemia ma już atmosferą niemal tak ciepłą, jak w czasie interglacjału eemskiego, 120 tysięcy lat temu. Temperatura szczytowa przekraczała wartość obecną o zaledwie parę dziesiątych stopnia. Trwało wówczas intensywne topnienie, nieprzerwanie szalały ekstremalne burze generujące 30-metrowe fale na oceanach świata, zaś poziom morza był wyższy od obecnego o 5-9 metrów. Pod wieloma względami sytuacja dzisiejsza prezentuje się znacznie gorzej niż wtedy. Tempo zmian jest szybkie, a emisje dwutlenku węgla są o rząd wielkości szybsze niż w czasie największych masowych wymierań spowodowanych przez zmianę klimatu w historii planety. El Niño osiągnęło rekordowe wartości, czego przyczyną jest globalne ocieplenie. Na Ziemi nie ma zbyt wielu zimnych miejsc, co pokazuje poniższa mapa.


Odchylenia temperatur od średniej 1979-2000 na Ziemi 10 grudnia 2015 r. Climate Reanalyzer

Ameryka Północna, Południowa, Europa, czy Azja - wszędzie jest mniej lub bardziej cieplej w stosunku do różnych okresów bazowych podawanych przez instytucje naukowe. Żyjemy już teraz na planecie cieplejszej o 1oC. Są tego konsekwencje. Każdego tygodnia dowiadujemy się o klęskach związanych z ocieplającym się klimatem. Nie ma sensu mówić już, że kiedyś też były wichury, czy powodzie. Fakt, że były. Ale, w raporcie Europejskich Akademii Nauk o ekstremalnych zjawiskach pogodowych w Europie jest mowa, że od lat osiemdziesiątych częstość występowania katastrof związanych z pogodą wzrosła o 70% w Europie i o około 100% na świecie.

Wielka Brytania po raz kolejny zmaga się z serią niszczycielskich powodzi i wichur. W wyniku ataku orkanu Desmond spadło 341 litrów deszczu na metr kwadratowy. A zima dopiero się zaczyna. Wichury na początku grudnia w Niemczech spowodowały liczne zniszczenia, wystąpiły lokalne podtopienia. Ze względów bezpieczeństwa  uchodźców przeniesiono namiotów do szkół. Także Stany Zjednoczone zmagają się z burzami, powodziami i silnym wiatrem, czego skutkiem są liczne zniszczenia i dramat wielu ludzi. Silne nawałnice przeszły m.in. nad Oregonem. Wszystko to działo się w przeciągu ostatnich 10 dni, w 2015 roku - najcieplejszym w historii pomiarów. 

Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2015 roku na tle ostatnich lat. NSIDC

Tymczasem czapa polarna Arktyki rośnie, ale tempo przyrostu zwalnia. Zasięg lodu jest praktycznie taki sam, jak w rekordowym 2012 roku. Mapa obok pokazuje, że granica lodu na Morzu Barentsa znajduje się znacznie dalej na północ niż miało to miejsce jeszcze kilkanaście lat temu. Zasięg arktycznego lodu morskiego jest piątym najmniejszym w historii pomiarów. Czapa polarna jest średnio o 1 mln km2 mniejsza niż w latach 80. i 90. XX wieku. Te dodatkowe 1 mln km2 powierzchni wolnej od lodu, to obszar, który latem pochłonie ciepło. Amplifikacja arktyczna prowadzi do załamania wzorców pogodowych na półkuli północnej. 


Zmiany ilości CO2 w atmosferze w ciągu ostatnich 800 tysięcy lat, oraz obecne stężenie. Scripps Institution of Oceanograpfy

Negocjacje klimatyczne w ramach COP 21 w Paryżu nie mają sensu. Jest już za późno, czas na działanie był w XX wieku, a nie teraz. Ilość CO2 jaką człowiek wpuścił do atmosfery w ciągu ostatnich 200 lat jest nie tylko większa niż w czasie interglacjału eemskiego. Jest większa niż w pliocenie. Takie wartości istniały na Ziemi 5-15 mln lat temu. W tamtych czasach nie było ludzi na Ziemi, świat był zupełnie inny niż dziś. CO2 to nie sadza, czy inne zanieczyszczenie, które znika po kilku miesiącach. Temperatura wymuszona sięga, a nawet możliwe, że już przekracza 2oC. "Wyniki naszego badania pokazują, że nie istnieje bezpieczny limit i już teraz pojawia się wiele nagłych zmian przy poziomie globalnego ocieplenia znacznie niższym od 2oC.” - Prof. Sybren Drijfhout z Uniwersytetu Southampton, główny autor badania opublikowanego w październiku 2015 przez Proceedings of the National Academy of Sciences

