Toplista

Ranking Blogów

środa, 17 kwietnia 2013

Ile lat jeszcze zostało?

Świat nauki zastanawia się i snuje prognozy, kiedy lód w Arktyce zniknie całkowicie.  Jeszcze nie tak dawno sądzono, że stanie się to w okolicy 2050 roku, potem zmieniono datę na 2030, teraz mówi się o latach 2015, maksymalnie 2020. Kiedy naprawdę, tego nie wiadomo. Jedno jest jednak pewne – to stanie się wkrótce.
Przypuszczalny trend zaniku pokrywy lodowej dla poszczególnych miesięcy:
Przypuszczalny trend zaniku pokrywy lodowej dla poszczególnych miesięcy.

Powyższy wykres pokazuje nam to kiedy może zniknąć lód w Arktyce w świetle poszczególnych miesięcy. Czyli inaczej mówiąc, kiedy nie będzie lodu w danym miesiącu. Skalą tu jest objętość lodu. Gdy ta spadnie do zera, czapy lodowej nie będzie.  Przedstawione trendy nie wyglądają "przyjemnie". Zielona linia pokazuje trend zaniku masy lodu we wrześniu. We wrześniu ma miejsce szczyt topnienia lodu, a co za tym Idzie jego najmniejszy zasięg i powierzchnię. Zatem należy się spodziewać, że pierwszym miesiącem kiedy zabraknie czapy lodowej, będzie wrzesień. Wg. tej śmiałej prognozy stanie się to w 2015 roku. Czyli za dwa lata. To możliwe. Jeśli będziemy mieli taki trend zaniku lodu jak teraz. W 2012 mieliśmy nieco ponad 3000 km3. Rok wcześniej 4000 km3, a zatem w tym roku należy spodziewać się kolejnych rekordów, w tym rekordu co do objętości lodu – około 2000 km3. Za rok, we wrześniu 2014 gdzieś około 1000 km3. A w 2015? No cóż - to będzie koniec.


Być może nie stanie się to w 2015 roku i gdzieś 200-400 km3 lodu przetrwa w formie przybrzeżnego lodu wzdłuż północnych brzegów Grenlandii. Ale jak będzie wyglądać czapa lodowa Arktyki, a raczej mała bejsbolówka? Prawdopodobnie kształt pokrywy lodowej będzie przypominał to co widzimy w okresie zimowym wzdłuż wschodniego wybrzeża Grenlandii. Będzie to obszar przybrzeżnego lodu, któremu jeszcze jakoś udało się przetrwać. Ten podłużny obszar lodu będzie się rozciągać wzdłuż północnych wybrzeży Grenlandii i Wysp Królowej Elżbiety. Szerokość owej czapy wyniesie jakieś 200 km, długość 1000 może 2000 km. Czyli raptem będziemy mieli kriosferę o powierzchni (czytaj- zasięgu) mniejszym niż pół miliona km2. Być może czapa lodowa będzie wtedy wielkości Polski, już za zaledwie dwa lata. Sama zaś powierzchnia wyniesie kilka tysięcy kilometrów kwadratowych, bo większość lodu będzie miała postać rozrzuconej przez prądy morskie i wiatr kry lodowej. W oczach klimatologów zostanie uznane to za zero. Masa lodu będzie w głównej mierze składać się właśnie z kry lodowej o mniejszej lub większej koncentracji, maksymalnie do 90%. Tylko miejscami przy brzegu będzie jeszcze solidny lód, ale o niewielkiej grubości i powierzchni. Taki stan rzeczy trudno będzie nazwać czapą lodową, co widać na poniższej mapie. 




Arktyczny lód we wrześniu 2015 roku - tak będzie to wyglądać?

Jeśli prognozy są słuszne, to właśnie takie mapy ujrzymy we wrześniu za dwa lata. Dziwne i surrealistyczne.  Arktyka porównywana jest do kanarka w kopalni ostrzegającego przed zagrożeniem, cóż w takim wypadku… zostanie tylko ogon.  
Wyobraźmy sobie ten dzień, jest wieczór, oglądamy telewizję, wieczorne wiadomości. Co usłyszymy? Zapowiadany przez Kamila Durczoka prezentera Faktów TVN. Czy jeszcze lepiej, przejętego wydarzeniami Piotra Kraśko z Wiadomości TVP, temat numer jeden – Zanik pokrywy lodowej w Arktyce.
W Faktach to zabrzmi tak: To co się stało, jest bezprecedensowe, pokrywa lodowa w Arktyce stopiła się do zaledwie 200 tys. km2. To dziś temat numer jeden...
A w ustach Piotra Kraśko: Ten dzień zapisze się w historii jako katastrofa ekologiczna i klimatyczna. Lód w Arktyce skurczył się do poziomu jaki nie występował od milionów lat. Możemy zadać sobie pytanie – co teraz będzie?