Te słynne 2oC to tylko cel o czysto politycznym charakterze. Nie opiera się na ustaleniach naukowych. Ostatnie analizy i obserwacje potwierdzają słuszność licznych badań, które na przestrzeni dekad wykazały, iż skok temperatury Ziemi o 1oC powyżej wartości bazowej uruchomi dodatnie sprzężenia zwrotne. To już się dzieje od kilku lat. Mamy bezprecedensowe topnienie lodu w Arktyce, pożary tajgi widziane z orbity okołoziemskiej, erupcje metanu z destabilizujących się już hydratów. I w końcu liczne ekstrema pogodowe.  


 Mapa Gdańska z naniesioną nową linią brzegową po wzroście poziomu wody zaledwie o 1 metr.

Być może uda nam się uniknąć scenariusza PETM 2, gdzie poziom oceanów rośnie o 75 metrów. W świecie, gdzie znikają wszystkie miasta nadbrzeżne, a Warszawa staje się miastem portowym. To świat w którym nie ma lodu na Ziemi, a strefy klimatu tropikalnego sięgają znacznie dalej na północ niż ma to miejsce dziś. To w końcu świat w którym mordercze fale upałów są niczym niezwykłym, nawet na obszarach leżących blisko koła polarnego. Trudno w to uwierzyć, ale jeśli coś już się kiedyś zdarzyło, i są podstawy fizyczne by znów się zdarzyło, to się zdarzy. Ludzkość uruchamia te mechanizmy, a prawa rządzące światem to zrobią. Wzrost temperatury o 6-10oC na tej planecie jest możliwy i możliwe jest masowe wymieranie gatunków. Tego scenariusza powinno się dać uniknąć, ale tylko przy szybkim wycofaniu paliw kopalnych, bo obecne trendy nie rokują nic innego jak tylko usmażenie planety - gdzie ludzkość idąc na łatwiznę spala wszystkie lub prawie wszystkie paliwa kopalne, które gromadziły pod powierzchnią ziemi przez miliony lat. My to wszystko puszczamy z dymem w przeciągu paruset lat. Czy w takiej sytuacji w ogóle jest sens mówić o "bezpiecznych emisjach" CO2

Zobacz także:

niedziela, 6 grudnia 2015

PIOMAS (30 listopada 2015) - stagnacja nie oznacza końca

Dzięki stabilnemu przyrostowi arktycznego lodu morskiego w listopadzie, jego ilość nie spadła w stosunku do ostatnich lat. Objętość lodu wciąż jest niemal taka sama jak w 2013 roku. Mimo to, na tle ostatnich trzech dziesięcioleci lodu w Arktyce jest zdecydowanie mniej.

Objętość lodu w Arktyce w 2015 roku na tle ostatnich lat. PIOMAS

Dane PIOMAS pokazują, że 30 listopada ilość lodu w Arktyce liczyła 12 tysięcy km3, jest to szósta najmniejsza w historii pomiarów objętość lodu morskiego dla 30 listopada. Tak samo jest w przypadku średniej dla całego miesiąca. Objętość lodu w stosunku do 2013 roku nieznacznie się zwiększyła od 31 października. Wciąż pozostaje praktycznie taka sama. Dużo więcej w Arktyce było lodu w 2014 roku i tu także zmiany w ciągu ostatnich 30 dni były niewielkie. Wykres obok pokazuje wyszczególnienie dla okresu październik-grudzień. Rekordzistą pozostaje niezmiennie rok 2012 - 10,1 tys. km3.

Spadek ilości lodu w Arktyce dla listopada w latach 1979 -2015. PIOMAS

Sytuacja od końca października w sumie się nie zmieniła. W związku z dosyć szybkim przyrostem lodu w listopadzie nie jest to wcale dobra wiadomość. Wszelkie negatywne zmiany, głównie w postaci częstego dipola arktycznego mogłyby spowodować, że objętość arktycznego lodu morskiego byłaby mniejsza. Tak się nie stało i z tego tytułu jest stagnacja. Wykres o góry przedstawia zmiany ilości lodu dla listopada i wieloletni trend spadkowy. W poprzednim raporcie była mowa, że dla października wieloletni trend pokazuje koniec lodu w Arktyce w październiku w niedługim czasie, bo w roku 2024 roku. Oczywiście wszystko wedle trendu, ale trendu, który jest i był i będzie korygowany przez fluktuacje, jak ta z 2013 i 2014 roku. Z kolei we wrześniu Arktyka może być wolna od lodu nawet jeszcze w tej dekadzie. A jak jest w przypadku listopada? Wieloletni trend spadkowy wyznacza datę 2049 roku. Wtedy w listopadzie Ocean Arktyczny będzie pozbawiony lodu. No i ten wykres obejmuje trend uwzględniający lata ubiegłego wieku, więc datę z 2049 roku należy przysunąć przynajmniej do 2040 roku.

Wolny, lub niemal całkowicie wolny od lodu Ocean Arktyczny, to perspektywa raczej odległych lat. Tak mówiono w latach 2005-2010. A jak jest teraz?

Połowa wieku to odległa, ale bardzo pesymistyczna perspektywa. Naukowcy nurtu głównego nie przewidują końca czapy polarnej w przeciągu najbliższych 10 czy nawet 20 lat. Bardziej mówi się o połowie wieku. Tymczasem, jeśli dotychczasowe trendy się utrzymają, to za kilka lat może dojść do sytuacji, kiedy w ogóle zniknie cały lód. A za 30 lat pak lodowy będzie mógł formować się dopiero w grudniu. Jest jednak coś, czego naukowcy, szczególnie ci z IPCC mogą nie być pewni. Ile czasu zajmie wydłużenie okresu, kiedy Arktyka będzie wolna od lodu w czasie wrześniowego minimum? Ile dla dwóch, ile dla trzech miesięcy, a ile dla pół roku i w końcu sytuacji, kiedy w Arktyce już w ogóle nie będzie warunków, by Ocean Arktyczny mógł zamarzać? Tak, czy inaczej do tego dojdzie. 10 mln lat temu, kiedy ilość CO2 była taka sama jak dziś lód w Arktyce nie istniał w ogóle. Czapa polarna na biegunie północnym powstała jako ostatnia, kiedy klimat na Ziemi ochładzał się stopniowo przez ostatnie 50 mln lat.  

Zobacz także:

czwartek, 3 grudnia 2015

Listopad 2015 - szybkie zamarzanie jest niewystarczające

Tempo wzrostu zasięgu arktycznego lodu morskiego w listopadzie było szybkie. To nie zmieniło sytuacji w Arktyce. Nawet szybki przyrost lodu jesienią nie jest w stanie nadrobić tego, co zostało stracone latem. Lód szybko topnieje, bo rośnie temperatura na Ziemi. Poza tym, zimą tempo przyrostu może gwałtownie spaść. Co więcej, duży zasięg lodu zimą nie oznacza, że trend został przełamany i, że nadchodzi zmiana odwrotna od dotychczasowej. Zimą i potem w marcu 2012 roku zasięg lodu w Arktyce był imponujący. Tej zimy też może tak być.

Średni zasięg arktycznej pokrywy lodowej w listopadzie 2015 roku. Fioletowa linia pokazuje średni zasięg lodu dla okresu 1981-2010 dla listopada. Sea Ice Index - NSIDC

W listopadzie, podobnie jak w październiku Ocean Arktyczny zamarzał szybko, lecz to w niewielkim stopniu wpłynęło na stan czapy polarnej. Żeby lód w Arktyce wrócił do stanu z XX wieku, potrzebnych jest kilka chłodnych lat. Po dwóch latach przyrostu (2013 i 2014) wystarczył jeden rok, by ponownie zasięg lodu spadł we wrześnie znacznie poniżej 5 mln km2, a objętość zbliżyła się do tej z rekordowych sezonów topnienia. Pomimo szybkiego zamarzania, jak pokazuje mapa - Morze Czukockie było wolne od lodu, a powinno w listopadzie zamarzać. Nawet teraz, na początku grudnia Morze Czukockie nie jest całkowicie zamarznięte. To samo dotyczy Morza Karskiego. Morze Barentsa także powinno być w północnej części zamarznięte, a tak nie jest.
Zmiany zasięgu arktycznego lodu morskiego w 2015 roku na tle ostatnich lat.