Z pewnością telewizję czeka szok medialny, Żółty pasek w TVN 24. Polityka schodzi na dalszy plan. Zapowiadana od tygodnia akcja konkurencyjnej partii opozycyjnej z udziałem znanych polityków,  schodzi ze sceny. Przez cały dzień jest mowa o tym co dzieje się w Arktyce. Są konferencje, wywiady, dziennikarze zadają masę pytań. Być może gościem "Faktów po faktach" będzie ktoś kogo powinnyśmy usłyszeć. Może Marcin Popkiewicz, autor książki „Świat na rozdrożu” w której ostrzegał nas, że to się stanie. Lub inna kompetentna osoba, która wyłoży na przysłowiową ławę listę skutków, jakie przyniósł zanik lodu w Arktyce.

 Ocieplenie klimatu w Arktyce nie tylko sprawi, że zniknie lód morskie, coraz szybciej traci masy lodu będzie Grenlandia. To oznaczać będzie dramat dla tysięcy mieszkańców takich wysp jak Wyspy Marshalla czy Tuvalu.
W 2015 roku będzie już 399-400 ppm CO2. To świat jak z okresu mioceńskiego i plioceńskiego. W czasie kiedy lód w Arktyce dopiero co się formował, a lądolód Antarktydy był jeszcze młodym tworem. Teraz historia będzie się cofać do tyłu. 1 ppm dwutlenku węgla w pół roku, to jak kilkaset tysięcy do jednego miliona lat wstecz. Oczywiście palmy na nie urosną, ale klimat na Ziemi zmieni się nie do poznania.
A co powiedzą denialiści? Wśród nich są nawet osoby, które znamy z telewizji. Są wśród nich tacy, co sądzą, że w 2040 roku będzie tęgi mróz jak w czasie zaborów. Co mówią prognozy PIOMAS? Spójrzmy jeszcze raz na wykres i policzmy też ile CO2 wtedy będzie. W 2030 roku lodu nie będzie już do maja do stycznia następnego roku, gdzie lód będzie pojawiał się w lutym i szybko się topił jak tylko nastanie dzień polarny na biegunie. Jego grubość będzie wynosić może z metr. Stopi się szybko. W 2040 lodu nie będzie już przez cały rok. Dodajmy do tego około 450 ppm CO2. Czy w takim świecie w ogóle będzie mowa jakiejś zimie? W świecie bez lodu na biegunie, gdzie wyłączony został klimatyzator. Jak to zwykle prezenter pogody Jarosław Kret mówi: lodówka marki Arktyka. Nie będzie już lodówki tej marki. Zamiast tego nowe polarno-morskie powietrze, które da nam ulgę między okresami letnimi.   

Z paleoklimatologii dowiadujemy się bezspornie, że 450 ppm to granica między światem gdzie istnieje lód, a tym gdzie go nie ma. Fakt iż lód na Ziemi nie zniknie z dnia na dzień, to jednak gdy proces ten się już rozpocznie, nie będzie można go powstrzymać. 

Ludzi ci mają mylne poglądy i pewnie nie będzie im dane w przyszłości przekonać się o ich błędzie. Choć ci ludzie, którzy zaprzeczali zmianom klimatu, będąc już w podeszłym wieku ujrzą skutki zmian, które wieścić będą nam chroniczny brak zimy i całą masę "atrakcji" związaną z brakiem lodu na biegunie północnym i wzrostem temperatur. Po 2040 roku czeka nas świat cieplejszy o 1,7-2,0oC. Sceptycy ocieplenia klimatu mający około 40-45 lat, tego świata być może nie zobaczą. Nie dowiedzą się czy się mylili czy nie. Ale przed śmiercią będzie im dane ujrzeć widmo dalszy nadchodzących zmian. Tylko, że na działanie będzie za późno.


2 komentarze:

  1. Mocny tekst :-). Ciekawi mnie jaki byłby klimat w Europie bez tego lodu, czy wiatry (początkowo w okresie letnio-jesiennym) będą wiały "inaczej" i co z tego wyniknie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest 2015 rok. Czapy nadal są.

    OdpowiedzUsuń