Średni zasięg arktycznego lodu morskiego w listopadzie wyniósł 10,06 mln km2, tym samym był szóstym najmniejszym w historii pomiarów. Mimo tego wyniku rozmiary czapy polarnej są znacznie mniejsze niż 20-30 lat temu. W stosunku do średniej 1981-2010 jest to 0,91 mln km2 mniejszy zasięg. Rekordzistą dla listopada nie jest rok 2012, lecz 2006.

Odchylenia temperatur (po lewej) i ciśnienia atmosferycznego (po prawej) w Arktyce dla listopada 2015 r.

Nad niemal całym Oceanem Arktycznym w listopadzie temperatury były wyższe niż wynosi średnia. Jest to związane z nadmiernymi roztopami latem i anomaliami prądu strumieniowego. Rozległe euroazjatyckie wyże, oraz niskie ciśnienie nad Oceanem Arktycznym przyczyniły się do znacznego wzrostu temperatur, szczególnie w rejonie Morza Barentsa, Karskiego i części O. Arktycznego na północ od M. Barentsa. Wraz z postępem topnienia lodu latem anomalie temperatur zimą w Arktyce będą jeszcze większe, co odbije się na wzorcach pogodowych w średnich szerokościach geograficznych. Prawdopodobny brak zimy w Polsce 2015/16 jest rezultatem tzw. amplifikacji arktycznej, czyli nasilonego wzrostu temperatur w strefie polarnej, co przekłada się na zmiany wzorców pogodowych, m.in. w Polsce. Oczywiście nie znaczy to, że zimy w Polsce nie będzie, prognozy mogą się mylić. Jednak obecne zmiany w pogodzie sugerują, że nawet jeśli będziemy mieć termiczną zimę to prawdopodobnie tylko przez 2-3 tygodnie. Bez względu na to 2015 rok będzie najcieplejszym w historii pomiarów. 

Spadek zasięgu arktycznego lodu morskiego dla miesiąca listopada. 

Dekadowe tempo spadku arktycznego lodu morskiego dla listopada 2015 wyniosło 4,7%. Dzienny przyrost lodu w listopadzie liczył 29,8 tys. km2. Z punktu widzenie obecnego trendu dla listopada widmo wolnej od lodu Arktyki w listopadzie jest raczej odległe, ale inaczej wygląda to w przypadku letnich miesięcy, o czym była mowa już wcześniej.

A jak widzi  tę sytuację IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu)? IPCC to nie panikarze, lecz konserwatyści i nazbyt ostrożnych poglądach. 

Scenariusze spadku zasięgu lodu w Arktyce w czasie wrześniowego minimum w oparciu o scenariusze emisji CO2 do atmosfery. J. Stroeve and A. Barrett, National Snow and Ice Data Center

IPCC w swoich prognozach zakłada, że jeszcze przez kilka dekad czapa polarna nie stopnieje całkowicie we wrześniu. Według najczarniejszego scenariusza stanie się to dopiero w drugiej połowie tego wieku. Tymczasem w ciągu 20 lat pokrywa lodowa została zredukowana o połowę. IPCC nie docenia wagi dodatnich sprzężeń zwrotnych, jak emisje metanu z wiecznej zmarzliny, czy pożary tajgi. Te zjawiska przyspieszają wzrost temperatur na Ziemi, a ostatnie wyniki obserwacji pokazują, że świat jest już cieplejszy o 1oC. 

Te przedstawione na wykresie scenariusze zostały oparte o prognozowane emisje CO2 . Tyle tylko, że 400 ppm to świat bez lodu na półkuli północnej. Nawet gdybyśmy wyłączyli cywilizację, to i tak nim dojdzie do zredukowania CO2 w atmosferze, przez coraz bardziej zakwaszające się oceany, to temperatura zdąży wzrosnąć o ponad 2oC. Szczególnie, że wraz z redukcją emisji spalin wyeliminowane zostaną aerozole siarkowe i sadza. Poważna redukcja spalin oznacza wzrost temperatur o 1oC

Na podstawie: National Snow and Ice Data Center

Zobacz także:

niedziela, 29 listopada 2015

Arctic News - ziejący ogniem

Czapa polarna w Arktyce rośnie, ale jej zasięg i powierzchnia są znacznie mniejsze niż jeszcze kilkanaście lat temu. Tymczasem El Nino umacnia się stając się już teraz rekordowym pod względem temperatur. Będzie to nieść za sobą poważne konsekwencje, zwłaszcza że obecna siła El Niño wiąże się z globalnym ociepleniem. Ostatnie 10 miesięcy czyni 2015 rok najcieplejszym w historii pomiarów. Wartości temperatur osiągnęły połowę drogi do 2oC - granicy bezpieczeństwa za którą globalnego ocieplenia już nie da się powstrzymać. Ale czy w ogóle można mówić o powstrzymaniu zmian skoro koncentracja CO2 odpowiada tej z pliocenu? Za 10 lat ilość CO2 osiągnie wartości typowe dla miocenu. Nawet wypełniając postanowienia z COP21 ludzkość wprowadzi do atmosfery ilości CO2 podobne do tych, jakie występowały w eocenie. A dotychczasowe zmiany mogą okazać się już nie do powstrzymania i Ziemia ogrzeje się o ponad 2oC.

Zasięg i koncentracja arktycznego lodu morskiego. AMSR2 Uni Bremen

Świat z czasów 450-500 ppm to świat bez lodu na Ziemi, z poziomem oceanów wyższym o 75 metrów. Oczywiście poziom oceanów nie wzrośnie o tę wartość od razu, ale kiedy zadziałają mechanizmy prowadzące do tych zmian, to nie będziemy mogli tego już powstrzymać. 

Kliknij, aby zobaczyć mapę koncentracji w kolorowej wersji. 

Zmiany zasięgu arktycznego lodu morskiego między 14 a 28 listopada 2015 roku. Kliknij, aby powiększyć

Część akwenów arktycznych zamarza dość szybko, ale są takie, które zamarzają bardzo powoli jak np. Morze Czukockie i w dalszej kolejności Morze Beringa.
Zasięg arktycznego lodu morskiego w 2015 roku na tle 2012 roku i wyszczególnienie na tle ostatnich lat. NSIDC

Przyrost zasięgu lodu w listopadzie jest dość szybki, jednocześnie pojawiają się sytuacje, gdzie rozrost lodu na Oceanie Arktycznym ulega krótkotrwałemu spowolnieniu, czasem wręcz zatrzymaniu. Nie jest to przejaw skutków globalnego ocieplenia, chyba, że dochodzi do znacznego, trwającego kilkanaście dni spowolnienia. Niemniej jednak zasięg lodu bez przerwy pozostaje mniejszy niż średnie z lat 80. czy 90. XX wieku. Zasięg lodu w Arktyce 28 listopada wyniósł 10,59 mln km2 i tym samym był piątym ex aequo z 2011 rokiem najmniejszym w historii pomiarów. W ciągu najbliższych miesięcy będą występować sytuacje, kiedy to zasięg lodu będzie o kilkaset tysięcy kilometrów kwadratowych większy niż np. w roku 2006. Tak jest w przypadku 2006 roku już od tygodnia. Czapa polarna w 2006 roku wiele razy była rekordowo niskich rozmiarów względem chociażby 2012 roku.

Bez względu na to, jak prezentuje się obecny zasięg lodu (czy jest pierwszy czy dziesiąty najmniejszy w historii pomiarów), to przysłowiowe mleko się rozlało. Latem lód topił się bardzo szybko, ocean pochłonął ponadprzeciętną ilość ciepła. Teraz są widoczne skutki - i w Arktyce i na obszarach średnich szerokości geograficznych. 


Anomalie termiczne na półkuli północnej 29 listopada 2015 roku. Climate Reanalyzer

Te dwie mapy pokazują odchylenia temperatur od średniej 1979-2000. W centralnej części Arktyki tym razem nie jest ciepło, temperatura jest w normie, spada do -30oC a nawet więcej. Jest wiele jednak obszary, gdzie temperatury są niezwykle wysokie. W sumie cała planeta jest o 1oC cieplejsza niż wynosi średnia z połowy ubiegłego wieku. W ciągu ostatnich dni dochodzi do sytuacji, gdzie odwilż sięga obszarów subpolarnych. Tam gdzie powinien panować siarczysty mróz, temperatura osiąga, a nawet przekracza zero stopi.


Temperatury w zachodniej części Rosji 29 listopada 2015. Earth.net

Powyższa mapa przedstawia temperatury 29 listopada 2015 roku 9:00 UTC (w zach. części Syberii jest południe). Nawet daleko za kołem polarnym, w rejonie Zatoki Obskiej temperatura w ciągu dnia sięga około -10oC. Powinno być przynajmniej 15oC mniej. Silny wiatr zaciągnął ciepłe masy powietrza znad rozgrzanego Atlantyku do północnej Finlandii i płn-zach. części Rosji. Temperatury przekroczyły zero stopni, w północnej Finlandii wzrosły nawet do 6oC

 Temperatury w zachodniej Kanadzie i na Alasce 28 listopada 2015. Earth.net

Podobna sytuacja ma miejsce w Kanadzie, a nawet na Alasce, gdzie temperatura w ciągu dnia przekracza zero stopi. Mapa przedstawia temperatury z 28 listopada 21:00 UTC (w zach. Kanadzie i na Alasce jest wtedy południe). W przypadku Alaski temperatury osiągnęły 1-1,5oC i nie na wybrzeżu, lecz w głębi lądu. Normalnie o tam porze roku jest tam przynajmniej -20oC. Mapa Climate Reanalyzer obok pokazuje, że w płn-zach. części Kanady, gdzie panuje surowy subpolarny klimat, temperatury bez skrupułów sięgają punktu odwilży. Te tereny pokrywa wieczna zmarzlina, kryjąca wielkie ilości metanu. Jeśli odwilż trwa dzień lub dwa, a potem mija, to problemu nie ma. Jeśli odwilż trwa dłużej i zniknie śnieg, to wieczna zmarzlina zacznie się topić (choć proces ten o tej porze roku byłby zdecydowanie wolniejszy niż latem). 


Zamiast wkraczać w świąteczny nastrój, będziemy zmagać się z wichurami i opadami deszczu - pogody w niczym nieprzypominającej normalnej zimy. Do tego istnieje ryzyko wytępiania zniszczeń związanych z silnym, porywistym wiatrem.

Topnienie wiecznej zmarzliny uwalnia metan do atmosfery co wzmacnia ocieplający się klimat, stanowiąc element dodatniego sprzężenia zwrotnego. To właśnie przez takie czynniki idea szczytów klimatycznych COP nie ma już sensu. Po prostu przekroczyliśmy, lub lada dzień przekroczymy punkty krytyczne ocieplającego się klimatu. Potem nasze postępowanie z redukcją emisji CO2 będzie można porównać sytuacji: Zamykamy stajnię, gdy koń już z niej uciekł. Redukcję emisji CO2 powinno się  zaczął w ubiegłym wieku, w latach 80. ewentualnie 90. Zwłaszcza że wtedy spalano niewiele paliw kopalnych. Teraz może już być za późno, a konserwatywny IPCC (jak na ironię uważany przez denialistów za panikarzy) nie docenia wagi dodatnich sprzężeń zwrotnych, jak emisje metanu z hydratów, czy wiecznej zmarzliny. 

Porównanie grubości arktycznego lodu morskiego w 2012 i 2015 roku dla końca listopada. HYCOM

Objętość czyli ilość lodu w Arktyce jest i jeszcze przez jakiś czas będzie większa niż w 2012 roku, chociażby ze względu na mniejszą powierzchnię, jaką zajmował wtedy lód. W tym roku, co przedstawia mapa, zmiany w miąższości lodu są nieco bardziej agresywne, mimo iż obszar grubego na pomad 2 metru lodu jest w tym roku większy. Mniejszy jest z kolei obszar gdzie występuje najgrubszy 3-4-metrowy lód. 

Podsumowując, pokrywa lodowa w Arktyce rośnie i nie jest rekordowo niskich rozmiarów. Oczywiście wszystko do czasu. Zaś my musimy zmagać się z konsekwencjami letniego topnienia lodu, gdzie Ocean Arktyczny pochłania wielkie ilości ciepła. Następnie ciepło to trafia do atmosfery i zmienia wzorce pogodowe na półkuli północnej. Obecna sytuacja pogodowa w Polsce (trzeci raz z rzędu) jest tego przykładem. Szanse na białe święta są niewielkie, a być może tych szans nie ma wcale. 

Zobacz także: